Główna różnica była taka, że w Warszawie PO ma swojego prezydenta, zaś w Słupsku nie ma. Najbezczelniej podsumował tę sytuację poseł Antoni Mężydło z PO, który na pytanie dziennikarza:
W Słupsku walczycie państwo o udział w referendum, w stolicy walczycie o bojkot. To dowód hipokryzji?
Odpowiedział:
No pewnie, bo jak w Słupsku nie jest nasz kandydat, to tak mówimy. To jest przecież normalne, nie widzę w tym nic złego. To jest przede wszystkim logika myślenia.

Ciekawiło mnie zatem, czy w tej sprawie wyborcy są prawdziwymi baranami, które bez mrugnięcia okiem idą na dowolne zawołanie wodzów z PO, czy też karne owieczki zbuntują się choćby troszkę. No i mamy wyniki, ale raczej nie po myśli posła Antoniego Mężydły. We wczorajszym referendum w Słupsku wzięły udział 13.733 osoby, podczas gdy większość referendalna wynosiła 15.680. Niewiele zabrakło, ale - podobnie jak w Warszawie - prezydent tego miasta (tu: z SLD) pozostaje na stanowisku.
Pomijając wielkość miast, była też inna różnica w obu referendach. W Warszawie, jak wiadomo, politycy PO, SLD i Kancelarii Prezydenta RP namawiali do niepójścia, a m.in. PiS do pójścia. W Słupsku wszyscy, poza SLD, a więc włącznie z PiS, namawiali do pójścia. Jednak frekwencja nie dopisała. Mam więc ogromny żal do polityków, zwłaszcza rządzącej Polską Platformy Obywatelskiej, że autentycznie bezmyślnie niszczą kruche namiastki aktywności społecznej na każdym polu.
Nie wiem, w jakim stopniu zachowania polityków PO miały wpływ na bierność społeczną w tej sprawie, ale biorąc pod uwagę fakt, że aktywność wyborcza w Polsce i tak jest niska, zaś np. wszystkie referenda odbywają się na granicy frekwencji, każda głupota polityków dodatkowo psuje obywateli. Taki stan zaś prowadzi do apatii i poczucia obcości wobec państwa. Dlaczego ludzie mieliby utożsamiać się z takim krajem? Dlaczego mieliby uczciwie odprowadzać podatki, abonament RTV czy inne daniny publiczne?
http://www.gp24.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20131027/SLUPSK/131029644



Komentarze
Pokaż komentarze (9)