Bartosz Majewski Bartosz Majewski
104
BLOG

Pewnego razu w Odessie

Bartosz Majewski Bartosz Majewski Kultura Obserwuj notkę 0
Na początku każdej notki będzie kawałek ,który polecam do słuchania.

Maleńczuk & Waglewski- Koledzy

Moja droga, dziś piszę tak jak obiecałem w poprzednim liście o człowieku ,którego spotkałem w jednej z podłych knajp tego miasta. Tamtego wieczora samotnie chodziłem po szynkach w poszukiwaniu znajomych. Zacząłem od najdroższych lokali, stopniowo zmierzając w kierunku coraz większych spelun i mordowni. Spotkałem tego człowieka w jednym z ostatnich miejsc ,które miałem na swoim szlaku. Knajpa nazywała się "dziurawa podwiązka" i mieściła w okolicy tutejszego portu.

Wchodząc tam czułem smród przetrawionego alkoholu oraz koszulę ,która przykleja mi się do ciała. Pod ścianą, nieopodal baru zobaczyłem człowieka ,który wyglądał jak Syzyf ,który właśnie skończył pracę. Jego wiek był nie do określenia ponieważ łączył on zgorzknienie właściwe kilkudziesięcioletnim mężczyznom po przejściach z krzepkością dwudziestolatka.

Gdy mu się przyglądałem menty siedzące przy schodach musiały wyczuć mój strach przed takimi miejscami niczym lampart czuje swą zdobycz w buszu. Wtedy dowiedziałem się jak czuje taka zdobycz kiedy wie ,że pętla pościgu się zaciska, gdy nie ma odwrotu ani ratunku. Czterech barczystych facetów wyglądających na rybaków wstało od stołu i skierowało się w moją stronę. Oczyma wyobraźni widziałem już pęknięcia na mojej czaszce oraz krew na zbutwiałych schodach na których przyszło mi stać.

Wtedy pojawił się on. Gdy wstał wyglądał , jakby był alter ego atmosfery ,która tam panowała,jakby stał się jej nieodłącznym elementem wystroju. Stanął między mentami i mną i założył ręce na piersi. Herszt tej czwórki wystąpił i długo patrzył w oczy facetowi bez słowa. Po kilkudziesięciu sekundach ,które dla mnie były chyba najdłuższymi w życiu herszt oraz jego trzech popleczników wyszli w absolutnej ciszy.
Człowiek spod ściany odwrócił się do mnie i zaprosił gestem do swojego stolika. Nie odmówiłem- Byłem zbyt otępiały po ostatnich wydarzeniach by odmówić. Nieznajomy zaprosił mnie do stolika i poczęstował mnie trunkiem z butelki ,która stała na stole. Choć trunek śmierdział niczym wielowiekowa zgnilizna nie wzgardziłem nim.

Znasz mnie nie od dziś więc wiesz ,że nigdy nie siadam do stołu z nieznajomymi. Tam było inaczej- nie tylko to, tam wszystko było na opak. Piłem tam alkohol przy stoliku z osobą ,którą widziałem po raz pierwszy, z którą nie zamieniłem nawet słowa. Lejąc płynny ogień w gardło spojrzałem na towarzysza kolejki bliżej. Jego oczy... Już wiedziałem dlaczego tych czterech bez słowa wyszło z knajpy. Oczy tego człowieka budziły w każdym najgorsze lęki. Te oczy były jak wszystkie kobiety ,które odeszły od swoich mężczyzn, jak prostytutka ,która latami była bita przez alfonsa i deszcz ,który nigdy nie przestaje padać. To były oczy człowieka ,który przeżył tak wiele ,że nie ma już nic do stracenia. Milczeliśmy a mój towarzysz poczoł wlewać w siebie paskudny samogon z drugiej butelki. Gdy przestał pić zaczoł mówić.

- Pewnie zastanawiasz się po co ryzykowałem ,żeby uratować takiego paniczyka jak ty?- Zapytał śmiałym tonem.
- Nie- skłamałem.
- Zrobiłem to dlatego ,że ja byłem kiedyś tobą. I stąd wiem ,że takim jak ty trzeba pomagać, bo coraz mniej was jest na świecie. -odpowiedział tajemniczo
- Co ty o mnie wiesz?... Nawet nie wiesz jak się nazywam.- stwierdziłem niepewnie. Przyznam ci ,że już wtedy ten człowiek wzbudzał moje ogromne zainteresowanie. Na swój sposób nie pasował do tej mordowni.

