Grzegorz Gołębiewski - grzechg Grzegorz Gołębiewski - grzechg
265
BLOG

WIECZÓR PRZED 13 GRUDNIA - DZIŚ

Grzegorz Gołębiewski - grzechg Grzegorz Gołębiewski - grzechg Polityka Obserwuj notkę 2

Poruszył mnie wpis "Eski" pt. "13 grudnia. Obrzydzenie". I od razu przychodzi mi na myśl jedna refleksja, że moje młode pokolenie skupione w Niezależnym Zrzeszeniu Studentów,być może z wyjątkiem kilku liderów, po prostu cieszyło się na krótko zdobytą wolnością, drukowało własne pisma, książki - wszystko bez komunistycznej cenzury. Mało kto pamięta, ale pisma uczelniane NZS nie podlegały żadnym cenzorom. Pisaliśmy to, co myśleliśmy, co czuliśmy. W jednym z takich biuletynów na UAM w Poznaniu, na początku listopada 1981 roku było napisane dosłownie tak: "motory oddziałów ZOMO już się grzeją". Innymi słowy, my czerpaliśmy z tej wolności wszystko co dobre, inni tę wspólnie zdobytą wolność rozgrywali, albo dla siebie, albo w imię przyszłych kompromisów z komunistami.  

Byłem na dzień lub dwa przed desantem milicji z powietrza na Wyższą Oficesrką Szkołę Pożarnictwa w Warszawie. Słyszałem jak jeden z najważniejszych ludzi podziemia ś.p. Teodor Klincewicz wręcz rugował mecenasów Olszewskiego i ś. p. Siłę - Nowickiego, kiedy mówili o konieczności zakończenia protestu studentów. Pogłoski o tym, że władza szykuje się i jest gotowa do uderzenia, że to jest kwestia dni lub co najwyżej tygodni, pojawiały się co chwilę.  Wytworzono  przy tym niemal powszechne przekonanie w społeczeństwie, że armia radziecka po prostu wejdzie do Polski i będzie rozlew krwi. W lutym 1981 roku, kiedy NZS w kilku wyższych uczelniach nie chciał zakończyć strajku też mówiono o zagrożeniu radzieckim. W Poznaniu wręcz kazał zwijać nasz strajk bardzo wybitny działacz opozycji i KOR -u. Nazwisko przemilczę, ponieważ nie ma go już wśród nas. W samym Niezależnym Zrzeszeniu Studentów też były podziały. Ten zasadniczy dzielił NZS na lewicę laicką i prawicę katolicką. Ale w momencie wybuchu stanu wojennego, to bardzo ważne, większość z nas ani się nie wystraszyła, ani też nie rzuciła się na skoty z gołymi rękami. 13 grudnia 1981 roku wczesnym wieczorem "ocalała" grupa NZS UAM w Poznaniu siedziała w jednym z mieszkań na Osiedlu Sobieskiego i dzieliła obowiązki w zupełnie nowej sytuacji. Były obawy, może nawet strach, ale nie było ani wielkiego poczucia jakiejś wielkiej misji, heroizmu, ale też najmniejszego poczucia porażki. Kilka dni po Nowym Roku, na kwity ślubne (zaświadczenie o zgodzie na wyjazd do innego miasta) jechałem do Warszawy na spotkanie z Teosiem. Co dla mnie najważniejsze, cały czas (może to młody wiek) miałem poczucie trwającej nadal wolności, w sferze prywatnej, wśród ludzi, którzy dalej realizowali z konsekwencją projekt, rozpoczęty w Sierpniu 1980 roku. 13 grudnia uratowaliśmy uczelniany powielacz, kilkaset ryz papieru i Bibliotekę Wydawnictw Niezależnych UAM. SB skupiło się bowiem na Zarządzie Regionu NSZZ "Solidarność". Tak właśnie dziś, po 30 latach, czuję tamten dzień, tak oceniam to, co się działo wtedy i potem przy Okrągłym Stole. Przez kilka lat w jakiejś niewielkiej cząstce, przyczyniliśmy się do odzyskania Niepodległości - zajmując się pisaniem, drukiem i kolportażem tysięcy książek po całej Polsce. Ponad nami, i wtedy, i potem, po Okrągłym Stole, ale i teraz, ponoć w zupełnie demokratycznej Polsce, ponad nami ta wolność jest rozgrywana, właśnie ponad naszymi głowami, bez zbędnych pytań o to, co myślimy jako Polacy o naszym miejscu i roli w Europie. 

I jaki jest to wieczór, po 30 -tu latach od wprowadzenia stanu wojennego? Nikt nie straszy radziecką interwencją, ale straszą nas upadkiem Unii Europejskiej i całej Europy, jeśli nie wypłukamy własnych rezerw dewizowych na potrzeby worka bez dna. Białoruski opozycjonista zatrzymany w Polsce (!) przez Straż Graniczną. Profesor Kik w TVN 24 mówi bez zająknięcia, że w ostatnich dniach do głosu dochodzą radykałowie (rzecz jasna z PiS), któzy wtedy w 1981 roku doprowadzili do wprowadzenia stanu wojennego. W Warszawie, jak nigdy dotąd, olbrzymie oddziały policji przed zapowiadanym protestem pod domem gen. Jaruzelskiego, a Generał znowu przeprasza. I rzecz chyba najważniejsza w tych ostatnich dniach: znowu ponad naszymi głowami, przy akompaniamencie posłusznych mediów, wpycha się Polskę w objęcia tworu politycznego (niedokonanego), którego tak naprawdę jedynym celem jest przetrwanie kilku najbliższych miesięcy,  zanim wszystko runie na dobre, z wyjątkiem naszego zachodniego sąsiada. Jest jeszcze jedna analogia. Rzeczywiście, trzydzieści lat temu wielu Polaków zmęczonych pustymi półkami, groźbami władz o interwencji, przyjęło stan wojenny ze zrozumieniem, choć na pewno nie z ulgą. I były podziały niemal w każdym domu. Dziś, w innych okolicznościach, w innej sytuacji geopolitycznej, niemała część społeczeństwa też gotowa jest przyjąć za dobrą monetę ratowanie Unii i euro, nawet za cenę utraty suwerenności, byle dotrwać do wiosennego grilla. Bo jest nam dość dobrze, a Kaczyński łazi tak i łazi, i mąci. No i jeszcze ten Smoleńsk.....po co tym się w ogóle zajmują. Rzeczywiście, lepiej obejrzeć jakieś dobre kino, jak "Eska". Mam pilotto i laptoppo, więc coś znajdę........                        

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Polityka