Ok. 2,5 mln Polaków żyje w skrajnej biedzie. W porównaniu z 2010 rokiem nastąpił wzrost o 1/6, a najgorsze dopiero przed nami. Polacy dobrze korzystają z reguł ekonomii, która twierdzi, że nikt nie lubi pogarszania standardu życia. Kupują zatem niby to samo, ale za mniejsze pieniądze.
Sklepiki osiedlowe są zawsze nieco droższe od dyskontów. Ludzie zaczynają się przeto w dużej skali przerzucać na różne "Biedronki", które zawsze będą nieco tańsze. Pomijam w tym miejscu jakość, która często jest po prostu podła, bo taka na przykład szynka sopocka ma tam tyle wspólnego z oryginałem, że wóz dostawczy przejeżdżał przez Sopot.
Tanie dyskonty spożywcze przeżywają swego rodzaju boom. Ich obroty wzrosły nawet o kilkanaście procent. Równocześnie droższe sklepy notują spadek lub w najlepszym wypadku stagnację. No cóż, dla czerwonoróżowego salonu kłamców ważniejsze jest jednak to, że nie rządzą "oszołomy" spoza tego salonu, że Kulczykowi majątek podwaja się co kadencję i że Balcerowicz nadal jest ekonomicznym guru.
Poza tym, jeśli komuś jest źle, to zawsze może włączyć serial z Karolakiem i zobaczyć, jak bogato w Polsce żyją normalni ludzie. Może też poczytać, jak łatwo w Polsce o zatrudnienie. Wystarczy urodzić się w dobrej rodzinie należącej do czerwonoróżowego salonu kłamców. Jeśli zaś pech sprawił, że człowiek urodził się w rodzinie spoza salonu, to zawsze może spróbować wygrać konkurs na największego lizusa władzy, dzięki czemu wystarczy mu na sopocką w markowym mięsnym.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)