- To jak się nazywasz nic nie znaczy. Posłuchaj ...zrozumiesz dlaczego już nie jestem tobą, dlaczego bronię w tobie tego co we mnie umarło. Byłem taki jak ty. Nieśmiały w stosunku do kobiet, wrażliwy- z tą różnicą ,że ja to w sobie tłumiłem pod powierzchnią pozornego cynizmu, skamieniałości i lodu. Uważałem to co wtedy we mnie było najlepsze za słabość, ale niejednokrotnie okazało się ,że miałem rację.

Dzięki temu wyrastałem na lidera mojego środowiska w młodości, dzięki temu zdobywałem sympatię pierwszych kobiet i dzięki temu szedłem przez życie jak Jezus po wodzie. Do momentu gdy nie pojawiła się ona. Nazywała się Barbara Janiczniak i była miłością mojego życia. Długo zabiegałem o jej względy listownie, planowałem w najdrobniejszych szczegółach spotkania i destylowałem słowa w korespondencji. Lecz ta kobieta to był wulkan uczući kobiecości którego nie dało się obłaskawić.

Zadużyłem się w niej bezgranicznie a ona we mnie. Trwaliśmy pomimo różnic w pochodzeniu w szczęśliwym związku tak samo jak ty z twoją narzeczoną
- Skąd wiesz, że jestem zaręczony?
- Ehh- westchnął. Już ci mówiłem, że dawno temu byłem tobą. Kropla w kroplę jak ty, więc nie zdziw się ,że wiem o tobie wiele.- mówił zmęczonym tonem belfra, który tłumaczy jakieś zagadnienie mało pojętnemu uczniowi.
- Słuchaj no...Może jesteśmy lekko podpici ale nie na tyle ,żebym nie rozpoznał wciskania kitu. Nie myśl sobie ,że jak mnie uratowałeś z opresji to będzie mi niezręcznie wyjść zamiast wysłuchiwać tych bredni.Myślisz ,że jak jestem ubrany w drogi surdut to można mnie mamić jak ci się żywnie podoba i pieprzyć jak to jesteśmy podobni? Może i jestem ubrany w ten surdut ale coś o życiu już wiem!- powiedziałem trochę za ostro, zły na siebie ,że dałem się sprokować.

- Tak jak mówiłem...Kropla w kroplę tacy sami.-podjoł bez reakcji na mój wybuch

Ja też się buntowałem wobec ludzi ,którzy dzielili się doświadczeniami. Co ci będzie jakaś portowa szumowina pieprzyć nie?

Mój rozmówca długo milczał zapatrzony na szczura ,który szukał resztek pod kolejnymi stołami. Raczyliśmy się samogonem przez jakiś czas.

- Między mną a Basią narodziła się więź ,którą wielu przyjaciół uważało za unikalną.- ponowił swe wynurzenia.
Zgadzałem się z nimi ale nie potrafiłem się wyzbyć pozornego cynizmu ,którym pozorowałem dystans. W głębii serca robiłem plany, marzyłem o rodzinie, i domku na odludziu.- perorował podpity, zabawnie gestykulując na wpół pustą butelką.

Na kilka miesięcy przed końcem naszego związku coś zaczęło się między nami psuć. Wyglądało jakby Basia zaraziła się ode mnie dystansem. Tyle ,że u mnie to była maska a u niej rzeczywista postawa. Widziałem to ale nie wiedziałem co zrobić. Mój i jej lodowiec nie wytworzyły górę lodową ,która z tygodnia na tydzień stawała się większa. Basia zaczęła ograniczać spotkania wymawiając się brakiem czasu, nawałem zajęć; dopiero w dniu rozstania dowiedziałem się ,że przed każdym naszym spotkaniem czuła się jakby miała nadejść dla niej kara. W dniu rozstania nie mówiliśmy wiele bo wszystko było jasne. To nie słów zabrakło naszemu związkowi.

-Dalej nie widzę związku między tobą a mną. Ja jestem młody, w połowie studiów, nie mam jakiś dziwacznych traum ,które powodują ,że nawet zaprawione w bójkach portowe zbiry się mnie boją- przerwałem mu prawie wylewając zawartość butelki
-Taaa... Ja również tak mówiłem, mówiłem to każdemu kto chciał słuchać. Zresztą do tych ,którzy słuchać nie chcieli krzyczałem. Perswadowałem im jaki to jestem młody, inteligencki i pokojowo nastawiony do świata, co najśmieszniejsze robiłem to podniesionym głosem- odpowiedział z gorzkim uśmiechem.

