Gdybym napisał prawica vs. lewica, naraziłbym się na setki pytań i wątpliwości w rodzaju, co w Polsce właściwie znaczy pojęcie "prawica" ("lewica"), czy możliwa jest prawicowa lewica bądź lewicowa prawica itp. Zaś tak, wiadomo, lemingi z grubsza popierają PO i/lub okolice, są przeciw PiS i uznają katastrofę smoleńską za zwykły wypadek lotniczy, a mohery odwrotnie.
Oczywiście, różnic jest znacznie więcej, ale w tym miejscu nie chcę mnożyć szczegółów. Jedni i drudzy wyznają spiskowe teorie, z tym, że lemingi tego nie widzą i nabijają się ze spiskowych teorii przeciwników. Zapytałem kiedyś typowego leminga, czy wierzy w to, że katastrofa smoleńska to coś więcej, niż wypadek? Skądże znowu! Nie jestem oszołomem - odparł. Na drugie pytanie, czy śp. Barbara Blida mogła zginąć z czyjejś ręki, odpowiedział z kolei, że to bardzo prawdopodobne.
W gruncie rzeczy obie grupy są podobne, bo stanowią swoje przeciwieństwo. Dyskusja leminga z moherem teoretycznie jest zatem bez sensu, tak jak spotkanie cząstki z antycząstką. Dużo dymu i... anihilacja. Czy możliwy jest dialog typowego leminga z typowym moherem? Jakie są warunki brzegowe, od spełnienia których zależy merytoryka takiej dyskusji? Nie wiem, ale chciałbym spróbować. Na pewno nie da się do tego skłonić znajdujących się po obu stronach baranów. Baran, jak to baran, przeszkody pokonuje wyłącznie na jedną modłę. Załóżmy więc, że mamy do czynienia z niebaranami o IQ wyższym niż 106 (optymistyczna średnia Polaków). Warunkiem sine qua non rzetelnej dyskusji jest moim zdaniem szacunek dla faktów oraz stosowanie tej samej miary.
Weźmy taki przykład. Bójka uliczna. Jeden facet bije drugiego bez specjalnego powodu (ot, po prostu, wystarczy, że się przybłąkał z innego rejonu), którego za ręce trzyma trzeci. Czwarty dopinguje bijącego, zaś piąty bitego, by się bronił. Pobity umiera. Czy lemingi i mohery będą miały kłopot z rozkładem winy? Wydaje się, że nie. Załóżmy jednak, że bójka ma charakter polityczny. Wcześniej panowie pokłócili się np. w sprawie Smoleńska. Bijący sympatyzuje z PO, bity z PiS, trzymający bitego z Palikotem, dopingujący bijącego z SLD, a bitego z PSL. Czy to coś zmienia? Moim zdaniem w grupie lemingów i moherów wszystko zmieni się w sposób zasadniczy. Nb. podobnie będzie, jeśli odwrócić role (sympatyzujący z PiS bije sympatyzującego z PO etc.).
Co może zatem spowodować, że lemingi i mohery, którzy nie oglądali bójki osobiście, zbliżą swoje poglądy i skrytykują uczestników bójki. Moim zdaniem szacunek dla faktów. A kto te fakty podaje? Dziennikarz. I to jest clou polskich problemów. Dopóki dziennikarze w znakomitej większości sami należą do lemingów bądź moherów, dopóty nic z tego nie będzie. Ba! Może być tylko gorzej. Przykładów, także z ostatnich dni, jest bez liku.


Komentarze
Pokaż komentarze (36)