Poseł Artur Zawisza nie jest moim ulubieńcem. Powiem więcej - jest mi obojętny i uważam go za nieszkodliwego, mało znaczącego polityka. No, ale jak ktoś idzie do studia Tomasza Lisa, to musi spodziewać się wszystkiego. W studiu Artur Zawisza trafił na Kazimierę Szczukę, kobietę wyzwoloną... z wszelkich hamulców moralnych.
W którymś momencie Artur Zawisza zaczął zdanie tak:
Gdyby żył Stanisław Szczuka…
Tego było już widać za wiele. Kazimiera Szczuka nie dała szans na dokończenie zdania i wybuchnęła tekstem:
Proszę sobie nie wycierać faszystowskiej mordy imieniem mojego ojca!
Oczywiście nie wiem, co chciał powiedzieć Artur Zawisza i jestem przekonany, że to nie był dobry pomysł, by przywoływać w studio pamięć zmarłego ojca oponentki. Ale Kazimiera Szczuka też nie wie, co Artur Zawisza miał na myśli i na pewno niczym nie uraził jej do tego stopnia, by wyzwała go publicznie od faszystów. Wiem za to co innego. Inwektywami często wycierają sobie gęby ludzie o usposobieniu... faszystowskim.




Komentarze
Pokaż komentarze (34)