Dzisiaj było penie. W uśmiechu trwałam przez całą audycję. Temat “peny” znam za sprawą Loli Flores, bardzo znanej hiszpańskiej tancerki flamenco, piosenkarki i aktorki, o której opowiadła mi pewna hiszpanka jakiś czas temu. Powiedziała mi co to znaczy pena, ale mimo to nie rozumiałam o co tak naprawdę w chodzi w tej penie. Tłumaczenie słownikowe to za mało. W.C. mistrzowsko przełożył na nasze polskie uczucia.
Powtarzam za W.C z pamięci - pena to ból, trud, znój, wszystko to z czym człowiek musi się w życiu zmagać, z czym jest ciężko. Latynos akceptuje penę, tak samo jak radość i szczęście, zdrabnia ją nawet - penita ty moja [no czyż nie lubi jej?]. Nie siedzi z peną w samotni, nie rozrywa szat niczym pustelnik, dzieli się swoją peną z rodziną, przyjaciółmi i otrzymuje pocieszenie, nie litość a pocieszenie. Jak wykrzyczy tę penę to się oczyszcza. Pena odejdzie.
Tu jest istotna różnica pomiędzy białym człowiekiem a latynosem. U latynosów nie występuje pojęcie depresji, dlugotrwałego stanu smutku i zniechęcenia.
Tacy My, Polacy, mamy dużo peny martylologicznej. Oj, przydałoby się nam bardziej do filozofii latynowskiej zbliżyć. Blisko jest duszy słowiańskiej do latynowskiej, najbliżej.
Z kim moglibyście się dogadać? z zimnym Niemcem? - w życiu, z azjatą Japończykiem? - buechacha- se puku.... z Rosjaninem - jak najbardziej, tyle że oni na smutno penę zapijają. Im bliżej do morza śródziemnego tym lepiej.
Nauczenia się radzenia z peną życzę sobie i państwu serdecznie, a w związku z tym, że jesień za pasem, żadnej jesiennej deprechy :)
ps. obok Lola Flores właśnie, u W.Cejrowskiego było inne wykonanie, bardziej skoczno salsowe.




Komentarze
Pokaż komentarze (2)