Grzegorz Gołębiewski - grzechg Grzegorz Gołębiewski - grzechg
210
BLOG

NIEMCY WALCZĄ O SWOJĄ EUROPĘ

Grzegorz Gołębiewski - grzechg Grzegorz Gołębiewski - grzechg Polityka Obserwuj notkę 2

     Kolejna fala komentarzy po wystąpieniu Radosława Sikorskiego, która przetoczyła się dziś przez media i sieć znowu nic, lub niewiele wyjaśnia. A komentarze zagraniczne są tak pisane jak komu wygodniej. Tymczasem trwają i będą trwały dzień w dzień konsultacje i ustalanie szczegółów technicznych powołania nowej struktury w Unii Europejskiej. Czy będzie to eksluzywny klub dziewięciu czy sześciu państw strefy euro (tych o najwyższym ratingu), jest kwestią drugorzędną. Niemcy jako główny rozgrywający, a w zasadzie kanclerz Angela Merkel mają coraz mniej czasu na podjęcie decyzji, czy zgodzą się emisję euroobligacji i skup przez EBC papierów dłużnych państw strefy euro, których finanse trzeba ratować przed krachem. Oczywiście wszystko to za cenę pełnej kontroli nad podatkami i budżetami  krajów, które chcą silnej i w pełni zintegrowanej Europy. Ale niewykluczone również, że za cenę wysokiej inflacji, która może dotknąć Niemcy, bo  dodruk euro pieniądza może się właśnie tak skończyć. I w wielkim skrócie i uproszczeniu o to w tej chwili toczy się gra. Przemówienie szefa polskiego MSZ-tu nie ma większego znaczenia dla toczących się rozmów, ponieważ Polska nie jest w strefie euro, nie będzie tam ani za rok, ani nawet za trzy lata, a nasza gospodarka nie jest póki co żadnym zagrożeniem dla kondycji UE. Tym bardziej, że trzyma się nieźle. Jeśli warto komentować wizje Radosława Sikorskiego, to tylko w kontekście tego, jaka będzie sytuacja III RP po 9 grudnia, a najdalej po Nowym Roku. A będzie to dla całej Europy na pewno sytuacja jakościowo nowa, o historycznym wręcz znaczeniu. Niemcy konsekwentnie przez długie lata budowały swoją pozycję lidera UE i najpoważniejszego gracza w Europie. Po wprowadzeniu euro ich potęga jeszcze bardziej się umocniła dzięki wzrostowi niemieckiego eksportu. Przeciwnicy głębszej integracji nie mogą się na ten prosty fakt obrażać. Wolałbym raczej usłyszeć racjonalną odpowiedź na pytanie, jakie będą skutki upadku euro dla mojego kraju. Takiej odpowiedzi, fachowej, pozbawionej emocji nie usłyszałem. Poza demagogią, że wszytsko się zawali. Na pewno? Ktoś to wszystko policzył?  Skoro koncepcja silnej zdominowanej przez Niemcy Europy jest taka  dobra dla Polski i całej Unii, to dlaczego zapędy Niemiec budzą tyle obaw we Francji, Wielkiej Brytanii czy we Włoszech? Radosław Sikorski zaoferował w Berlinie wsparcie dla NIemiec w zamian za udział w kształtowaniu nowego porządku, także za cenę dalszej rezygnacji z suwerenności gospodarczej i politycznej. Tu rodzi się kolejne pytanie, czy dla Angeli Merkel to wsparcie cokolwiek znaczy poza efektem "pijarowskim" dla jej koncepcji dyscplinowania państw UE. Nie umniejsza to wcale roli Polski w Europie, ale w sprawie rozwiązania problemu, co dalej z euro, Polska nie jest dla Niemiec partnerem. Jedyny wniosek z przemówienia Sikorskiego jest taki, że Polska jest za dalszym pogłębieniem integracji, a w zasadzie - po wypowiedzi Prezydenta RP - można powiedzieć, że to na pewno nasz minister spraw zagranicznych jest za tym. Jeśli wyjście z kryzysu strefy euro zakończy się fiaskiem, może być tak, ża za kilka miesięcy będziemy płacić za proszek w Niemczech markami. O ile będzie się to opłacało. Ekonomiści już dziś wyliczają, że powrót do narodowej waluty Niemcy przypłacą jej bardzo wysokim kursem, wyższym od kursu euro. Tego Pani Kanclerz i Grupa Frankfurcka też się obawiają. Do tego wszystkiego media histeryzują i piszą o końcu Unii Europejskiej i Europy, a inni marzą o imperium  europejskim pod wodzą Niemiec. I jedno i drugie jest mało realne. A w Polsce byłoby dobrze, żeby rząd zajął się długiem państwa i wewnętrznymi reformami, bo dług ten przekroczył już 55%. Widać, jak na dłoni, że Niemcy, obserwując strach panujący wśród ich bliższych i dalszych sąsiadów, chcą wykorzystać ten moment do umocowania prawnego swojej oczywistej dominacji politycznej i gospodarczej. Powoli zaczyna to przypominać dyktat, ale to cały czas jest polityka, a nie wojna. To cały czas jest gra interesów, a nie odbieranie naszej niepodległości. Kluczowe wydaje się udzielenie odpowiedzi na pytanie, jak Polska ma się ułożyć w nowej Europie, która teraz, w tych tygodniach rodzi się na naszych oczach. Być w jednej frakcji z Niemcami nie jest żadnym dyshonorem, pod warunkiem, że przyniesie to Polsce wymierne korzyści gospodarcze i polityczne. Na razie, w okresie ocieplenia relacji polsko- niemieckich, mamy kilka jakże przyjaznych gestów:  gazociąg z blokadą portu w Świnoujściu dla dużych staków, sprzeciw wobec budowy elektrowni atomowej w Polsce i silny lobbing przeciwko eksploatacji gazu łupkowego. Minister Sikorski, wszytsko na to wskazuje, prowadzi własną grę, która być może zapewni mu jakieś awanse. Ale z punktu widzenia wielkiej gry europejskiej o przyszły kształt naszego kontynentu nie ma ona praktycznie żadnego znaczenia. Poza jednym:  szef MSZ-tu unaocznił w końcu wielu Polakom, że Unią rządzą dziś Niemcy. Jeśłi 9 grudnia dojdzie do porozmienia największych graczy ze strefy euro, ta dominacja jeszcze jakiś czas potrwa. Ale już dziś widać, że nawet Niemiec nie stać na dalsze finansowanie swoich wielkich marzeń. To źle czy dobrze?                     

 

GG           

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Polityka