Google
Google
barbie barbie
422
BLOG

Polskie gwiazdy Las Vegas

barbie barbie Muzyka Obserwuj temat Obserwuj notkę 15
Violetta Villas - urodzona w Belgii córka polskiego górnika - kapelmistrza górniczej orkiestry obdarzona "atomowym głosem". Władziu Valentino Liberace - syn Włocha (waltornisty) i Polki (pianistki). Zaczynał karierę grając klasykę, wybrał jednak muzykę rozrywkową

Kto jest godzien nosić miano gwiazdy estrady?

    Dziś królują różne elektroniczne, najczęściej cyfrowe „konserwy”, smartfony i słuchawki w uszach. Muzykę spora większość ludzi (zwłaszcza młodszych) traktuje jako tło podczas wykonywania swych codziennych czynności (od podróży, podczas nauki, pracy czy też spotkań lub randek) . Eric Satie nazwał takie traktowanie muzyki mianem „furniture music”: 

"This he described as being the sort of music that could be played during a dinner to create a background atmosphere for that activity, rather than serving as the focus of attention."

Niektórzy wyróżniają też „podgatunki” – „elevator music”, a nawet „restroom music”. Po polsku mówimy mówimy o "muzyce do kotleta".

     Zadaniem "furniture music" jest tworzenie określonej atmosfery podczas innej aktywności - rodzaj muzyki nie ma tu większego znaczenia. Dla jednych będzie to barok, dla innych "plumkanie", a jeszcze dla innych (zazwyczaj bardzo młodych) "death metal". Ważne jest jedynie to, abyśmy nie koncentrowali się na muzyce, lecz wykonywali w tym czasie inne czynności. Dziś często wyróżnia się gatunek "ambient music" - termin wprowadzony przez Brian Eno pod koniec lat 1970. Dziś "ambient music" kojarzy się raczej z elektroniką wraz z elementami muzyki konkretnej.

Czy dziś jest miejsce dla prawdziwych gwiazd sceny i estrady?

    Niestety chyba epoka gwiazd już minęła. Prawdziwa gwiazda to nie tylko warsztat wykonawczy, ale umiejętność przyciągania uwagi. Gwiazda musi być bezczelna i tworzyć swój obraz na pograniczu kiczu. Ale tego właśnie oczekujemy - gdy w "Wesołej Wdówce" na scenie pojawia się aktorka w roli pani Glawary powinniśmy nie móc oderwać od niej wzroku. To jest możliwe, gdy oglądamy spektakl "na żywo" - najlepsza "konserwa" (canned music) nawet podczas transmisji w nowoczesnej sali kinowej tego nie jest w stanie tego zapewnić. Także słuchanie ballady jazzowej w hali na 10000 miejsc nie zapewnia warunków do kontaktu z wykonawcą (pamiętam występ Diany Krall w Hali Stulecia we Wrocławiu lub orkiestry "księżniczek" Andre Rieu w "Tauron Arena" w Krakowie...). Nawet bardzo dobre nagłośnienie oraz wielkie telebimy są w stanie stworzyć atmosfery klubu jazzowego lub klasycznej sali koncertowej. W Krakowie Operetka mieściła się w dość obskurnej starej ujeżdżalni (dziś część nowej Opery) - ale przecież chodziło się na lokalną gwiazdę - Iwonę Borowicką. 

    Warto więc chyba poświęcić trochę czasu ostatnim, związanym z Polską prawdziwym światowym gwiazdom - Violetcie Villas i Władziowi Valentino Liberace. Dlaczego właśnie im? A dlaczego nie Paderewskiemu, którego nazwisko (jako "long haired genius") wymieniono nawet w tekście przeboju Irvina Berlina "I Love a Piano"? Powód jest prostu - zarówno Violetta, jak i Władziu odnieśli w USA (i nie tylko) autentyczny sukces finansowy. Jednak w przeciwieństwie do Paderewskiego czy Modrzejewskiej w Polsce wielu krytyków uznało ich wręcz za kabotynów niegodnych miana prawdziwych artystów. Artysta bowiem powinien cierpieć, tęsknić z wolną ojczyzną, godnie ją reprezentować - a nie zarabiać kasy! Zapewnianie ludziom profesjonalnej rozrywki (i to w dodatku za duże pieniądze!) nie jest zajęciem godnym prawdziwego Artysty! Tak kwitowano występy Liberace w "Polskim Radiu":

