0 obserwujących
7 notek
1110 odsłon
  259   0

Rejs szczura lądowego z Grecji do Turcji. Odsłona 5

Opuszczamy Rodos kiedy słońce maluje promiennym pędzlem złoto – pomarańczowe esy floresy na białych żaglach kołyszących się w marinie jachtów. Woda jest przyjazna i udaje się nawet zrobić półgodzinną przerwę na kąpiel w ciepłym (25 stopni) morzu. Z ośmiu godzin rejsu tylko trzy spędzam w kajucie, kiedy fala staje się wyższa, a łódka bardziej rozbujana. Ziemia turecka jest na tyle blisko, że wciąż majaczy na horyzoncie jakiś skrawek lądu. Późnym popołudniem, kiedy pofałdowana powierzchnia ozdabia się srebrną poświatą, dostrzegamy na satelitarnej mapie, że właśnie przekroczyliśmy granicę grecko - turecką. Coraz wyraźniej widać wysoki biały szczyt Babadağa, niczym latarnia morska wskazujący drogę żeglarzom. Rozległe i potężne pasmo gór Taurus, porośnięte makią i bujnymi lasami piniowymi oplata szeroką, pełną zielonych wysepek zatokę Fethiye, do której powoli wpływamy. W porcie kołyszą się na kotwicach tradycyjne tureckie gulety, między którymi meandrujemy, żeby dotrzeć do portowej odprawy i zacumować we wskazanej przez agenta marinie. Formalności przebiegają sprawnie, a miejsce, które nam wyznaczono jest bardzo malownicze i wygodne. Cumujemy w ciemnościach, oświetlając sobie drogę słabym światłem reflektora. Ze stojącego naprzeciw mariny meczetu wita nas przejmujący, śpiewny adhan muezina, po raz ostatni tego dnia nawołującego wiernych do modlitwy. Jesteśmy w Turcji - na pełnym tajemnic wybrzeżu starożytnej Licji.

Zobacz galerię zdjęć:

Lubię to! Skomentuj3 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości