Dzisiejsza Rzeczpospolita informuje o tzw. raporcie archeologów. Moim zdaniem artykuł nie rozwiewa wątpliwości w sprawie wybuchu, a wręcz przeciwnie. Wprowadza jeszcze większy zamęt. Oto symptomatyczna wypowiedź jednego z badaczy - Marka Poznańskiego, który dziś jest posłem Palikota:
Te fragmenty, które znajdowano w miejscu uderzenia nosiły ślady zniszczeń typowo mechanicznych, jak po upadku. Natomiast te, co widać na zdjęciach, mają inną strukturę. Są przepalone, mają osmalenia, są przepieczone.

Co na to Lasek? Ano, nie badali tego, ale są przekonani, że badania archeologów nie wnoszą niczego nowego. OK. Ale co innego mogą napisać? Pozostaje im bowiem wyłącznie wiara, że wszystko przyschnie, bo ich amatorszczyzna widoczna jest gołym okiem nawet dla gimnazjalistów.
Oczywiście, jest możliwe, że nadpalenia, osmalenia czy przepieczenia powstały wskutek oddziaływania silników tupolewa na rozpadający się samolot. Powstaje jednak pytanie zasadnicze:
Czy ustalajacy przyczyny katastrofy powinni poprzestać na uznaniu, bez jakiegokolwiek badania, że skoro możliwe jest jedno wyjaśnienie, to nie ma sensu badać innych możliwości?
Innymi słowy, dlaczego prokuratura każdorazowo bada, czy samobójcy ktoś nie pomagał, jeśli możliwe przecież jest, że sam chciał się rozstać z życiem? Wszak to powinno wystarczyć, a pieniądze podatników nie zostałyby zmarnowane na śledztwo, nie mówiąc o cennym czasie śledczych - tak wynika przynajmniej z dotychczasowych wypowiedzi Anodiny, Millera, Laska, Sikorskiego, Tuska i Komorowskiego. Dlaczego tego idiotycznego toku rozumowania nie zastosowano np. w wypadku samobójczej śmierci śp. Barbary Blidy?



Komentarze
Pokaż komentarze (78)