Z łatwością da się zauważyć dozowanie obecności w mediach Stefana Niesiołowskiego - w zależności od wyników sondaży, które ostatnio nie wypadają najlepiej dla rządzącej Platformy Obywatelskiej. Wcześniej ze smyczy spuszczano także błazna z Biłgoraja, który w tamtym czasie sprawował też funkcję intelektualnego guru marszałka Sejmu (dzisiejszego prezydenta RP). Po tym, jak założył własną partię, na placu zabaw PO pozostał w zasadzie Stefan Niesiołowski - jeden z niedoścignionych "mistrzów" w dziedzinie opluwania politycznych przeciwników.
Stefan Niesiołowski zniknął zatem z mediów, bo metody promowane przez PO przestały być skuteczne. Straszenie PiS-em, gdy w portfelach coraz mniej, a jednocześnie ujawniane są kolejne sprawki rządzących, nie zdaje egzaminu. Tym bardziej, że gdy zapytać kogoś umiarkowanie przychylnego PO, czy stała mu się jakaś krzywda w latach 2005-2007, to najczęstsza odpowiedź jest taka: Mnie nie, ale....
Gdy zaś dopytać o to "ale" w kontekście coraz większej liczby podsłuchów w czasach PO, czy nachodzenia przez służby o 6.00 rano twórcy strony internetowej bądź dziewczyny kibola, której jedyną winą było zajęcie niewłaściwego miejsca na stadionie, to rozmówcy milkną i/lub szybko zmieniają temat. Nie sądzę, by ludzie ci zagłosowali na PiS. Co to, to nie! Wygląda jednak na to, że nie mają najmniejszej ochoty kolejny raz sprawdzać swoich wyborczych intuicji. To z kolei wróży niską frekwencję w następnych wyborach, chyba że coś istotnego zmieni się w polskiej polityce.
Swego czasu Donald Tusk musiał być mocno zadowolony z posiadania takich "zawodników" jak Stefan Niesiołowski czy Janusz Palikot, którego do końca PO wyprzeć się nie może. Teraz stają się oni kulą u nogi, bo rządzenie weszło w fazę "Sprawdzam". W coraz większej mierze rządzących sprawdza oczywiście społeczeństwo, zwłaszcza młodsza jego część. Zdziwiła mnie ostatnio dyskusja z kilkoma całkiem młodymi ludźmi, którzy - o dziwo! - dość krytycznie wyrażali się na temat "państwa zdającego egzamin" w kwestiach smoleńskich.
PO i Tusk nie mają wyjścia. Muszą schować "trupa" Niesiołowskiego do rozklekotanej partyjnej szafy i modlić się, by z niej zbyt szybko nie wypadł. Zaraz, zaraz, pomodlić się? Ale do kogo? Cóż, o to trzeba spytać Pawła Olszewskiego, niech podeśle jakiegoś esemesa ze stosowną modlitwą.


Komentarze
Pokaż komentarze (8)