-A później przyszła samotność. I zrozumienie dla uśmieszków półgębkiem tych ,którym mówiłem o swoich nieskończonych pokładach miłości do Basi. Dużo rzeczy się zaczyna rozumieć jak się leży sam ze sobą i myśli. Tyle ,że co z tego skoro rozumiesz skoro karty zostały już dawno rozdane a ty możesz przyglądać się tylko jak przepieprzasz rozdanie życia. Ty jeszcze nie wiesz jak to jest bo nikt nie jest naprawde samotny do momentu utraty miłości. Najpierw musisz coś zyskać abyś wiedział ,że to straciłeś.

Oberżysta przyniósł rybną polewkę,którą mój kompan przywitał z dużą aprobatą. Gestem odmówiłem swojej porcji. Przez jakiś czas nie podnosił się on znad miski, kosztując z najwyższą starannością każdą łyżkę śmierdzącej brei. Nie przerywałem mu posiłku.

Po kilku, może kilkunastu minutach podjoł dalszej swój wywód.

- Z rozstaniem jest trochę podobnie jak z głodem. Jeśli nie jesz to twój układ pokarmowy zamiera. Z tą różnicą ,że bez jedzenia można wytrzymać długo a bez miłości każda minuta jest wiecznością z doktorem Mengle oko w oko. A najgorsze są dwie rzeczy. Pierwsza to to ,że każdy jest doktorem sam dla siebie. Druga jest taka ,że gdybyś spotkał swoją utraconą miłośc padłbyś do stóp i błagał- choć wiesz ,że ona powie nie.

- Dobra, zagrajmy w otwarte karty. Dlaczego się narażałeś? Nie wyglądasz na człowieka ,któremu kolejny rozwalony łeb w kolejnej podłej knajpie zrobiłby różnicę. Wszystkich tak ratujesz? Taki hojrak z ciebie, że pomagasz uciśnionym? Co jest z tobą nie tak ,że zaryzykowałeś?- zdradziłem nerwowe zaciekawienie.

- Sporo pytań...A odpowiedź jest jedna. Staram się pomagać ludziom ,którzy mają szansę dostać od losu to co ja dostałbym gdybym wszystkiego nie spieprzył. Bo przecież z rozwalonym łbem to nie amory byłyby ci w głowie, zresztą twojej narzeczonej tym bardziej. I żaden ze mnie hojrak- ot zwykła pijaczyna w nadgryzionym przez mole i czas surducie. Swoją drogą; pasujemy do siebie, ja i ten surdut nie prawdaż?
Taa...odparłem bełkotliwie znad butelki.

Nieznajomy podniósł butelkę i wstał.
- Ten toast jest za miłość twoją i twojej narzeczonej. Niczego w życiu nie pragnę tak jak być na twoim miejscu.
- Wychodzisz? Porozmawiajmy jeszcze.- poprosiłem.
- Nie. We mnie jest już tylko gorycz, której nie zamierzam w ciebie przelewać. Gdy będziesz wychodził oberżysta wręczy ci butelkę tokaju z tutejszych piwnic. Wypij z nią butelkę gdy będziecie mieli wolny wieczór. Wspomnij tego wieczora Wiktora Władimirowicza Litwiniadowa i podziękuj losowi za to co ci się trafiło.

Pisząc do ciebie najdroższa list siedzę w przedziale pociągu na granicy Węgiersko Rumuńskiej. Ten człowiek będzie moim najbardziej intrygującym wspomnieniem z Odessy i nauką być może cenniejszą niż praktyki prawnicze w kancelarii twojego stryja. Zobaczymy się za kilka dni. Mam nadzieję ,że list dotrze do ciebie przed moim przyjazdem.

Twój na zawsze- Aleksander.

Mol książkowy, czasami szyderczy, aktualnie szuka swojego miejsca na świecie. W rzadkich wolnych chwilach piszę, gotuję, czytam i słucham dobej muzyki. Jeśli macie na sprzedaż jakieś książki- zapraszam na gg, jest duża szansa ,że będe zainteresowany kupnem. Kopiowanie i redystrybucja tekstów bez zgody autora są dozwolone wyłącznie do celów niekomercyjnych i za podaniem pierwotnego źródła.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Kultura