Tak samo nie uczynił tego Lech Wałęsa, śp. Anna Walentynowicz, Andrzej Gwiazda, Krzysztof Wyszkowski, Adam Michnik, Tadeusz Mazowiecki, Władysław Frasyniuk, Donald Tusk, Bronisław Komorowski etc. Po prostu nikt nie może się pochwalić sukcesem obalenia "komuny", bo takiego sukcesu nie ma.
Po pierwsze, co to jest "komuna", kiedy powstała, kto ją legitymizował i kiedy upadła? Roboczo przyjmijmy, że "komuna" to ustrój, którym kierowała niepodzielnie Polska Partia Robotnicza, a później Polska Zjednoczona Partia Robotnicza. Kiedy zatem upadła? Moim zdaniem nigdy. "Komuna" jest ciągle na etapie przeistaczania, czyli zdzierania kolejnych warstw i masek.
W 1989 roku istotnym wydarzeniem był Okrągły Stół, bo przecież nie wybory czerwcowe, które były jedynie wynikiem rozmów przy stole "bez kantów". Komuna nabrała w ten sposób pierwszych cech "demokratycznych". Na tym koniec. Jak wiadomo, "wielki przełom" przy Okrągłym Stole zakończył się dużym sukcesem komunistów, którzy nie tylko nie ucierpieli na przemianach ustrojowych, lecz nadal byli głównodowodzącymi. Pierwszy generał-oprawca Jaruzelski został pierwszym prezydentem "demokratycznego państwa", a drugi generał-oprawca Czesław Kiszczak został nominowany na premiera "wolnego państwa".
Wówczas do akcji wkroczył tandem Lech Wałęsa - Jarosław Kaczyński. Dzięki decyzji pierwszego ten drugi z powodzeniem pomógł ograć komunistów i skutek był taki, że premierem został Tadeusz Mazowiecki. Po Okrągłym Stole był to pierwszy, niewątpliwy sukces sił opozycji demokratycznej. Niestety, Tadeusz Mazowiecki przyjął kontrowersyjną strategię grubej kreski, do której dodał własną ociężałość decyzyjną. Gospodarkę zaczął reformować były aparatczyk PZPR Leszek Balcerowicz, służbami specjalnymi kierowali komunistyczni generałowie-oprawcy (Czesław Kiszczak i Florian Siwicki), zaś polska dyplomacja dostała się w ręce tajnego współpracownika komunistycznej bezpieki, dzięki czemu w resorcie spraw zagranicznych nie przestało się roić od tajnych współpracowników. Czy to można nazwać obaleniem komuny?
W tamtym czasie Tadeusz Mazowiecki łączył czerwone z różowym, a różowe z białym, natomiast Lech Wałęsa z pomocą braci Kaczyńskich dzielił - słynną siekierką Adama Michnika. Podzielone towarzystwo tzw. opozycji demokratycznej stanęło do wyborów prezydenckich w 1990 r. Dzięki w dużej mierze braciom Kaczyńskim ograny został Tadeusz Mazowiecki. Bracia Kaczyńscy uzyskali odpowiednie gratyfikacje od Lecha Wałęsy, lecz chwilę później ich drogi rozeszły się. Głównie dzięki dacie 4 czerwca 1992 roku Lech Wałęsa oficjalnie przeszedł na stroną łączących się proletariuszy i nie zaczął nawet puszczać komunistów w skarpetkach, a Kaczyńscy na trwałe przeszli "na swoje" - bez szans pojednania z byłym pryncypałem. Komuna, niestety, trwała. Nie w tym zakresie i na malejącą skalę, ale trwała i w stanie mocno rozwodnionym trwa do dzisiaj. Gdyby "rozcieńczanie" komuny prowadziło do uzyskania czystego składnika demokracji, nie byłoby źle. W międzyczasie jednak, w mętnej wodzie, powstało wiele różnego rodzaju robactwa i plugastwa oraz kolejne krzywdy ludzkie - na skalę wielu milionów obywateli. Tego nie da się już usunąć żadnym rozcieńczaniem.
Jeśli zatem ktoś w Polsce zechce przyznawać nagrody za obalenie "komuny", to proponuję, by wziął pod uwagę wypunktowane przeze mnie etapy, z tym, że po dacie 4 czerwca 1989 roku należałoby również przyznawać punkty ujemne - za pomaganie komunie w "pokojowej transformacji" w kierunku kapitalizmu:
1. Lata '70 - 30 pkt.
2. Lata '80 - 25 pkt.
2. Pierwsza połowa lat '90 - 20 pkt.
3. Lata 1996-2004 - 15 pkt.
4. Okres 2005-dzisiaj - 10 pkt.




Komentarze
Pokaż komentarze (8)