"Wyobraźcie sobie państwo taką scenę: na widowni tysiące spragnionych blichtru i rozrywki przedstawicieli amerykańskiej klasy pracującej. W pierwszych rzędach zasiadają głównie elegancko ubrane kobiety. Można wyczuć rosnące napięcie. Nagle gasną światła, na scenę wjeżdża Rolls-Royce. Z samochodu wysiada szofer (ubrany tak, jak żaden inny na świecie, bo w bogato zdobiony biały mundur) i podchodzi, żeby otworzyć drzwi gwieździe wieczoru. Tak zaczyna się spektakl Liberace

    Gdyby Władziu Liberace poszedł za radami Ignacego Paderewskiego i kontynuowałby klasyczną karierę pianisty koncertowego być może dołączyłby do czołówki - ale on "poszedł w rozrywkę" i osiągnął autentyczny sukces. Stał się tym jednym-jedynym, pozostał jednak wiernym także klasyce pianistycznej (którą z sukcesami propagował wśród tych "miłośników blichtru i rozrywki").

PRL-owski "Sztandar Młodych" o Violetcie Villas napisał:

"Jej twórczość to kicz nad kicze, nieprzystająca do rzeczywistości socjalistycznej."

    Co PRL-owski redaktor mógł napisać, jeśli na scenie pojawiała się przyciągająca wzrok postać z pięknymi, rozpuszczonymi włosami, w luksusowych sukniach od Diora prezentująca prawdziwy "show", żywiołową  interpretację piosenek często połączoną z tańcem poprzedzona legendą o duetach z Frankiem Sinatrą, Deanem Martinem, Paulem Anką, Charlesem Aznavourem, Sammy Davisem... W dodatku muzykalna profesjonalistka dysponująca znakomitym głosem i nie wahająca się go używać!

    Gdyby pozostała tą dziewczyną z "Opola '64" noszącą modne wówczas natapirowane włosy śpiewającą proste pioseneczki typu "Przyjdzie na to czas" czy "Do twarzy mi w fartuszku" pewnie kontynuowałaby współpracę z "Estradą" i występowała w różnych zakładach pracy w Polsce i w "demoludach" - a może także (jak inne polskie "gwiazdy") dla Polonii w USA i pewnie "przystawałaby do rzeczywistości socjalistycznej".        Niestety, wyrosła zbyt wysoko (w USA krytycy nazywali ją „fenomenalną Polką” czy „białym krukiem wokalistyki światowej”) i w dodatku ostentacyjnie to całą sobą prezentowała stając się pod koniec lat sześćdziesiątych "pierwszą celebrytką PRL". W dodatku zawdzięczała to swojemu talentowi i amerykańskim specjalistom od tworzenia wizerunku estradowego. A w Polsce taki autentyczny sukces kłuje wszystkich w oczy. Takie jednostki należy gnoić udowadniają bowiem innym, że jest to możliwe. Rzucili się więc na nią (a raczej na jej majątek) prawie wszyscy - od "służb" po półświatek i przestępców, w Polsce w kontynuowaniu kariery nikt jej nie pomógł (większość próbowała na niej zarobić, ale się nie narobić) - w rezultacie straciła wszystko. 

     Zarówno Violetta, jak i Władziu wychowali się w rodzinach muzyków i byli solidnie i profesjonalnie wykształceni muzycznie. Oprócz nauki śpiewu i emisji głosu Violetta grała na fortepianie, skrzypcach i nawet na... puzonie! Obie gwiazdy z Las Vegas dysponowały znakomitym słuchem muzycznym i najwyższą techniką wykonawczą - Violetta naturalnym i pięknym głosem o wielu barwach i imponującej skali, zaś Władziu świetną wrodzoną techniką pianistyczną (grę zaczynał mają 4 latka!) - z łatwością mogły więc sięgać po różne gatunki - Violetta po arie operowe (Traviata, Carmen...), zaś Władziu po utwory Beethovena, Chopina i Debussy'ego...), lecz również po muzykę popularną, a nawet biesiadną. 

