Burmistrz Żar Wacław Maciuszonek (na zdjęciu: z lewej) pochodzi z matecznika Platformy Obywatelskiej. Co prawda pierwszą turę wyborów samorządowych przerżnął z kandydatem lewicy, ale dogadał się z pozostałymi kandydatami i odegrał się w drugiej.
Wiemy też, że burmistrz nie lubi miejscowych dziennikarzy. Niejaki Norbert Królik, dziennikarz miejscowej "Gazety Regionalnej", zbierał materiały do artykułu na temat pracy urzędu. Ponieważ przeraziły go beztrosko leżące dokumenty z prawnie chronionymi danymi osobowymi, udał się do burmistrza, by sprawę wyjaśnić. Sekretarka okłamała go mówiąc, że burmistrza nie ma, gdy tymczasem dziennikarz zauważył burmistrza przez niedomknięte drzwi jego gabinetu. Jaki był finał tej sprawy? Najlepiej oddaje to poniższe zdjęcie, gdzie na żądanie burmistrza wyprowadzono dziennikarza w kajdankach.

Która Rzeczpospolita rozprawia się tak z dziennikarzami? Na pewno nie czwarta, jak chcieliby wyznawcy Donalda Tuska, a który oskarżał Jarosława Kaczyńskiego o to, co sam zamierzał robić i co robi, gdy doszedł do władzy.




Komentarze
Pokaż komentarze (10)