Znany reumatolog chciał zarabiać 4 tys. złotych dziennie. Odchodzi z publicznego systemu

Redakcja Redakcja Zdrowie Obserwuj temat Obserwuj notkę 35
Bartosz Fiałek dał się poznać publiczności podczas pandemii koronawirusa, gdy był jednym z często zapraszanych ekspertów do TVN24 i jako reumatolog odpowiadał na pytania widzów o szczepionki i chorobę COVID-19. Teraz lekarz nie zgadza się na limity zarobków w ochronie zdrowia. Wystosował ofertę dla publicznego szpitala, w której domagał się 4 tys. złotych dziennie za świadczenie usług. Pomorskie Centrum Reumatologiczne nie przyjęło propozycji, więc Fiałek ogłosił rezygnację z działalności w publicznym sektorze zdrowia.

Fiałek chciał 4 tys. zł za dzień pracy 

Bartosz Fiałek opublikował w mediach społecznościowych formularz z ofertą złożoną Pomorskiemu Centrum Reumatologicznemu w Sopocie. Lekarz zaproponował świadczenie usług w poradni reumatologicznej za 4 tys. zł brutto za jeden dzień pracy.

Oferta zakładała dostępność przez dwa dni w tygodniu. Przy średnio ośmiu dniach pracy w miesiącu oznaczałoby to wynagrodzenie na poziomie około 32 tys. zł brutto miesięcznie. Propozycja dotyczyła ambulatoryjnej opieki reumatologicznej. Placówka nie zdecydowała się na przyjęcie oferty.

Burza po ujawnieniu stawki. Lekarze i politycy krytykują

Upubliczniona przez Fiałka propozycja wywołała falę komentarzy. Rzecznik prasowy Naczelnej Izby Lekarskiej Jakub Kosikowski zwrócił uwagę na dysproporcję między oczekiwaną stawką a zarobkami większości Polaków. "Bartku proszę, zapoznaj się z kilkoma liczbami: średnia krajowa to 9813 złotych, mediana 7907 złotych. (...) 4 tysiące dniówki to milion rocznie" – napisał.


Jeszcze ostrzej zareagował dr Krzysztof Pujdak. "Skończ ten obciach i zlikwiduj to konto człowieku" – stwierdził bez ogródek. 

Do sprawy odniósł się także dziennikarz zero.pl Patryk Słowik, który zwrócił uwagę, że publiczna placówka nie zaakceptowała przedstawionej propozycji. Z kolei poseł PiS Janusz Cieszyński wyliczył, że proponowana stawka oznacza około 571 zł brutto za godzinę pracy i przypomniał, że Fiałek posiada dwa dyplomy Collegium Humanum.

Bartosz Fiałek odpowiada: "Pokażmy liczby”

Lekarz bronił swojej propozycji, przekonując, że sama wysokość dniówki nie oddaje rzeczywistego charakteru pracy.

Jak wyjaśnił, oferta obejmowała minimum 21 pacjentów dziennie, co najmniej siedem godzin pracy, wynagrodzenie 4 tys. zł brutto na kontrakcie B2B, a także obniżenie wynagrodzenia, jeśli liczba przyjętych pacjentów byłaby mniejsza. Fiałek wyliczył, że w takim modelu stawka wynosi około 190,48 zł brutto za jednego pacjenta. Zaznaczył również, że przyjęcie większej liczby chorych nie oznaczałoby wyższego wynagrodzenia.

Po odrzuceniu oferty lekarz poinformował, że kończy pracę w publicznej ochronie zdrowia i zamierza skoncentrować się na prowadzeniu własnego gabinetu.

Awantura o zarobki lekarzy 

Dyskusja wokół oferty Fiałka wpisuje się w szerszy spór dotyczący wynagrodzeń lekarzy. Ministerstwo Zdrowia zapowiedziało reformę, której jednym z elementów ma być wprowadzenie maksymalnej stawki 240 zł brutto za godzinę pracy w publicznym systemie ochrony zdrowia.

Bartosz Fiałek krytykował te plany, tłumacząc,, że przy takiej stawce i przyjmowaniu trzech pacjentów na godzinę lekarz otrzymywałby około 80 zł za jednego pacjenta, podczas gdy w prywatnych gabinetach stawki są znacznie wyższe.

Lekarz argumentował również, że jednakowe limity płac dla wszystkich specjalistów nie uwzględniają różnic między poszczególnymi dziedzinami medycyny. W jego ocenie tam, gdzie jest to możliwe, warto rozważyć model fee-for-service, czyli wynagrodzenie uzależnione od liczby rzeczywiście wykonanych świadczeń.

Wypowiedzi Fiałka wywołały kolejną falę krytyki. Patryk Słowik przypomniał, że propozycja resortu zakłada jedynie wprowadzenie górnego limitu wynagrodzeń, a nie zrównanie płac wszystkich lekarzy. Z kolei specjalistka chorób płuc Dorota Szlosowska oceniła, że 240 zł brutto za godzinę nie jest wynagrodzeniem odpowiadającym doświadczeniu lekarzy specjalistów i realiom europejskiego rynku pracy.  


Kim jest Bartosz Fiałek? 

Reumatolog stał się popularny po 2020 roku, gdy był częstym gościem TVN24 w pandemii koronawirusa. Opowiadał o skutkach przechodzenia infekcji, leczeniu, ostrzegał przed niestosowaniem się do restrykcji, zachęcając do dezynfekcji i maseczek. Był zwolennikiem ostrzejszego traktowania tych, którzy się nie zaszczepili. Krytykował wielokrotnie PiS i byłego ministra zdrowia za rządów Zjednoczonej Prawicy Adama Niedzielskiego. 

Lekarz w 2023 r.zakończył pracę w Samodzielnym Publicznym Zespole Zakładów Opieki Zdrowotnej w Płońsku, kiedy został zwolniony ze wszystkich pełnionych funkcji: zastępcy dyrektora ds. medycznych, lekarza oddziału i poradni reumatologicznej, poradni leczenia osteoporozy oraz lekarza dyżurującego na SOR. Fiałek sugerował, że były to represje powiatowych struktur PiS z powodu wypowiedzi na temat rządu. W późniejszym wywiadzie dla Medonetu mówił natomiast, że zwolnienie było "zemstą za niesubordynację”, ponieważ nie zgadzał się realizować decyzji, które – jego zdaniem – mogły szkodzić pacjentom lub personelowi. 

Tymczasem władze szpitala zarzucały mu konfliktowość i arogancję. Starosta płońska Elżbieta Wiśniewska przekonywała w wywiadach, że problemem nie były poglądy lekarza, ale sposób współpracy z władzami powiatu. Zarzucała Fiałkowi i ówczesnej dyrektor Liliannie Kraśniewskiej, że zaczęli traktować szpital jak swój prywatny, podejmowali ważne decyzje bez konsultacji z organem prowadzącym i ignorowali uwagi zarządu powiatu.  


Fot. Bartosz Fiałek/East News 

Red. 


Udostępnij Udostępnij Lubię to! Skomentuj35 Obserwuj notkę

Komentarze

Pokaż komentarze (35)

Inne tematy w dziale Rozmaitości