Przyznawanie się do bycia wyborcą PO stanowi coraz większe wyzwanie. Przez kilka lat szło gładko, słowem-wytrychem-straszakiem był PiS. Na naszych oczach to właśnie przestaje działać. Coraz częściej w społeczeństwie powraca się do mówienia o nepotyzmie PSL i aferalnej przeszłości Platformy Obywatelskiej - to ostatnie w kontekście mojego miasta, czyli Trójmiasta. Stąd bowiem wywodził się Kongres Liberalno-Demokratyczny i jednocześnie prominentni politycy, znani do dziś, ale wcale nie z najlepszej strony. Gdańsk jest miastem od dawna ułożonym na modłę KL-D. Owszem, był epizod w postaci AWS, ale Marian Krzaklewski był osobą spoza gdańskiego układu i nie miał tu nic do powiedzenia. Także w czasach rządów PiS układ gdański trwał nienaruszony, być może przez aferalną siłę układu, być może przez słabość polityków PiS, a moim zdaniem i jedno, i drugie. To także tutaj, w Uniwersytecie Gdańskim miała miejsce śmierdząca sprawa, gdy na prawo przyjmowano po znajomościach dzieci najważniejszych gdańskich sędziów i prokuratorów.
Zauważyłem w różnych miejscach, że gdańscy wyborcy PO, zwykle pyszni i dumni z tego, że głosowali na "najlepszych", nagle przycichli, a nawet umilkli. Gdy któryś chce sobie wytrzeć gębę PiS-em, szybko dostaje ripostę, żeby się zajął PO, bo PiS jest znacznie mniej szkodliwy - mimo olbrzymiego nacisku medialnego - od rządzących. Nie, to nie oznacza, że ludzie są gotowi na rządy PiS, ale coś pękło i nie wydaje mi się, by samo się naprawiło.
Platforma Obywatelska utożsamiana jest coraz bardziej z cwaniactwem i pasożytnictwem, ale nie tylko. Ze zdziwieniem zauważyłem, że prostym ludziom zaczyna kojarzyć się wyłącznie z zabieraniem lub innym działaniem na szkodę obywateli. Szlagierowa reforma PO, czyli "67", w sumie też sprowadza się do zabierania. Co ciekawe, nagle do ludzi dotarło, że Gazeta Wyborcza czy tygodnik Polityka zajmują się urabianiem opinii na rzecz PO, a nie rzetelnym informowaniem. Pamiętam, że gdy w pewnym towarzystwie kilka lat temu ujawniłem swoje poglądy i krytyczny stosunek do PO oraz popierających ją mediów, natrafiłem na politowanie i ironiczne komentarze. Niedawno niemal w tym samym towarzystwie miałem okazję dokładnie powtórzyć swoje słowa wraz z komentarzem, że mówiłem o tym znacznie wcześniej. I co mnie spotkało? Zażenowanie i konstatacje w rodzaju "No tak, no tak".
Coraz trudniejsza robota czeka też propagandzistów PO, zarówno oficjalnych, jak i blogerów. Nie dość bowiem, że nie mają dobrych argumentów merytorycznych, to ludzie zaczynają im wypominać hipokryzję, manipulacje i różne matactwa, na które przymykali dotychczas oczy i uszy. Po prostu - nadchodzi czas zapłaty.


Komentarze
Pokaż komentarze (13)