    Oboje pielęgnowali swoje gwiazdorstwo - oprawa ich występów była wyjątkowa. Liczba garniturów, fortepianów i pierścieni oraz rezydencja Liberace stały się od razu legendą, Violettę po powrocie do Polski nazywano "Tygrysicą z Magdalenki", gdzie posiadała luksusowy dom (okradziono go), dwa mercedesy, nosiła suknie od Diora (w PRL!) - i podobno odmówiła Wajdzie przyjścia na zdjęcia do "Ziemi obiecanej", bo przebiegł jej drogę czarny kot. Tak kapryśna może być tylko prawdziwa gwiazda!

    Oboje osiągnęli w swoim czasie sukces finansowy. Dochody Liberace były większe (pobił w 1954 r. nawet rekord honorarium za jeden koncert ustanowiony przez Paderewskiego). 50000 USD za rewię z udziałem Violetty Villas pod koniec lat 1960 musiało jednak w PRL robić wrażenie! Jednak oboje spotkali na swej drodze życia wielu niewłaściwych ludzi, których celem było wykorzystanie sław dla zarabiania pieniędzy. W XXI wielu zamknięto muzeum Liberace, zrujnowany dom Liberace został zakupiony przez jego entuzjastę (ma być podobno wyremontowany), przetrwała jednak założona przez niego fundacja, Violetta zaś straciła cały swój majątek, o który nie miał kto zadbać. To w końcu był głęboki PRL! W 2011 roku Donald Tusk przyznał jej specjalną emeryturę 4000 zł! (przedtem otrzymywała niecałe 1000 zł) i wróciła do rodzinnego Lewina, gdzie dziś niszczeje jej dom. Odeszła w okropnych warunkach - pozostała legenda, nagrania, filmy oraz książki o chyba już o tej ostatniej polskiej prawdziwej gwieździe światowej estrady. Próby założenia fundacji Villas w Polsce i choćby odremontowania jej rodzinnego domu spaliły na panewce - brak fundatorów, choć nadal wielu chciałoby na jej legendzie znów zarobić. Może uda się w końcu zrealizować film biograficzny o roboczym tytule "Dzięcioł i Violetta" (premierę planowano na 2023 rok). 

Liberace już się filmu doczekał.

Fundusze fundacji Liberace https://liberace.org/about/the-foundation/ przekazane jej przez Władzia uległy już wyczerpaniu, fundacja zamierza jednak kontynuować swoją działalność:

"Opłaty licencyjne pochodzące z własności intelektualnej Liberace służą wsparciu fundacji. Misją Fundacji jest zarządzanie kolekcją Muzeum Liberace, marką Liberace, podobiznami i znakami, uzyskiwanie dochodów i darowizn na rzecz wspierania kolekcji oraz zapewniania studentom ekspozycji artystycznej oraz stypendiów w zakresie sztuk kreatywnych i performatywnych."

 

barbie
O mnie barbie

Nazywam się Tomasz Barbaszewski. Na Świat przyszedłem 76 lat temu wraz z nadejściem wiosny - była to wtedy niedziela. Potem było 25 lat z fizyką (doktorat z teoretycznej), a później drugie tyle z Xeniksem,  Uniksem i Linuksem. Dziś jestem emerytem oraz bardzo dużym wdowcem! Nigdy nie korzystałem z MS Windows (tylko popróbowałem) - poważnie! Poza tym - czwórka dzieci, piątka wnucząt, dwa koty (schroniskowe dachowce), mnóstwo wspaniałych wspomnień i dużo czasu na czytanie i myślenie.

Nowości od blogera

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura