Dawno nie widziany Jan Osiecki popełnił był notkę, z której wynika, że do USA zamiast prof. Wiesława Biniendy wróci mokra plama z jakiegoś walca kazimierskiego.
Może i tak, może Osiecki ma rację, podobnie jak z badaniami w Instytucie Sehna w Krakowie. Jan Osiecki zapodał dwa linki, z których wynika jedynie skład osobowy oraz tematyka konferencji. Na tej podstawie Jan Osiecki, który w Kazimierzu Dolnym nie był, wyciągnął szereg interesujących wniosków, do których pozwolę się ustosunkować. Zacznę od końca:
Najlepszym dowodem potwierdzającym to co się stało w Kazimierzu jest fakt, że żadne z mediów „drugiego obiegu” nie opisało występu Biniendy. Mimo, że przyjechali z nim dziennikarze m.in. Naszego Dziennika.
Moje pytania do Jana Osieckiego:
1. Które z mediów "pierwszego obiegu" podało tę arcyważną informację, a jeśli nie podało, to dlaczego?
2. Jakim cudem Nasz Dziennik mógł dzisiaj cokolwiek napisać, skoro dyskusja na temat katastrofy smoleńskiej zakończyła się wczoraj późnym wieczorem?
Po prostu nie zostawiono na nim suchej nitki, krytykując pseudonaukowe wymysły.
Zapytam Jana Osieckiego:
1. Skąd ta wiedza nieobecnego tam Jana Osieckiego oraz kto i w jaki sposób nie zostawił na prof. Biniendzie suchej nitki?
2. Czy prof. Biniendzie pozwolono ustosunkować się do rzeczonej "totalnej" krytyki i czy to uczynił (czy była taka rzeczowa potrzeba)?
Wielce wybitny i bardzo t(fu)rczy (powinno być przez wielkie tfu ;) ekspert Macierewicza wpadł wraz ze swoimi wyznawcami zwanymi w niektórych kręgach „naukowcami drugiego obiegu” ;) Niestety na zebranych jego teorie nie zrobiły wrażenia.
Pomijając żałosny poziom tej części notki, byłbym rad się dowiedzieć:
1. Czy prof. W. Binienda miał zaplanowane wystąpienie (referat), bo w programie konferencji nie ma najmniejszego śladu na ten temat?
2. Co to znaczy "wpadł wraz ze swoimi wyznawcami"? Włamał się siłą, przełamał kordony ochrony, zrobił wielkie zamieszanie?
3. Jeśli prof. W. Binienda wystąpił na konferencji jedynie w roli biernego obserwatora, to jakim cudem inni mogli go rozjechać walcem?
Konkludując, z notki Jana Osieckiego biją ogromne negatywne emocje. Ten człowiek szczerze nienawidzi prof. W. Biniendę, ja zaś nie mam nawet pojęcia, czy W. Binienda w ogóle zna Jana Osieckiego. Z takimi ludźmi, jak Jan Osiecki, nie da się rzeczowo dyskutować. Chętnie zapoznam się z opiniami naukowców obecnych w Kazimierzu Dolnym, lecz wolałbym usłyszeć ich bezpośredni głos w telewizji, bo na rzetelność takich dziennikarzy, jak Jan Osiecki, nie ma co liczyć.



Komentarze
Pokaż komentarze (2)