„Źródłem kłopotów nie byli idący na stadion kibice z Rosji, lecz nasi chuligani”. Tymi arbitralnymi słowami prezydent Bronisław Komorowski skomentował zamieszki przed meczem Polska-Rosja w Warszawie.
Sprawę skomplikowali jednak sami Rosjanie i złośliwa - jak zwykle - Gazeta Polska, która dotarła do filmu rozpowszechnianego na portalu Championat.com. Z filmiku wynika bowiem jednoznacznie (1' 58''), że akcję zaczepną rozpoczęli jednak Rosjanie. Rosły osiłek wali z łokcia polskiego kibica, zaś ten pada jak kawka. Potem rozwój wydarzeń znamy z polskiej telewizji.
W tle widać filmujących. W tej sytuacji trudno przypuszczać, by polska policja nie miała jeszcze lepszego nagrania. Skoro tak, to jakiemu celowi służyć miały słowa polskiego prezydenta? Czyżby był aż tak niezorientowany? To wydaje się niedorzeczne, chyba że obsługują go Rosjanie.
Jak wiadomo, Rosjanie udają teraz wielce poszkodowanych, zaś rosyjscy kibice nazywają polskie areszty "katowniami". No to zobaczmy, jak tej bezczelnej narracji Rosjan, popularyzowanej m.in. przez szefa rosyjskich kibiców Szprygina, przeciwstawił się polski minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski:
Liderowi rosyjskich kibiców wyjaśnień powinien udzielić naczelny kibol RP, pan Staruch, który "polskie katownie" zna z autopsji.
Jedno jest pewne. W tej sprawie nie ma co liczyć na polskiego prezydenta, ani na polskiego ministra spraw zagranicznych.



Komentarze
Pokaż komentarze (7)