Proszę nie myśleć, że będzie to notka o panu Piotrze Piętaku. Poświęciłem mu częściowo jedną i wystarczy. Po prostu, pan Piotr Piętak zszedł ze sceny politycznej w niesławie i w dodatku był silnie kojarzony z PiS. Stracił swój status finansowy i aby go odzyskać wymyślił, że najlepszym sposobem będzie wykazanie, jak odległa jest mu ta formacja. Ponieważ znakiem firmowym PiS byli Kaczyńscy (dziś już tylko jeden), więc najpierw odmówił w bezsensowny sposób wzięcia orderu z rąk śp. Lecha Kaczyńskiego, a gdy to nie pomogło, wziął na warsztat Jarosława. Ot, cała tajemnica Piotra Piętaka. Nie on pierwszy, nie on ostatni zachował się tak, jak gdyby Polska była mu winna kombatanckie apanaże za walkę z Kaczyńskimi.
Kazus Piotra Piętaka skłonił mnie jednak do głębszego zastanowienia, po co komu w Polsce "Piętaki". Odwrócenie uwagi od bieżących problemów Polski? To też, ale przecież jakieś problemy były zawsze i jakieś "Piętaki" również, tyle że występowały w różnich konfiguracjach, więc to nie to. Bat na część opozycji związanej z Kaczyńskimi? Pewnie trochę tak, ale akurat ten bat jest z wyjątkowo zwiotczałej słomy, więc to też nie to.

Spójrzmy zatem poza scenę, na której zwyczajowo odgrywane są w Polsce komedie i tragedie, a gdzie różne kurtyny zaciągają "Tureccy", czyli polscy dziennikarze. Ja poza nią widzę nieciekawe lobby władców Polski, o jeszcze mniej ciekawej przeszłości i proweniencji, dysponujących za to olbrzymimi finansami i wpływami, a tym samym olbrzymią władzą. Ich celem nie jest bynajmniej zniszczenie Polski i Polaków, ale uczynienie ich za lat 15-20 "tutejszymi", zwanymi brzydziej "tubylcami", a najbrzydziej "parobkami". Jest to robota przemyślana, planowa i systemowa.
W 2000 roku przewidywałem, że dzięki politycznym "eunuchom", tj. Marianowi Krzaklewskiemu i Jerzemu Buzkowi, za 10 lat uroczystości rocznicowe "Solidarności" organizowali będą byli aparatczycy PZPR. Pomyliłem się, ale czy tak wiele? Moim zdaniem pomyłka wzięła się zresztą stąd, że planową robotę wytrąciły z rytmu lata 2005-2007. Maszyny, narzędzia, finanse i ludzie musieli być częściowo przerzuceni na front walki z kaczyzmem. Po naprawieniu "błędów i wypaczeń" z lat 2005-2007, system wrócił na swoje tory i bez przeszkód zmierza do celu. Co prawda od czasu do czasu jacyś ludzie, którym zależy na właściwej roli Polski w przyszłości Europy, i którzy z tego powodu winni być nazywani patriotami, a są określani mianem oszołomów i/lub faszystów, dają nadzieję na to, że chów "tutejszych" nie pójdzie zgodnie z planem, ale mimo to maszyny idą pełną parą. Wracając do myśli, jestem pewny, że tylko owi patrioci (niekoniecznie PiS i Kaczyńscy, ale oni również), powstrzymali pochód bezidowców w kierunku zawłaszczenia wszystkiego, co da się zawłaszczyć. Ci sami bezideowcy, którym zresztą nie udało się wszystkiego zawłaszczyć, najgłośniej dziś drą się, że to patrioci usiłują wszystko zawłaszczyć. Dobre sobie!
Konkludując, przyszłość Polski, a zwłaszcza Polaków, widzę w nieciekawych kolorach. Część będzie obsługiwała pańskie stoły i będzie cieszyła się, że należy do grupy obywateli kategorii drugiej, więc ma lepiej od kategorii trzeciej, czyli od autentycznych "tutejszych". Do sfinalizowania takiego podziału trzeba jeszcze wielu "Piętaków" i rzeczony finał nie jest jeszcze taki pewny. Jest bowiem coś, czego rządzące lobby obawia się najbardziej, tj. nieobliczalności i nieprzewidywalności znacznej części społeczeństwa. I w tym cała nadzieja.




Komentarze
Pokaż komentarze