Z pewnym przerażeniem czytam i słucham zachwytów nad tym, jak to „Merkozy” w końcu robią porządek z europejskim bałaganem. To Oni ten porządek naprawdę robią ? Oni decydują? A Minister Sikorski podsuwa im plan wyjścia z kryzysu? Zastanawiam się, czy to możliwe, żeby tak wielu skądinąd inteligentnym ludziom w Polsce i w Europie odebrało rozum. Dzisiejszy świat polityki to świat politycznych celebrytów. Przypomnijcie sobie, co starsi blogerzy, kim byli dla społeczeństw niegdysiejsi wielcy przywódcy europejscy.Oni rzeczywiście tworzyli zręby europejskiej demokracji. Podkreślę to bardzo mocno: tworzyli projekt europejski w oparciu o wolny handel i wspólną tożsamość kulturową, Zresztą jeszcze dziś jedyne co naprawdę łączy młodych Niemców, Polaków Francuzów czy Hiszpanów, to mimo różnic, ten sam krąg kulturowy. To wbrew pozorom, największa siła zintegrowanej już jednak w wielu obszarach Europy. Do tej pory, tę wspólnotę kulturową na różnych poziomach wspierał świat wielkiego biznesu, instytucji biznesowych, choćby dlatego, że czerpał z tego bardzo wymierne korzyści. Państwem, które osiągnęło najwięcej dzięki integracji i projektowi UE, oraz projektowi wspólnej waluty są Niemcy.
I Niemcy z tej opresji wyjdą cało, bez większego dla nich uszczerbku. Ich potencjał gospodarczy, technologiczny i ludzki jest silny, jak nigdy. Silniejszy, niż przed II wojną światową. To, co dzieje się obecnie w Europie, to jedynie twarde negocjacje za jaką cenę i kosztem czego oraz kogo, mamy wyjść na prostą. Nic więcej . I aż tyle. A nade wszystko negocjacje te toczą się wokół tego, jaką pozycję na tej nowej prostej zajmą Niemcy. Tak silną jak teraz, czy jeszcze silniejszą. Sarkozy i Merkel to jedynie negocjatorzy, można nawet powiedzieć, nic im nie umniejszając, to posłańcy. W dobie wszechobecnych mediów to polityczni celebryci. Wykonują zadania powierzone im przez instytucje finansowe. Jak nazwać przywódców innych państw, doprawdy nie wiem. Wystarczy przyjrzeć się temu, co zrobiono z niewygodnym Berlusconim.
Niemcy realizują (i mają ku temu silne podstawy) od dekad swój plan na skalę potęgi w światowej gospodarce i polityce. I mają z tego zrezygnować tylko dlatego, że przesadziły z kredytowaniem słabszych państw? Jest potknięcie, a może nawet tąpnięcie, ale dla Niemiec to jeszcze nie powód, by darować komuś długi i dopuszczać do głównego stołu Polskę.
Politycznie nasz kraj może odgrywać ważną rolę w Europie, ale wtedy gdy sam zacznie się szanować i będzie poruszał się w polityce europejskiej na skalę jaka jest w jego zasięgu. Tą skalą jest budowanie porozumień z mniejszymi państwami, skuteczna polityka wschodnia i nade wszystko kreowanie takiego modelu gospodarki, który będzie sprzyjał inwestycjom. EC w Niemczech jeździ bardzo szybko. Ale z okien pociągu dobrze widać różnicę skali pomiędzy Niemcami i Francją, nie wspominając o Polsce.
Niemcy wyjdą z tego cało, a my możemy zostać trochę poturbowani. Niemcy mogą sobie nawet pozwolić na chwilową recesję, a nawet na okres bolesnych wyrzeczeń. Zawsze myśleli wiele lat naprzód. Polska musi inwestować w siebie, korzystać z własnego potencjału ludzkiego i grać tak, by zachować niepodległość i suwerenność. Dlatego tak iluzoryczny i szkodliwy jest proponowany akces do nowej federacji europejskiej. Jeśli ktoś ma płacić za bałagan, za rozrzutność, to niech płacą ci, którzy mają coś na sumieniu. Właśnie to mówi wszystkim w Europie kanclerz Angela Merkel.
gg
Inne tematy w dziale Polityka