Rację mają zwolennicy PO i premiera Donalda Tuska twierdząc, że PiS nie sprawdza się jako największa partia opozycyjna. Przyznaję, że sam miałem długi czas kłopot ze zrozumieniem tej oczywistej oczywistości. Olśniło mnie dopiero przy okazji sprawy Amber Gold.

Wszyscy ostatnio ekscytują się tym, czy premier Tusk czytał notatkę ABW albo nie czytał, albo czytał i nie zrozumiał, czy też nie czytał i zrozumiał. Generalnie - kłamał czy nie kłamał. Tymczasem uwadze prominentnych polityków PiS uszła informacja, że premier Donald Tusk czyta, ale gazety. Mówił o tym głośno i wyraźnie z sejmowej mównicy! Widać nie wierzy (i słusznie) organom państwa. W tym miejscu nie będę rozstrzygał, skąd bierze się nieufność premiera w stosunku do organów państwa. Być może (i słusznie) podejrzewa je o działania propisowskie, czego z pewnością nie da się powiedzieć o mejnstrimowych mediach. Podejście premiera jest przeto całkowicie racjonalne.
I tu jest clou polskich problemów. Wina największej partii opozycyjnej (nie tylko w sprawie Amber Gold) bierze się stąd, że nie uprzedziła za pośrednictwem mediów odpowiednio wcześnie o sprawach związanych z Marcinem Plichtą (zwanym ostatnio Marcinem P.). PiS nie uprzedził nie tylko premiera, ale też społeczeństwa, a teraz ustami swoich polityków usiłuje jeszcze cokolwiek ugrać na tej sprawie. Jestem pewny, że gdyby na przykład w lutym tego roku prezes Jarosław Kaczyński zorganizował konferencję prasową oraz poinformował i premiera, i społeczeństwo, o grożących niebezpieczeństwach, to tak sprawny polityk, jak premier Donald Tusk, z pewnością nakazałby ABW sprawdzenie tej informacji. A tak mamy dno i kilo mułu!
Na takich odpowiedzialnych działaniach PiS skorzystaliby wszyscy - nie tylko Michał Tusk!


Komentarze
Pokaż komentarze (3)