Rozpoczął się twórczy ferment, który zwiastuje koniec takiej Europy, jaką mieliśmy przez ostatnie dwie dekady. Nie będzie to taki koniec jak upadek Lehman Brothers, gdzie zadłużone ponad miarę były banki i indywidualni kredytobiorcy. W Europie mamy zadłużone państwa, więc kto ma spłacić ten gigantyczny dług sięgający kilku bilonów euro ? Kto może zadziałać tak, jak amerykański FED i Sekretarz Skarbu Henry Paulson? Rząd Federalny i największe banki miały świadomość, że jeszcze tydzień, miesiąc i zawali się po prostu Ameryka.
Trzeba to bardzo wyraźnie powiedzieć, że Europa jest w o wiele bardziej skomplikowanej sytuacji od tej z września 2008 roku. Gigantyczne zadłużenie największych gospodarek, krach euro, obawy nie tylko polskich polityków o przejęcie Europy przez Niemcy, utrata zaufania społeczeństw do rządów i kryzys demokratycznych struktur na poziomie państw i struktur europejskich, to coś znacznie groźniejszego, niż upadek Lehman Brothers i jego dalsze konsekwencje dla światowej i amerykańskiej gospodarki.
Jedno można powiedzieć na pewno: ten rachunek za utopijny projekt euro, za setki miliardów euro pochopnie zaciąganych kredytów przez rządy strefy euro, trzeba zapłacić. Nie za rok, czy dwa. Być może na raty. Ale decyzje zapadną w ciągu tygodni i to bynajmniej nie na grudniowym szczycie UE. One albo już zapadły, albo ustalane są szczegóły techniczne. Szczyt to jedynie konferencja prasowa, by poinformować o decyzjach. To, co rozgrywa się wokół przyszłości UE, ma przecież niewiele wspólnego z demokratycznymi strukturami. Na wyczerpaniu jest też społeczna cierpliwość i przyzwolenie na załatwianie wszystkiego ponad głowami narodów. 60% Niemców jest zdania, że wprowadzenie euro, to był błąd – podaje Focus, a jutro szczegóły jego raportu. Od kilku miesięcy w Europie, a od kilku tygodni w Polsce trwa na wielu poziomach bardzo poważna dyskusja, jak uniknąć wielkiego kryzysu i jak urządzić Europę, nie na rok, ale na dekady. To jest twórczy ferment, bardzo potrzebny, niezwykle ważny dla przyszłości kontynentu. Dotyczy to także Salonu 24. Z różnych pozycji, wielu publicystów, ekonomistów, politologów, prawników, ludzi po prostu aktywnych zajmuje się tym, co nas czeka. Chcę wierzyć, że wystarczy sił i wytrwałości, ponieważ jest to początek końca oficjalnych mediów (głównie elektronicznych) w tym kształcie, jaki dziś znamy w Polsce. Mediów całkowicie oddanych jednej opcji politycznej, a właściwie władzy. Trudno bowiem mówić w przypadku PO o jakiejś opcji politycznej poza opcja utrzymania władzy. Zresztą to samo mówią wybitne osobistości bliskie CDU o obecnej polityce Angeli Merkel. To tylko intuicja, ale ten twórczy ferment oznacza bliski przełom. Dziś, nie bardzo wiadomo, jak będą powstawały i z jakiego kapitału nowoczesne media o masowym przekazie społecznym ale to jest nieuchronne. Jesteśmy częścią szerszego procesu przemian w całej Europie, który może zmieść z powierzchni ziemi rządy Merkel, Sarkoz`ego, Tuska.
Być może ta analogia jest zbyt daleko idąca. Ostatnie dwa, trzy miesiące przed wprowadzeniem stanu wojennego w Polsce, to był czas niezliczonej liczby inicjatyw społecznych, politycznych, organizowania się różnych środowisk. Krótko przed 13 grudnia powstała Rada Rektorów największych polskich uczelni, która nieformalnie wypowiedziała posłuszeństwo Ministerstwu Szkolnictwa Wyższego. Bliskie mi bardzo wtedy środowisko Niezależnego Zrzeszenia Studentów UAM różnicowało się wewnętrznie. Powstawały kolejne pisma reprezentujące różne poglądy polityczne i ideowe. Mieliśmy taką trudną do zwerbalizowania świadomość doświadczania prawdziwej , niczym nieskrępowanej wolności. Wydaje się, że spinanie Europy w biurokratyczny organizm jest właśnie niczym innym, jak zaprzeczeniem tej wolności. Nie mogąc wyrażać jej ideałów w oficjalnych mediach ludzie o bardzo różnych poglądach, spotykają się choćby tu, na tym portalu. I w wielu innych miejscach, dających gwarancję prowadzenia dyskursu, bez nadzorców, bez cenzury, bez prowadzących będących stroną w sporze o Polskę i o Europę. Twórczy ferment sprzed 13 grudnia tylko na moment został zatrzymany. Miesiąc później ruszyły na dobre maszyny drukarskie i kolportaż tysięcy tytułów książek, które wtedy kształtowały niezależne poglądy i były namiastką przyszłej wolności. Z takimi nadziejami na prawdzwią wolność i demokrację wielu Polaków wchodziło w dekadę lat 90- tych. Ale dziś rozczarowanie jest ogromne. Jest ono wszechobecne w całej Europie. Trudno dziś definiować, czego poza perspektywą bezpiecznego życia i rozwoju oczekują młodzi Niemcy, Hiszpanie czy Francuzi. Wydaje się, że tym co łączy, co pobudza tak wiele środowisk do wymiany poglądów i protestów przeciwko biurokracji brukselskiej jest potrzeba wolności i demokracji. Powtórzę: to jest na razie twórczy ferment, twórcza dyskusja, ale nic już jej nie zatrzyma. W Polsce – ponad wszystko – potrzebujemy wolności i demokracji. Po to, by dokonywać prawdziwych, a nie pozornych wyborów, po to, by wyjaśnić do końca sprawę SMOLEŃSKA. Potrzebujemy wolności, jej smaku, ponieważ wolność wyzwala ludzką energię i pozwala realizować najbardziej śmiałe marzenia.
gg
Inne tematy w dziale Polityka