Pełczyńska-Nałęcz przesłuchana. Kwota sprzed lat oburza minister. "Co tu się odstawia"

Redakcja Redakcja Polska 2050 Obserwuj temat Obserwuj notkę 69
- Cała rzecz miała miejsce ponad 10 lat temu. Ale na pewno nikt tu nikogo nie próbuje zastraszyć. Na 100% nie ma w tym żadnej polityki - tak minister funduszy i rozwoju regionalnego sugeruje, że służby podległe premierowi wywierają na nią presję. Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz była przesłuchana ws. zwrotu VAT-u w kwocie ponad 700 złotych sprzed dekady. Polityk Polski 2050 wskazuje przy tym na niekonsekwencję organów ścigania, które dotąd nie wyznaczyły terminu stawiennictwa Dawidowi Kacprzykowi - byłemu lekarzowi Szpitala Południowego.

Z artykułu dowiesz się:

  • Jaki był czas i powód trwania przesłuchania minister w prokuraturze
  • Kwota spornej należności podatkowej, o którą toczy się sprawa
  • Dlaczego śledczy badają okres misji dyplomatycznej w Moskwie z lat 2014-2016
  • Jakie polityczne tło i tarcia w koalicji towarzyszą działaniom oskarżycieli

Pytania o rodzinę i 770 złotych do Pełczyńskiej-Nałęcz

Przesłuchanie szefowej resortu funduszy odbyło się w poniedziałek. Czynności miały trwać aż 3,5 godziny i formalnie dotyczyły przesłuchania w roli osoby zeznającej, czyli świadka. Sama zainteresowana odniosła jednak zupełnie inne wrażenie po wyjściu z gabinetu śledczych.

Zamieszanie jest tym większe, że rzecznik Prokuratury Regionalnej w Warszawie Mateusz Martyniuk przekazał mediom, że minister Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz nie była przesłuchana w tej instytucji. Nie wykluczył zarazem, że wezwano ją do innej placówki.

Czego dotyczy sprawa? Chodzi o oddanie niespełna ośmiuset złotych podatku z czasów, gdy obecna minister przebywała na placówce dyplomatycznej. Jak twierdzi Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz, wszystkie zadawane przez prokuratora pytania skupiały się wyłącznie wokół jej osoby oraz najbliższej rodziny. Taki przebieg czynności wywołał natychmiastową reakcję szefowej gabinetu.

Przewodnicząca formacji opisała całe zdarzenie we wtorek 8 września w swoich mediach społecznościowych. - Co tu się odstawia? Wczoraj 3.5 godziny przesłuchiwała mnie prokuratura i to nie byle jaka, a regionalna. Jako świadka. Ale wszystkie (dosłownie wszystkie) pytania dotyczyły tylko mnie i mojej rodziny. Najwyraźniej jestem świadkiem w swojej własnej sprawie - napisała na portalu X Pełczyńska-Nałęcz. 


Ambasador musi udowodnić, że mieszkał w Rosji

Główna oś dociekań prokuratury dotyczy okresu, w którym Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz pełniła misję dyplomatyczną w Moskwie. W latach 2014-2016 sprawowała ona funkcję ambasadora Polski w Rosji. To właśnie z tym okresem śledczy wiążą procedurę podatkową dotyczącą 770 złotych. 

Osobom mieszkającym poza Unią Europejską, w tym polskim dyplomatom, przysługuje prawo do zwrotu VAT. Wątpliwości śledczych okazało się ustalenie, czy obecna minister rzeczywiście mieszkała w Rosji w tamtym czasie oraz czy posiada na to odpowiednie dowody.  

Pobyt na placówce w Moskwie w latach 2014-2016 przypadał na czas w relacjach polsko-rosyjskich, naznaczony m.in. aneksją Krymu i wojną w Donbasie i końca polityki resetu. Ambasador RP jest w takim momencie pod stałą obserwacją służb, a jego obecność dokumentuje MSZ niemal co godzinę. 

Minister we wpisie wyraziła zdziwienie przebiegiem czynności organów ścigania. "I teraz hit - istota wątpliwości jest wokół tego czy ja aby na pewno w tym czasie mieszkałam w Rosji. Czy mam na to dowody?! Bo jak rozumiem sam fakt bycia ambasadorem takim dowodem nie jest. Jak widać sprawa naprawdę gruba" - skomentowała ironicznie. 


Pełczyńska-Nałęcz. Jej nie znosi Tusk

Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz od grudnia 2023 roku zasiada w Radzie Ministrów jako minister odpowiedzialna za unijne fundusze w gabinecie Donalda Tuska. Jako przewodnicząca partii Polska 2050 jest jedną z kluczowych postaci koalicji rządzącej. Jej postawa wielokrotnie prowadziła jednak do kryzysów na szczytach władzy.

Pełczyńska-Nałęcz wielokrotnie wchodziła w otwarty spór z Donaldem Tuskiem. Zarzucała szefowi rządu m.in. zbyt dużą dominację Koalicji Obywatelskiej w rządzie oraz brak traktowania mniejszych koalicjantów po partnersku. Nie jest tajemnicą, że stała się twarzą oporu przeciwko flagowym pomysłom KO, takim jak program "kredyt 0 proc.". Minister funduszy otwarcie krytykowała to rozwiązanie jako promujące deweloperów kosztem młodych ludzi, co miało wywoływać irytację w otoczeniu premiera.

W tym kontekście wezwanie minister na wielogodzinne przesłusachanie w sprawie sprzed ponad dekady nabiera szczególnego wydźwięku. Sama szefowa resortu zasugerowała, że aktywność oskarżycieli może mieć podłoże polityczne. W politycznych kuluarach mówi się, że tak drobiazgowe przesłuchanie w sprawie sprzed 10 lat może być formą "dyscyplinowania" minister. 

W swoim wpisie Pełczyńska-Nałęcz podsumowała aferę, sugerując drugie dno. - Cała rzecz miała miejsce ponad 10 lat temu. Ale na pewno nikt tu nikogo nie próbuje zastraszyć. Na 100% nie ma w tym żadnej polityki. Życzę wszystkim miłego dnia - zakończyła minister.   

  


Fot. Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz, minister funduszy i polityki regionalnej/East News 

Red. 

Udostępnij Udostępnij Lubię to! Skomentuj69 Obserwuj notkę

Komentarze

Pokaż komentarze (69)

Inne tematy w dziale Polityka