Beem.Deep Beem.Deep
1179
BLOG

Dlaczego we współczesnej Polsce tak trudno o zmiany?

Beem.Deep Beem.Deep Polityka Obserwuj notkę 56
Polacy są trudni do zrozumienia z różnych powodów. Przepiękne zrywy i poświęcenia przeplatają się w historii Polski z tumiwisizmem, prywatą, głupotą czy wręcz ewidentnym działaniem na szkodę państwa. Nie będę się w tym miejscu wymądrzał, bo jestem "ścisły", choć z drugiej strony historię bardzo lubię. Być może dlatego, że w domu rodzinnym często rozmawiało się na tematy historyczne czy raczej polityczno-historyczne. 
 
Tę notkę poświęcam jednak swoim przemyśleniom na tematy bieżące. Przyznaję, że w tym względzie pobyt w S24 ma dla mnie duże znaczenie poznawcze. Mimo formalnej anonimowości poznałem bowiem wielu ludzi, a zwłaszcza ich poglądy i postawy, których istnienia części z nich nawet nie podejrzewałem. Nie sądzę, bym w realu mógł tego doświadczyć.
 
Dlaczego zatem w Polsce tak trudno o zmiany i czy w ogóle są one możliwe?
 
Nie jest odkryciem, że przestrzeń społeczno-polityczna jest wielowymiarowa, rozmyta (niejednoznaczna), dynamiczna, a jej aktualny kształt jest silnie wrażliwy na różne czynniki. Większość z nich nie jest i prawdopodobnie nigdy nie będzie precyzyjnie zbadana pod względem ilościowo-jakościowym. Stąd pełno tu miejsca na subiektywne oceny, nadinterpretacje i stosowanie różnych miar. To prosta droga do tworzenia fałszywych symetrii, stanów nierównowagi, manipulacji bądź czystej hipokryzji. 
 
 
 
Ot, zwykła lornetka. Przydatny przyrząd optyczny. Fizyczna zasada działania jest prosta do opisania, zaś instrukcja obsługi wręcz zbędna. Podobny przyrząd mamy też w głowach. Nagminnie posługujemy się nim do oceny różnych zjawisk, by jakiś problem przybliżyć i lepiej opisać szczegóły. Wystarczy jednak zamienić okular z obiektywem i też uzyskamy obraz, tyle że oddalony i tracący z pola widzenia istniejące wcześniej drobiazgi, lecz także większe elementy. Wszystko dodatkowo zależy od jednostkowej (osobniczej) ostrości widzenia oraz od indywidualnej miary rzeczy.
 
 
Zwolennicy konkretnej partii czy konkretnej ideologii obowiązkowo mają uruchomioną w głowie lornetkę (lunetę), której używają naprzemiennie z obu stron. Wszystko zależy od tego, czy opisują swoich, czy przeciwników. Dotyczy to wszystkich, w tym blogerów i dziennikarzy. Bardzo trudno spotkać w dyskusji osobnika bez lornetki. Czasami uda się kogoś namówić do odstawienia przyrządu i nagle wymiana zdań staje się przyjemna i rzeczowa, bo obu stronom udało się uzyskać tę samą skalę. Ale to rzadkość. 
 
 
 
Przykłady z ostatnich dni. 
 
1. Buczenie i gwizdanie. 
Dla jednych jest zbrodnią, dla innych zwyczajną reakcją. To jeszcze rozumiem, choć ewidentne przegięcie jest po obu stronach. Gorzej, że niemało jest ludzi, dla których większą zbrodnią było buczenie, aniżeli zamordowanie w Łodzi Marka Rosiaka przez Ryszarda Cybę. Wiem, o czym piszę, bo miałem okazję doświadczyć tego w dyskusjach. Z takimi ludźmi nie ma szans na budowę czegokolwiek normalnego, bo to oni są przecież chodzącą normalnością. 
 
2. Dowody "zbrodniczych" działań. 
Przeciwnicy PiS żądali twardych dowodów na sikanie do zniczy (tylko filmy, dowody ze źródeł osobowych się nie liczyły), a jednocześnie nie mieli żadnych oporów w stawianiu politykom i sympatykom PiS zarzutów inspirowania i przeprowadzenia akcji buczenia i gwizdania. Tu żadne dowody nie były potrzebne. Wystarczył "zdrowy rozsądek", domysły i domniemania. Czynili tak nawet wtedy, gdy ukazało się oświadczenie szefa Młodzieży Wszechpolskiej, że była to samodzielna akcja MW. Oczywiście, po rozpoczęciu tej akcji przez MW, z pewnością włączyła się do niej część sympatyków PiS. Tylko jak ta sytuacja ma się do oskarżeń stawianych na przykład w TVN (Tomasz Nałęcz), że była to akcja zaplanowana i przeprowadzona przez PiS? Pytałem po blogach, czy na tej samej zasadzie mogę oskarżyć PO o zainspirowanie zbrodni w Łodzi, ale odpowiedzi nie uzyskałem. Przypominam jednak sobie, że zaraz po tej zbrodni politycy PO obrażali się na wiązanie ich z Ryszardem Cybą, mimo że znacznie później okazało się nawet, że morderca był formalnie członkiem PO. Ba! Usiłowali również przypisać tę zbrodnię... PiS-owi. Hipokryzja? Do sześcianu.
 
3. Odcinanie się polityków od negatywnych działań.
Podnoszono argumenty, że skoro PiS nie odciął się od buczenia i gwizdania, to jest przynajmniej współwinny. Ba! Swego czasu słyszałem nawet, że PiS ma wiele wspólnego z Breivikiem, bo... nie odciął się od jego zbrodni (sic!). No to poproszę dla równowagi o przykłady odcinania się premiera Donalda Tuska i prezydenta Bronisława Komorowskiego od wypowiedzi Janusza Palikota (gdy był prominentnym działaczem PO) czy Stefana Niesiołowskiego wobec śp. Lecha Kaczyńskiego. Ba! Pamiętam, że gdy zgłaszano takie żądania, natychmiast pojawiały się odpowiedzi, że przecież są to dorośli politycy, którzy odpowiadają sami za siebie.
 
4. Antycypowanie zdarzeń, czyli mylenie skutków z przyczynami. 
Jednym z najbardziej kuriozalnych i często podnoszonych przykładów idiotycznego rozumowania jest to, że minister Władysław Bartoszewski słusznie nazwał zwolenników PiS kilka lat temu "bydłem", bo przecież "bydło" udowodniło teraz, że jest "bydłem" bucząc i gwiżdżąc na niego. W tym miejscu przypomina mi się stara chińska rada, że pierwszą rzeczą po wejściu do domu, którą powinien zrobić mąż po powrocie z dalekiej podróży, to stłuc żonę, bo na pewno na to zasłużyła. 
 
 
Nie chcę, by notka stała się zbyt długa i trudna do strawienia, przeto kończę. Na pewno będzie miała ciąg dalszy. Na początek proponuję zastanowić się, w którym miejscu skali od 1 do 10 znajduje się sprawa gwizdania i buczenia, a gdzie mord w Łodzi. 
 
Beem.Deep
O mnie Beem.Deep

1. Nie prowadzę bloga dla trolli, debili i "anonimowych" dziennikarzy oddelegowanych na odcinek. 2. Nie mam czasu na dyskusję z niekumatymi lemingami oraz z osobami, które używają dowolnych argumentów w dowolnej sprawie. 3. Proszę o powstrzymywanie się od ataków personalnych na innych blogerów oraz o merytoryczną dyskusję na główny temat notki.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (56)

Inne tematy w dziale Polityka