Marian, czterdziestotrzyletni pracownik sfery budżetowej, w pełni oświecony, bo czyta codziennie GW i ogląda programy informacyjne w telewizji (jest tylko jedna, pozory mylą), siedział najzupełniej spokojnie w fotelu i słuchał z uwagą słów Premiera. - Ciężko mu jest. I tyle ludzi ma na głowie, cały naród – pomyślał. Wtem do drzwi ktoś zapukał i nie czekając na Mariana wszedł do mieszkania.
- Kim jesteś? Jak tu wszedłeś? – zapytał Marian.
- Kim? Nie wiesz? Oglądasz i nie wiesz? Jestem Kryzys – oświadczyła wielka barczysta postać bez twarzy. I zaraz dodała: - Zabrałem Ci Twoje drobne oszczędności, nie masz już właściwie nic poza telewizorem.
Marian ze spokojem znowu siadł w swoim fotelu, inne cenniejsze przedmioty z mieszkania zabrał Kryzys i poszedł do innych lokatorów. Ze spokojem i ulgą wysłuchał ostatnich wiadomości. Premier mówił, że kryzys już dotarł. Marian ze zrozumieniem kiwnął głową i z wiarą patrzył na twarz szefa Rządu. Gdyby nie on – pomyślał, to już nic by nie było. Dobrze, że możemy na niego liczyć. Jeszcze spokojniejszy zadzwonił do przyjaciela.
- Romek, nie denerwuj się, był u mnie Kryzys, to nic takiego- przekonywał swojego kumpla z pracy. A wiara w Premiera i w Partię Premiera jeszcze się wzmocniła po wizycie Kryzysu.
Będzie inaczej?
Inne tematy w dziale Polityka