Sprawę "korzystania" przez Rosjan z komórki śp. prezydenta nagłośnił niedawno Nasz Dziennik. Mogłaby się ona spokojnie mieścić w kategorii kradzieży złotej obrączki i zegarka śp. Tomasza Merty, kradzieży złotego sygnetu śp. Wojciecha Seweryna bądź kradzieży kart kredytowych śp. Andrzeja Przewoźnika (przy której płynnym rosyjskim zasłynął rzecznik Paweł Graś).
Mogłaby, gdy nie pewne "ale", związane z jawnym kłamstwem ważnej postaci z najbliższego otoczenia premiera Donalda Tuska, tj. ministra Jacka Cichockiego, który zapewniał w kwietniu 2010 roku, że niemal natychmiast po katastrofie polskie służby specjalne zadbały o bezpieczeństwo danych na nośnikach elektronicznych, w tym w telefonach i notebookach. Po dwóch latach także i w tym obszarze okazało się, że "państwo nie zdało egzaminu" i żadne drwiny Tomasza Lisa czy jazgot Janiny Paradowskiej faktu tego nie przesłonią.
"Wariat" i "oszołom" Antoni Macierewicz od zawsze jest na cenzurowanym, więc jest uodporniony na szufladkowanie czy inwektywy. Musi jednak pamiętać, że ma swoich zagorzałych zwolenników, jak i przeciwników, ale nie tylko wśród tych, którzy "mają dość" Smoleńska i jednocześnie "nie mają dość" sprawy śp. Barbary Blidy. Jestem tego klasycznym przykładem. Doceniam upór i zaangażowanie Antoniego Macierewicza w wyjaśnianiu smoleńskiej katastrofy, a z drugiej strony drażni mnie szereg jego wypowiedzi, w tym pospieszne snucie nieuprawnionych teorii. Doświadczam tego obecnie właśnie na przykładzie telefonu śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego.
Tuż po publikacji w Naszym Dzienniku, Antoni Macierewicz wypowiedział się następująco:
"Ujawnienie tej informacji to jeden z przełomowych momentów w badaniu tego co wydarzyło się 10 kwietnia 2010 roku. A jeśli, jak twierdzi "Nasz Dziennik", chodzi o 10.46 czasu rosyjskiego, to mamy do czynienia z informacją wręcz szokującą".
Rzecz w tym, że Nasz Dziennik niczego podobnego nie stwierdził i każdy może sobie to sprawdzić. Nasz Dziennik podał godzinę bez podawania strefy czasowej. Na podstawie, jak się okazuje, własnych słów, Antoni Macierewicz poszedł dalej ostro, zbyt ostro. Na potwierdzenie dwa cytaty:
"Jeżeli teraz okazuje się, że do telefonu pana prezydenta włamano się już o godzinie 10.46, czyli niecałe cztery minuty po dotychczasowym czasie katastrofy, to oznacza, że musimy zweryfikować także i to kiedy doszło do katastrofy".
"Jeśli godzina 10.46 dotyczy czasu rosyjskiego, a wszystko na to wskazuje, katastrofa musiała się zdarzyć wcześniej, przynajmniej o kilkanaście minut niż dotąd podawano. To oznacza zaś, że cała dokumentacja, którą dysponujemy w tej sprawie, została sfałszowana".
Minęło kilka dni. W dzisiejszym wywiadzie Antoni Macierewicz nie jest już skłonny do stawiania tak ostrych zarzutów i mówi to, co powinien mówić od samego początku, bez niepotrzebnego pozbawiania się części wiarygodności (kolejne dwa cytaty):
"(...) ciągle nie mamy jasności, o której godzinie po raz pierwszy ten telefon został użyty 10 kwietnia 2010 roku. To przedmiot olbrzymiego niepokoju. Przywiązuję do tego niesłychanie dużą wagę. Wyjaśnienie tych wątpliwości bowiem może dać dodatkowe informacje na temat przebiegu wydarzeń w trakcie katastrofy lub zaraz po niej. Ta wiadomość może dać nam również informacje o wiedzy i zachowaniu strony rosyjskiej. Trudno sobie wyobrazić, by kto inny korzystał z telefonu śp. Prezydenta po katastrofie".
"Co ważne w tej sprawie, z telefonu śp. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego korzystano kilkakrotnie, a ostatni raz aż 24 godziny po tragedii smoleńskiej. Informacja o zablokowaniu karty pamięci i telefonu jest więc nieprawdziwa".
Postęp w wyjaśnianiu okoliczności smoleńskiej katastrofy zawdzięczamy głównie "oszołomom, "frustratom", a nawet "wariatom", którzy "zmusili" także niektórych naukowców do publicznych apeli na rzecz dogłębnego wyjaśnienia tego zdarzenia. Najmniej możemy liczyć tutaj na "sprawnie funkcjonujące" państwo, które "zdało egzamin". Na czele "dewiantów" stoi Antoni Macierewicz, którzy co rusz zapomina, że liczą na niego nie tylko "wariaci". Nie może być bowiem tak, że Antoni Macierewicz sam dostarcza paliwa myśliwcom nurkującym na jego pozycje.
Komentarze
Pokaż komentarze (43)