Zalew informacji i komentarzy, co dalej z Europą i co dalej z Polską, nawet niezależnie od opcji, pokazuje, że tak entuzjaści Tuska i Sikorskiego, jak i przeciwnicy ich „wizji” naprawdę się martwią o to co dalej z nami. Podobnie w całej Europie i nie tylko. A Polska? Polska i tak od kilku lat jest w Europie marginalizowana i nic się tu przy tej ekipie nie zmieni. Jak słusznie zauważa prof. Ryszard Legutko, nasz rząd przegrywa w Europie wszystkie polskie sprawy, za to wyraźnie wzrosła rola Niemiec, a także Francji. Reszta państw w zasadzie się nie liczy. A Wielka Brytania, to po prostu Wielka Brytania.
Dość karkołomną od samego początku ideę powołania sztucznego bytu politycznego, czyli Europy jako super państwa zdolnego do rywalizacji gospodarczej z Chinami, Indiami, Japonią czy Stanami Zjednoczonymi można dziś wrzucić do kosza. Gdyby nawet za kilkanaście dni powstało nowe „jądro” strefy euro składające się z sześciu czy dziewięciu państw, to i tak będzie ono służyło głównie budowie potęgi gospodarczej Niemiec. Warto też zauważyć, że naprzeciw Europy stają wielkie narody, a nie federacje państw. Dlaczego Europa znalazła się w tak fatalnym położeniu? Ekonomiści wskazują na zadłużanie się słabszych państw Unii, takich jak Grecja, Włochy czy Hiszpania, które ssały od banków niemieckich euro przez wiele lat i wszystkim było z tym dobrze. Najlepiej gospodarce niemieckiej, której eksport wzrósł kilkukrotnie w ciągu ostatniej dekady.
Siłą Unii Europejskiej przez długu czas był potencjał tworzących ją narodów, konkurujących ze sobą, ale i współpracujących na szczeblu Komisji Europejskiej. Wspólna waluta prędzej czy później musiała doprowadzić do sytuacji, w której potrzebne są dalsze kroki, czyli ujednolicenie systemu fiskalnego i ponadnarodowa kontrola budżetów i finansów publicznych państw strefy euro. I jeśli grupa najsilniejszych krajów strefy euro zgodzi się na najbliższym szczycie na tak daleko idące zmiany, to „śmierć euro” zostanie odsunięte w czasie. Nikt nie chce pomóc Europie i nikt nie pomoże Włochom czy Hiszpanii. Sarkozy chce drukować pieniądze poprzez EBC i zachować siłę państw w UE, a Merkel chce dyscypliny i podporządkowania finansów państw Eurozony pod czujnym okiem technokratów z Brukseli, finansistów z Frankfurtu i rządu Niemiec. Z całym szacunkiem dla naszych aspiracji, a w szczególności aspiracji Sikorskiego i Tuska, Polska w tej rozgrywce nie ma nic do powiedzenia. Może oczywiście „podpiąć” się pod nowy rygorystyczny porządek, ale jako dyskutant i klient, a nie jako decydent.
J. Habermas – bez wątpienia jeden z największych entuzjastów projektu europejskiego jest wręcz przerażony i mówi o rozpadzie demokracji w Europie. Bo tak rzeczywiście się dzieje. Dlaczego? Dlatego, że demokracje narodowe próbuje się zastąpić utopijnym bytem ponadnarodowej demokracji europejskiej, tym razem już na wszystkich szczeblach, może w ograniczonym zakresie z wyjątkiem tożsamości kulturowej. Zdaję sobie sprawę, jak znakomite umysły dążą do realizacji tego projektu, ale nic z tego nie wyjdzie. Sarkozy i Merkel oddalą na jakiś czas wielkie Europejskie Bum (EBUM). I będą Święta z choinką i prezentami. Trzeba jeszcze dodać tylko jedno. Projekt unii fiskalnej, super rządu, kontroli budżetów narodowych służy w pierwszej kolejności potędze gospodarczej Niemiec. Jak bardzo nie służy to innym, przekonali się już i Grecy, i Włosi. Nie dostali setek miliardów euro na piękne oczy.
Na S24 i oczywiście w całej przestrzeni medialnej ukazują się setki diagnoz, komentarzy i rozwiązań zapobieżenia europejskiej katastrofie. Być może to ryzykowne posunięcie, ale dlaczego Europa nie miałaby po prostu powrócić do Wspólnoty Węgla i Stali. Zaufać swoim narodom. Ich siła, mobilność, budowały potęgę Europy. Czy ktoś naprawdę wierzy dziś w jakąś jedną Europę ? Prezydent Sarkozy powiada, że trzeba ją na nowo wymyślić. Jest w tym sporo racji. Ta, która się kończy na naszych oczach jest już i tak powoli składana do grobu. I nie jest to żadną tragedią! Kończy się pewien projekt. Trzeba przyznać, częściowo udany. A wycofanie się z utopii na pewno nie jest porażką.
W Polsce, a w szczególności w mediach elektronicznych trwa w najlepsze urabianie opinii publicznej, że teraz to kanclerz Angela Merkel reguluje swój zegarek według wskazań ministra Sikorskiego. Szczyt „jaj” pokazał red. Jacek Pałasiński (TVN 24). Skwitował ostanie wystąpienia Sikorskiego, Sarkozy`ego oraz Merkel jednym, jakże genialnym i prawdziwym zdaniem: Trójkąt Weimarski działa! .........A J – 23 znowu nadaje.... GG
Inne tematy w dziale Polityka