Jak informują prawicowe portale, Adam Michnik znowu postanowił pozwać Rafała Ziemkiewicza. Tym razem Michnik pozywa Ziemkiewicza za stwierdzenie, że Adam Michnik zwykł terroryzować przeciwników pozwami sądowymi.
Istnieje silne podejrzenie, że tym razem Michnik samodzielnie sporządził pozew, albowiem znajdują się w nim emocjonalne, nieprawnicze zwroty typu: „Ziemkiewicz mądrzy się”, „bredzi”, pisze „kretynizmy”, „podłe nikczemne kłamstwa”, jest „pseudopublicystą”, „leczącym swoje kompleksy wobec Michnika i innych osób”, piszący dla „czytelników z rynsztoka”. Pada nawet takie określenie, że Ziemkiewicz jest „rzekomo wykształcony”.
Tak twierdzi Ziemkiewicz, który pozew otrzymał i teraz zastanawia się, czy wolno mu go opublikować tak, aby wszyscy poznali jego treść. I tu jest clou mojej notki. Dopóki pozew Michnika leżał nieopłacony w sądzie, można mieć wątpliwości. Z chwilą, gdy został doręczony pozwanemu Ziemkiewiczowi, stał się jego własnością i nawet, gdyby Michnik chciał się z niego wycofać, musiałby uzyskać na to zgodę Ziemkiewicza. To elementarz i zupełnie nie rozumiem, skąd biorą się obawy - zaprawionego przecież w sądowych bojach - Rafała Ziemkiewicza.
Zatem, Panie Rafale, dawaj Pan ten pozew do publicznej wiadomości! Być może - jako Pański czytelnik - poczuję się urażony, bo na pewno nie jestem z rynsztoka. Po drugie, jeśli pozew rzeczywiście zawiera takie treści, ma pan prawo wytoczyć Michnikowi powództwo wzajemne, za obraźliwe zwroty zawarte w pozwie. Tego między wami jeszcze nie było i taka zagrywka ma duże szanse powodzenia. To mniej więcej tak, jak gdyby Michnik oberwał własną śliną.


Komentarze
Pokaż komentarze (26)