Poseł Stefan Niesiołowski pozwał RzePę za artykuł pt.: "Sekrety strategii premiera", w którym Paweł Lisicki napisał między innymi, że:
"(...) nic nie pomaga spuszczenie ze smyczy Stefana Niesiołowskiego. Wprawdzie po staremu ujada za swoim panem, tyle że szkody nie czyni (...)"
Stefan Niesiołowski poczuł się urażony tymi słowami, które - co dlań oczywiste - zrównał z nazistowskimi metodami porównywania ludzi do psów. Nie wiadomo, czy premier Donald Tusk też jest urażony z uczynienia go panem Niesiołowskiego, zwłaszcza zaś usytuowaniem go po stronie nazistowskiej. Podejrzewam jednak, iż bardzo niezadowolony z wyroku jest oberredaktor Adam Michnik. Sąd Okręgowy w Warszawie oddalił bowiem powództwo Niesiołowskiego i obciążył kosztami postępowania sądowego, ale to nie wszystko. W uzasadnieniu ustnym sędzia Małgorzata Borkowska zauważyła to, co powinno być oczywiste dla każdego normalnego człowieka, a mianowicie:
"Wolność wypowiedzi i prawo do wyrażania opinii polega również na tym, że prawo to względem osób publicznych - a taką niewątpliwie jest Stefan Niesiołowski - zależy od tego, jak one same tego prawa używają. Skoro sam od ostrego języka nie stroni, nie może domagać się od sądu ochrony za używanie wobec niego podobnego języka."
Sędzia wypomniała mu nawet - o zgrozo! - niekulturalne potraktowanie Ewy Stankiewicz. Do tej pory jedna z "ikon" polskiej "demokracji", czyli Adam Michnik, korzystała wyłącznie z jednostronnej wykładni przepisów prawa, czyli co wolno Michnikowi, to nie tobie Rymkiewicz! Czasami korzystał z tej samej zasady, charakterystycznej dla III RP, także Lech Wałęsa.
O ile wyrok ostanie się w postępowaniu apelacyjnym, co wcale nie jest takie oczywiste, może stanowić drobny "przełom", polegający na stosowaniu normalnej wykładni prawa, bez podziału na równych i równiejszych. Mimo że nie żyjemy w systemie common law, to jednak uzasadnienie rzeczonego wyroku można będzie w przyszłości użyć w wypadku podobnego pieniactwa, jak Stefana Niesiołowskiego.


Komentarze
Pokaż komentarze (11)