Grzegorz Gołębiewski - grzechg Grzegorz Gołębiewski - grzechg
466
BLOG

FAKTY TUSKA I AKTY PALIKOTA

Grzegorz Gołębiewski - grzechg Grzegorz Gołębiewski - grzechg Polityka Obserwuj notkę 0

                       Stacja Zone Europa (ale jeszcze nie Eurozona) przypomniała miłe dziełko filmowe "Fakty i akty"("Wag the Dog") z 1997 roku. Robert De Niro i Dustin Hoffmann ratują skórę urzędującemu Prezydentowi USA zaplątanemu w dwuznaczną sytuację z młoda dziewczyną. Cóż robią? Organizują w kilkanaście godzin konflikt zbrojny Ameryki z Albanią, jedym słowem kręcą film, ale ten film pokazują w mediach jako prawdziwy przekaz. Satyra na polityków, wszechwładne media, ale i na społeczeństwo, które kupuje kolejne odcinki bajki o dzielnym Prezydencie, zagrożeniu, bombie a w końcu o bohaterskim żołnierzu, na którego czeka cała Ameryka, by wyrwać go z albańskiej niewoli. Wszystko to fikcja, produkcja filmowa, teatr, ale ludzie to kupują, a sprawa z niewygodnym newsem z młodą dziewczyną spada na dalszy plan i Prezydent ma drugą kadencję w kieszeni. Wiele osób z pewnością ogłądało ten film, był zresztą szeroko komentowany nie tylko jako sprawna produkcja hollywoodzka. Powstał 14 lat temu. Pokazał milionom widzów, jak przy użyciu odpowiedniej narracji, zupełnie zresztą zmyślonej, można wygrać wybory i to bez większego (jak na USA) nakładu sił i środków. Po prostu kilku łebskich facetów i Waszyngton jest znowu nasz. 

                        A  Warszawa? Blisko 40 milionów ludzi,  nieźle wykształconych, w środku Europy, na dorobku, w pogoni za pieniądzem i spokojnym życiem, dużo indywidualistów, ale ceniących nośne idee, najlepiej nowe i uznane na świecie. Za takimi ideami idą tłumy. Czy takim poważnym narodem w środku Europy da się manipulować na dużą skalę? Czy w ogóle istnieje potrzeba manipulacji Polakami?

 

                        Końcówka kampanii wyborczej 2011. Obóz PO wie, że przewaga nad PiS jest niewielka. Trzeba coś zrobić, bo już na starcie trzeba będzie albo zmienić koalicjanta, albo jeszcze jednego dołożyć. Kaczyński sugeruje coś o Angeli Merkel, coś niepokojącego, banalna sprawa, ale nie ma czasu. Trzeba uderzyć i pojechać na jednym zdaniu Prezesa na maksa, trzeba wystraszyć umiarkowanych wyborców, pokazać, że ten facet to polski kołtun, tropiciel spisków i agentów, gość, który ośmieszy ukochaną Ojczyznę. A przecież Ojczyzna to najpiękniejsza i najważniejsza rzecz na świecie dla każdego Polaka. Nie mogą o nas znowu mówić źle! Nie można pozwolić na kompromitację Polski! -płynie do głów ludu peowskiego i tym podobnego jasny przekaz. Powracają wszystkie najgorsze wspomnienia. Nie ma  stacji, ani gazety, która nie pojechałaby na tej pięknej narracji. Ale narzuca się pytanie: dlaczego wszyscy pojechali na tej narracji? Dlaczego w ten sam sposób? Odpowiwedź jest prosta. Media są częścią władzy, są częścią rządzącej ekipy, pracują dla niej. Ale nie zawsze tak było. Jeszcze w połowie lat 90 -tych w TVP, rządzonej przez "pampersów" kryteria czasowe, liczba tak zwanych "setek" czyli wypowiedzi wprost do kamery, to wszystko było dzielone naprawdę dość uczciwie na przykład podczas kampanii prezydenckiej. Dziś, co wywraca mi bebechy, kóryś z blogerów napisał na S24, że obserwuje jakieś ruchy w kierunku większej obiektywności w telewizji Polsat. Rewelacja. Tylko ktoś, kto nie ruszał nigdy tyłka z Polski i nie ma wiedzy, jak funkcjonują media w zachodniej Europie czy w Stanach, może mówić o zróżnicowaniu mediów w Polsce, w szczególności elektronicznych. I nie chodzi tu o owego blogera. Ten, jak i większość z nas doskonale wie, że w Polsce nastąpiła putinizacja mediów. Nie na taką skalę. Ale przykład nie tyle rozegrania sprawy wypowiedzi Kaczyńskiego z końcówki kampanii, ale właśnie skali, na jaką to zrobiono, powszechności przekazu, że lider opozycji targnął się na wielki autorytet polityczny Europy nie mogłaby mieć miejsca w Niemczech czy we Francji. Nikt zresztą nie przejmowałby się tam aż tak bardzo, co kanclerz powiedziała o Obamie w swojej książce, by utrzymać skalę porównawczą. No i list byłych ministrów spraw zagranicznych......to już był prawdziwy miód na serce Tuska.

 

                         I jeszcze jeden refleksja. Janusz Palikot. Na razie samotny gracz, bez którego żaden Rozenek czy Biedroń nie znalazłby się w Sejmie. Człowiek, który się przechwala jak dużo wie o Tusku. A jak dużo wie Tusk o nim? A w ogóle, jaką rolę pełni dziś Palikot i jego ruch? Opozycji? Wolne żarty. To część rządzących, to elektorat peowski, tylko ten najbardziej uwolniony od Ciemnogrodu i zaciekle antyreligijny. Czy Palikota wymyślono? A czy to jest taki wielki problem? Ten człowiek może pełnić różne role i czyni to już od kilku lat. W służbie PO, nikogo więcej. Najpierw jako zwiastun lub balon próbny różnych treści, potem jako ten, co jest bohaterski i bezkompromisowy, co Tuskowi się nie kłania,  i nawet potrafi go obsmarować w książce. No i  w kolejnej odsłonie jako buntownik z wyboru, jako mobilizator działań rządu Tuska na rzecz większej integracji z Europą. Otóż Premier Tusk może zrobić z Palikotem co  zechce, może dać mu nową rolę do odegrania, może go pogrążyć, może go dopuścić do rządzenia z PO, ale może też wskazać go jako wroga przeznaczonego do zniszczenia. 

                 Z całym szacunkiem dla publicystów i komentatorów,  Janusz Palikot nie był i nie będzie nigdy samodzielnym graczem politycznym w Polsce, nie będzie nigdy żadnym poważnym liderem dużej partii politycznej. Robi dla Donalda Tuska fajną robotę, na różnych odcinkach walki ideologicznej z wrogiem. Zabepiecza czasami tyły, a czasami jak huzar pędzi do przodu i wali we wściekłą, psychopatyczną gębę PiS -u. Tak, jak zrobił to mistrz spokojnych oczu Niesiołowski.  Po umiarkowanej, jak na polski Sejm dyskusji o szczycie w Brukseli wyszedł na mównicę i poszła prawdziwa uryna na wroga. No i z debaty nic nie zostało. Chichot posłów, który nikogo nie uraził tym razem. A ubliżono i to kilka razy kobiecie, byłej szefowej MSZ. Janusz Palikot już rządzi z PO, a poseł Niesiołowski czasami go wspiera, a jak nie ma wsparcia w ludziach, to jest wsparcie w "Faktach".  Mamy fajne "Fakty i akty"  Na co dzień, a nie tylko w kinie.  I pośmiać się można, tylko momentów brakuje.           

 

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka