Dziennikarka Gazety Polskiej Codziennie zwróciła moją uwagę na drobny szczegół, aczkolwiek o znaczeniu wedle mnie zasadniczym dla zrozumienia procesów zachodzących aktualnie w Polsce.
Otóż, w bójce kibiców rosyjskich we Wrocławiu, podczas której pobito kilku polskich stewardów, oberwało się też dziennikarzowi GPC. Sam fakt, że piszę o dziennikarzu GPC powoduje zapewne u wielu blogerów różne reakcje. Normalni współczują każdemu reporterowi, niezależnie od stacji pochodzenia. Nienormalni i emocjonalnie rozdygotani pewnie się cieszą, bo przecież oberwał człowiek nie zasługujący na miano dziennikarza. Przynajmniej w ich mniemaniu.
Dodajmy jednak do tego opisu istotny szczegół. Mianowicie chwilę przed dziennikarzem GPC oberwało się również dziennikarzowi TVN. I tu jest clou całej sprawy. Bez odpowiedzi jest bowiem pytanie, dlaczego stacja ta już nie dzień i noc, ale chociaż raz nie wspomniała o tym w głównym wydaniu swoich wiadomości?
Jedyna sensowna odpowiedź, jaka przychodzi mi na myśl, zgodna jest ze spostrzeżeniem Katarzyny Górskiej-Hejke. Jest ona arcyboleśnie prosta. Mianowicie, dziennikarz TVN oberwał od niewłaściwego kibica, czyli rosyjskiego. Gdyby bowiem oberwał od polskiego, to niewątpliwie w TVN i GW mielibyśmy festiwal występów "autorytetów" i "celebrytów" głośno zawodzących nad zdziczeniem polskich pseudokiboli, na czele których co oczywista - i wcale nie w przenośni - stoi Jarosław Kaczyński, zgodnie z regułami orwellowskiej myślozbrodni.
A tak, lipa. Kibic radziecki, czyli swój, więc jak go tu zaatakować, skoro samemu można przy okazji zebrać?



Komentarze
Pokaż komentarze (3)