Notka ta powstaje na bazie wymiany zdań w blogu Janusza Wojciechowskiego, jaką wczoraj przeprowadziłem ze znaną Karafką La Fontaine.a. Rzecz była już przerabiana wielokrotnie i jest oczywista dla każdego normalnego człowieka, ale nie leminga. Otóż, naukowca ze stopniem doktora habilitowanego i zatrudnionego choćby raz na stanowisku tzw. profesora uczelnianego, tytułuje się "profesorem", a do indeksu wpisuje prof. dr hab. (lub prof. dr hab. inż.).
Tak właśnie jest w wypadku śp. Lecha Kaczyńskiego, lecz także Leszka Balcerowicza, który jest "jedynie" doktorem habilitowanym, a był w przeszłości zatrudniony na stanowisku profesora nadzwyczajnego w SGH. Nikomu normalnemu - i słusznie - nie przychodzi na myśl inny zwrot, tylko "panie profesorze" w stosunku do Leszka Balcerowicza.
No, ale w naszym kraju są równi i równiejsi także w tym zakresie, no i są Karafki La Fontaine.a. Karafka nie tylko kwestionuje rzeczy oczywiste, ale w swojej nienawiści popisuje się wręcz kretyńskimi argumentami. Oto próbka w odniesieniu do śp. Lecha Kaczyńskiego:
Lech Kaczynski ksztalcil prawnikow na Wybrzezu. Mowi to Panu cos? W kontekscie Amber Gold? Czyje to dzieci?
I po co Platforma wymyśla przekazy dnia? Wszak lemingi same wiedzą gdzie pójść, by wyjść na totalnego idiotę. Swoją drogą śp. Lech Kaczyński wykładał prawo pracy, no ale to przecież bez znaczenia dla lemingów. Według nich to on, nie Tusk, winny jest temu, że żyjemy w amber państwie.
http://januszwojciechowski.salon24.pl/447601,nie-zdazylem-zadzwonic-do-sadu-w-gdansku


Komentarze
Pokaż komentarze (3)