38 obserwujących
255 notek
257k odsłon
4513 odsłon

Marzec 1968 – męczeństwo na pluszowym krzyżu

Wykop Skomentuj117

Prawda ma to do siebie, że zapiera. Fałsz ma to do siebie, że wychodzi na jaw.
Andrzej Sapkowski

image


No i zaczęło się! Akademie, sympozja, wystąpienie, orędzia, panele, wydawnictwa okolicznościowe, reportaże, artykuły, przyczynki, zjazdy, syntezy, odsłony, filmy, debaty… Wszystko w tonie podniosłym, sowicie zroszonym łzami  i niemalże nabożnym. Nic na razie nie wiadomo o klękaniu. W którym miejscu, kiedy i z jaką częstotliwością? Ale wypada mieć nadzieję, że i tym razem  bez niego się nie obejdzie. Tak, w ten sposób cała Polska uczci kolejną rocznicę wydarzeń z marca 1968 r. Naród zastygnie w zadumie, uderzy się w piersi i wyrzuci z siebie okrzyk dziękczynienia skierowany ku tym, którzy miłując bezgranicznie Polskę i Polaków ponad pięćdziesiąt lat temu w imię wolności, demokracji i zupełnie bezinteresownie zdobyli się na olbrzymią odwagę i zapłacili niewyobrażalną cenę. Niestety, tak to bywa w kraju nad Wisłą, że prometejskie idee nie znajdują na ogół zrozumienia wśród tubylców, a ci, którzy je głoszą przekonują się na własnej skórze o sile plebejskiej niewdzięczności. Gdyby dzielni „rewizjoniści”, „Puławianie” i „komandosi” znali chociaż sylwetkę  Aleksandra hr. Wielopolskiego, który miał rzec, iż „dla Polaków można czasem coś dobrego zrobić, ale z Polakami nigdy”, to mogliby uniknąć wielu nieprzyjemności. No, ale czasu nie da się cofnąć. Trzeba zatem wspominać o przeżytych niedolach i niewdzięczności ludu miejscowego. Niech rozpocznie się opowieść. Kurtyna!

Wśród moich ulubionych  powiedzeń wyjątkowe miejsce zajmuje to pochodzące z „Zemsty” A. Fredry o treści „Znaj proporcje, mocium panie!”. W kontekst dotyczący tzw. Marca 68 wpisuje się wprost idealnie. Dlaczego? Otóż wbrew dominującej narracji epizod „wydarzeń marcowych” był skutkiem walk wewnętrznych w gangu trzymającym ówcześnie władzę i dla niepoznaki zwanym „PZPR”. Bez wgłębiania się w szczegóły wystarczy wspomnieć, że po jednej stronie barykady stali towarzysze zorientowani nadal na „ojczyznę proletariatu” i wciąż gotowi do słuchania wszelkich poleceń płynących z ust aktualnego dyktatora zasiadającego na Kremlu, a po drugiej ci, dla których komunizm stracił nieco na uroku, gdyż jego „fajność” zależała wprost proporcjonalnie od ilości zajmowanych przez nich stanowisk. Dodatkowo przynależność do konkretnej grupy determinowała m.in. przeszłość oraz „miejsce zameldowania” podczas II WŚ. Wspólnym mianownikiem było natomiast uczestnictwo w krwawym procesie wprowadzania na ziemiach polskich najlepszego ustroju w dziejach ludzkości.

Gdy okazało się, iż zgraja „natolińska” zdobyła przewagę nad kompanią „puławską”, a próba zmiany układu sił przy pomocy nieświadomej stanu rzeczy młodzieży akademickiej nie przyniosła rezultatu, sympatycy stronnictwa rewizjonistów stanęli przed wyborem: nie rezygnować z walki o władzę i czekać na sprzyjające okoliczności, czy też wzorem wielu znajomych wyemigrować na wstrętny, obmierzły i kapitalistyczny Zachód? Niektórzy postanowili wytrwać i w przyszłości podjąć walkę od nowa. Wielu jednak zdecydowało się spróbować szczęścia w innych krainach. Mimo obowiązujących obostrzeń w zakresie migracji one ich (poza nielicznymi wyjątkami) nie dotyczyły, ponieważ zwycięska szajka postanowiła nie utrudniać konkurentom wyjazdów widząc w tym sposób na zmniejszenia „ciśnienia politycznego”. W efekcie PRL opuściło kilkanaście tysięcy osób. Pośród nich 525 osób piastujących kierownicze stanowiska w ministerstwach, 200 osób z prasy i instytucji wydawniczych, 217 pracowników naukowych, 61 osób z Komitetu „Polskie Radio i Telewizja”, 176 osób z resortu spraw wewnętrznych (b. MBP – z tego 12 osób to byli dyrektorzy departamentów, szefowie WUBP), 28 osób z sądownictwa, prokuratury i więziennictwa, 55 osób z MON i LWP, 998 rencistów (w tym 204 osoby pobierające renty z tytułu szczególnych zasług dla PRL) oraz ok. 1 000 studentów.

Znaczna część wyjeżdżających zdawała sobie sprawę z faktu, że może nie bezpowrotnie, lecz na długi okres utraciła dostęp do fruktów i nie godząc się z utratą uprzywilejowanej pozycji postanowiła zmienić adres zamieszkania na bardziej światowy. Inni, mając przekonanie, iż wiatr historii dość wyraźnie zmienił kierunek, opuszczała Polskę ze strachu obawiając się, że ktoś przypomni sobie o ich „osiągnięciach” z lat 1939-1956. Te dwie kategorie doskonale scharakteryzowała  Izabela Brodacka-Falzmann, pisząc o nich w te słowa: „Po II wojnie światowej stosunki [społeczne i narodowościowe w elicie zarządzającej państwem] odwróciły się. Elitą finansową, polityczną i kulturalną stała się - jak to nazywam - stalinowska grupa interesu. W pierwszym pokoleniu dość prostacka i niewykształcona, szybko uczyła się rozpoznawać gatunki win i używać sztućców.” Byli też tacy, którzy zwietrzyli szansę na poprawę swego statusu materialnego, bo siermiężna PRL coraz to bardziej odstawała od standardów ekonomicznych wolnego świata. Ostatnią grupę – zapewne najmniej liczną – stanowili ludzie stroniący od polityki i niechętnie opuszczający rodzinne strony. Nie oni jednakże nadawali ton hagadzie zbudowanej na kanwie opisywanych zdarzeń.

Wykop Skomentuj117
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka