W każdym razie części z nich. Na przykład, jeśli obiecał skrócenie okresu pobierania emerytury, to słowa dotrzymał. Mężczyznom skrócił o 2 lata, a kobietom o 7 lat. Gdy obiecał, że cofnie pisowską decyzję w sprawie obniżenia składki rentowej, to znowu słowa dotrzymał, a nam w kieszeniach ulżyło. Niewiele, ale jednak trzeba docenić, że słowa dotrzymał. Podobnie jest z becikowym. Obiecał, że zabierze i zabrał. Nie ma co się czepiać.
![]()
Zatem, jeśli idzie o obietnice likwidacji przywilejów czy uszczuplenia dochodów osobistych - można liczyć na premiera Tuska. Troszeczkę gorzej jest z obietnicami w drugą stronę. Obiecał mniej podsłuchów w stosunku do podsłuchowych czasów PiS, ale mu nie wyszło, bo się podwoiło. Cóż, zapewne winne są przyczyny obiektywne. Europa, świat, terroryzm i te sprawy. Premier obiecał zmniejszenie biurokracji, ale też mu nie wyszło, a właściwie wyszło w drugą stronę. Trzeba go jednak zrozumieć. Władza kosztuje, a poparcie najlepiej uzyskać mnożąc niepotrzebne posady dla swoich. Społeczeństwo niewiele cierpi, bo te stołki i tak są niepotrzebne. No, może trochę kosztują, ale w przyrodzie nie ma nic za darmo.
Najgorsze są jednak media, które roztoczyły parasol ochronny nad opozycją i od pięciu lat bombardują nieustannie władzę Platformy Obywatelskiej. Pomyślcie, jaki to musi być twardy facet z tego Tuska, że to wszystko wytrzymuje. Ba! Ma jeszcze nawet czas haratnąć w gałę, czy w tenisa, a i to mu wypominają w kabaretach. Przecież kabarety są od nabijania się z opozycji, a nie z władzy, która musi mieć warunki do spokojnej pracy. Tego wymaga odpowiedzialność za państwo! Ale kto to potrafi zrozumieć?
Z radością należy zatem oczekiwać kolejnego expose premiera Donalda Tuska. Dzięki zrealizowanym i niezrealizowanym obietnicom lżej się żyje. I na duchu, i w portfelu.


Komentarze
Pokaż komentarze