Odkąd miłościwe nam panująca Pani Prezydent Warszawy poważnie zajęła się kwestią bezpieczeństwa wszystkich użytkowników stołecznych chodników, zdawało mi się, że święte i niezbywalne prawo pieszego do drożnego ciągu pieszego już nigdy nie zostanie w stolicy naruszone. Pani Prezydent publicznie zobowiązała się, że dopóki rządzi Warszawą każdy zostanie zwolniony z przykrego obowiązku patrzenia pod nogi i będzie mógł bez reszty oddawać się urokom spacerów. Niestety okazuje się, że pieszy z Krakowskiego Przedmieścia jest dla władz stolicy zdecydowanie ważniejszy niż pieszy z jakiejś tam ulicy Brackiej.
Pomimo tego, że poniedziałek wieczorem - 10 kwietnia 2011 r. już za nami i wszystkie ciągi piesze powinny być oczyszczone ze wszelkiego rodzaju śmieci oraz innych niebezpiecznych oznak pamięci, po zeszłorocznej katastrofie samolotowej, to służby miejskie po raz kolejny nas zawiodły. Nie sprostały tak ambitnym i precyzyjnie nakreślonym zadaniom. Skręcając z ulicy Nowogrodzkiej nieopodal Ministerstwa Pracy o mały włos nie zaplątałem się w łopocące na wietrze szarfy i nie wpadłem na rozgrzane do czerwoności, pomimo padającego od wielu godzin deszczu, znicze złożone pod tablica śp. Izabeli Jarugi Nowackie. O tym, że nie jestem gołosłowny niech zaświadczy załączone zdjęcie.
Niby rozumiem, że Bracka pomimo jej niedającego się opisać słowami uroku, z brukiem pamiętającym minioną epokę, charakterystycznymi wgłębieniami to nie Krakowskie Przedmieście – wizytówka stolicy. Mniej tam zagranicznych turystów, którzy po powrocie do swoich krajów mogliby wystawić nienajlepsze świadectwo o naszym dziwnym kraju i panujących zwyczajach. Że śmieci na chodnikach, że śmiertelnie niebezpieczne znicze.
Ale z drugiej strony toż to rządowy budynek, centrum miasta. Chodnik nieporównywalnie węższy i gorzej oświetlony. Dużo łatwiej o tragedię. A tu nie dość, że wisząca tablica w miejscu pracy, z którego społeczeństwo w demokratycznych wyborach już dawno przed katastrofą zwolniło śp. Panią Minister, to jeszcze znicze i wieńce z łopocącymi szarfami. Żeby chociaż odblaskowe bądź tęczowe, to można by zauważyć. Ale nie, tylko biel i czerwień.
Dlatego apeluję do władz stolicy. Zróbcie z tym porządek. Jak można narażać na niebezpieczeństwo już nie tylko przeciętnych mieszkańców ale również swoich urzędników.


Komentarze
Pokaż komentarze (4)