Tytułowe pytanie nie jest żartem, bo i temat nie nadaje się do śmiechu. Do jego postawienia zainspirował mnie nie tylko premier Donald Tusk w reakcji na zdarzenie na terenie Sejmu (Niesiołowski vs. Stankiewicz), lecz także Lech Wałęsa w związku z postulatem "pałowania" działaczy Solidarności, a dodatkowo w związku z atakiem na jednego z reporterów, dokonanym w 2008 roku przez prezesa Instytutu Lecha Wałęsy Piotra Gulczyńskiego na sali sądowej, w obecności sędziego i samego Lecha Wałęsy.
Jakie warunki brzegowe muszą być zatem spełnione, by doszło do takiego pobicia i by jednocześnie było ono "akceptowalne" społecznie? Moim zdaniem, pobicia musi dokonać "legenda" opozycji (autentyczna lub farbowana) bądź osoba przezeń zainspirowana, zaś dziennikarz musi być uznany za "pisowskiego propagandzistę". O jedno i drugie w Polsce nietrudno. "Legend" u nas pod dostatkiem, zaś łatkę "pisowskiego propagandzisty" najłatwiej kupić w sklepiku Agory.
Czy i kiedy spodziewam się zatem pierwszego takiego przypadku? Obym był jak najgorszym prorokiem, ale nie wykluczam, że jeszcze w tym roku. Moim zdaniem uratować nas może wyłącznie pasmo autentycznych sukcesów Platformy Obywatelskiej.



Komentarze
Pokaż komentarze (33)