Nie rozumiem sensu epatowania się wynikami sondaży. Nie od dziś wiadomo, że większość polskich sondażowni ma tyle samo wspólnego z rzetelnymi badaniami, co węgiel kamienny z kamieniem węgielnym. Ba! Wykonują brudne zadania natury stricte politycznej, czyli urabiania opinii publicznej.

Są oczywiście podstawy do skromnej wiary, że kończy się era cwaniaczka z 3miasta. Kończy się nie dlatego, że specowi od haratania w gałę i jego drużynie zabrakło pomysłów na Polskę, lecz dzięki temu, iż do ludzi coraz powszechniej dociera świadomość, że mamy do czynienia z mafią w białych rękawiczkach, a Polsce wcale nie jest bliżej do Białorusi, ale do Kolumbii.

Dziś powiedziałem znajomemu w pracy, który otwarcie popierał kiedyś PO, że podobno policja austriacka trzykrotnie przekazała nagrania z willi Baraniny, gdzie non-stop prowadzili interesy oraz bawili się znani polscy politycy. Ba! Podobno zabawiali się też żoną Baraniny - całkiem bez jej zgody. No i trzykrotnie podobno nagrania te zagubiły się w polskiej policji. Pech, po prostu pech! Znajomy odparł, że wcale by się nie zdziwił, gdyby to była prawda. Nawet nie zapytał, co mu się wcześniej notorycznie zdarzało, czy aby nie było to w czasach PiS. Szok, po prostu szok!

Zatem jakiś przełom jest, ale polskim sondażowniom nie zaufam już nigdy. Może uprawiają podpuchę, może uspakajają, a może ukrywają jeszcze gorsze wyniki PO. Nie wiem i nie chcę wiedzieć. Wiem za to, że trzeba robić swoje, czyli ogrywać niedojdów na ich własnym poletku, ujawniać i piętnować hipokryzję medialnych funkcjonariuszy (Michnik, Urban, Lis, Durczok, Gugała, Olejnik i inni), tępić chamstwo w życiu publicznym i promować autentyczny profesjonalizm na każdym polu (gospodarka, społeczeństwo, polityka). Trzeba wreszcie umieć przyznać się do błędów, w tym personalnych, i korygować je zwłaszcza u siebie. Aż tyle i tylko tyle.


Komentarze
Pokaż komentarze (13)