61 obserwujących
550 notek
811k odsłon
  1314   4

MiGi - przekazać czy nie? Oto jest pytanie!

Po pierwsze – Polska obrona powietrzna:

    Polska posiada stosunkowo niewielkie siły powietrzne. Stan na dziś to 94 samoloty bojowe:
F-16 - 48 sztuk (łącznie z 2 miejscowymi szkolno-bojowymi):
MiG-29 – 28 sztuk,
Su-22 – 18 sztuk.
MiG-29 to 30% potencjału bojowego naszych sił powietrznych (pod warunkiem, że zdolność bojowa wynosi 100%). Szybkie uzupełnienie tego potencjału po ewentualnym przekazaniu (gdziekolwiek) tych samolotów jest niemożliwe. USA proponują np. że dostarczą (sprzedadzą!) nam 4 samoloty F-35 w 2023 roku. 
Luka w obronie przestrzeni powietrznej Polski byłaby spora i trwałaby długo.

Po drugie – nawet najlepszy myśliwiec to nie wszystko:

    Samolot myśliwski to ostatnie ogniwo w łańcuchu obrony przestrzeni powietrznej. Samoloty myśliwskie posiadają niewielki promień działania bojowego – nie wolno go mylić z zasięgiem deklarowanym przez producenta (bo to czysty marketing). Różnice są zasadnicze!

Dla F-16:
Zasięg (bez dodatkowych zbiorników) wynosi ponad 3000 km, ale promień działania 500 km,
Dla MiG-29:
Zasięg (bez dodatkowych zbiorników) wynosi ponad 1750 km, a promień działania 340 km,

     Zasięg, to największa odległość, jaką może pokonać samolot bez tankowania w powietrzu – ale w JEDNĄ STRONĘ! Czyli jest to wartość dla misji bez powrotu - czyli jako kamikadze! W praktyce zasięg znacznie zależy od wysokości (i wyżej lecimy, tym zasięg jest większy) i charakteru lotu. To taki parametr, jak dla samochodu zużycie paliwa przy stabilnej prędkości 90 km/h i braku jakichkolwiek manewrów. W powietrznej walce manewrowej zużycie paliwa znacznie wzrasta – stąd bardziej istotnym parametrem jest promień działania. Poza tym – trzeba przecież wrócić z misji…

Po trzecie – klucz do sukcesu – skuteczne zarządzanie zasobami:

     Od czasu II Wojny Światowej wiadomo, że warunkiem skutecznej obrony jest zarządzanie zasobami. Mały promień działania, krótki czas efektywnego lotu myśliwca i stosunkowo niewielki zapas amunicji wymaga dużej skuteczności naprowadzania myśliwca na cel. Radar pokładowy to za mało – znakomicie się sprawdza na odległościach rzędu 10 km, ale najpierw trzeba wiedzieć, gdzie jest nieprzyjaciel, jaki jest jego kurs i prędkość. Inaczej myśliwiec będzie szukał wiatru w polu. Anglicy znakomicie odrobili to zadanie podczas słynnej Bitwy o Anglię. Myśliwce były podrywane wtedy, gdy była taka potrzeba (nie za wcześnie) i od razu kierowane na nieprzyjaciela przez załogę „Operation Room” na podstawie danych z naziemnych radarów i informacji od wielu obserwatorów. Dziś są AWACS-y – ale ich radary mają zasięg rzędu 400 km, co znakomicie odpowiada promieniowi działania samolotów myśliwskich. Ukraina to duży kraj…

Po czwarte system wczesnego ostrzegania:

     Jakie rejony Ukrainy są atakowane przez lotnictwo rosyjskie? Wystarczy rzut oka na mapę – te, które są dostępne z lotnisk położonych na terytorium Federacji Rosyjskiej (wliczając w to Krym)! Oczywiście Rosja może zaatakować także dalej położone rejony Ukrainy, ale wymagałoby to użycia bombowców lub rakiet co najmniej średniego zasięgu, czyli przejścia na poziom strategiczny. Jak na razie Rosja wykorzystuje głównie swoje lotnictwo szturmowe – głównie różne wersje SU – Su-30, Su-34 (w tym także dostosowane do przenoszenia taktycznej broni jądrowej). Niedawno opublikowano zdjęcia szczątków zestrzelonego przez Ukraińców Su-34. Należy jednak zapytać, w jaki sposób NATO może skutecznie zamknąć przestrzeń powietrzną nad Mariupolem? Czy z wykorzystaniem myśliwców bazujących w Niemczech (np. w Ramstein czy nawet w Polsce?). Przecież odległość pomiędzy bazą i celem jest zbyt duża, a tankowanie w powietrzu nad terytorium Ukrainy praktycznie niemożliwe! Pokrycie radarowe Mariupola (AWACS) jest możliwe właściwie jedynie z Morza Czarnego, a samoloty broniące Mariupola musiałyby operować z bezpiecznych lotnisk na terytorium Ukrainy lub z lotniskowca na Morzu Czarnym. A to prowadziłoby niewątpliwie do eskalacji konfliktu i wymaga konkretnych analiz. 
Same groźby zamknięcia przestrzeni powietrznej to za mało – musi istnieć realna groźba ich realizacji!

Podsumowanie:

     Cała ta afera to naiwny marketing „dyplomatołków” – lepiej było najpierw zapytać fachowców i ewentualnie uzgodnić działania z sojusznikami – no, ale nasza WAAADZA wie wszystko najlepiej i jako suwerenne państwo nie będzie nic z nikim uzgadniać!  
Pomagać Ukrainie oczywiście należy – ale ROZSĄDNIE!

Lubię to! Skomentuj71 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka