Część prawicowych publicystów, tudzież polityków, wyraża mniej lub bardziej skrywane nadzieje, iż kryzys gospodarczy zmiecie rządzącą ekipę Donalda Tuska i Bronisława Komorowskiego. Nic bardziej błędnego. Nie przypadkiem rządzący wnoszą pod obrady ustawę przeciwko tzw. mowie nienawiści. Ekipa od haratania w gałę niewiele umie, ale przetrwać na pewno potrafi.

Rozpoczęcie ogólnopolskiej debaty przez Niesiołowskich, Palikotów, Urbanów, Lisów i pomniejszych Stasińskich czy Wołków w sprawie mowy nienawiści jasno oznacza, że idą złe czasy i igrzyska będą ostre, jak nigdy dotąd. Nie wiem, czy wszyscy zauważyli, że tu nie chodzi wcale o ostry język debaty publicznej, lecz o ustalenie, kto jest winien za tzw. podziały w społeczeństwie. Nie chodzi też wcale o to, by zatrudnić do tej sprawy rozgrzanych prokuratorów i sędziów (choć i to w razie czego będzie wykorzystane). Chodzi po prostu o to, by zamknąć gębę każdemu, kogo czerwonoróżowy salon uzna za dzielącego społeczeństwo. W stacjach telewizyjnych będą ciągnęły się długie spektakle, których jedynym celem będzie napiętnowanie "złych", czyli krytykujących władzę miłującą lud.
Konkludując, piszę najzupełniej poważnie, by modlić się o prosperitę, bo tylko w takim wypadku będzie w Polsce jako tako. Ewentualny kryzys odbije się najbardziej na opozycji parlamentarnej i pozaparlamentarnej. Różne Urbany, Stasińskie czy Wołki nie mają bowiem żadnych zahamowań w tworzeniu podziałów, stygmatyzowaniu całych grup ludzi i zwalaniu winy na przeciwników. Wiedzą bowiem, że czego, jak czego, ale użytecznych idiotów nie zabraknie w Polsce nigdy. Postulaty delegalizacji niektórych partii również będą pojawiały się coraz częściej. Niewykluczone też, że ktoś nie wytrzyma, walnie na odlew i nawet jeśli będzie luźno związany z opozycją, nastąpi spektakularna rozprawa, w której pot i siniaki nie będą największym kłopotem.




Komentarze
Pokaż komentarze (7)