BernardW BernardW
524
BLOG

Droga PIS-u - ale dokad?

BernardW BernardW Polityka Obserwuj notkę 6

    Po przegranych wyborach dużo zaczęło mówić się o możliwych zmianach w Prawie i Sprawiedliwości. Korzystając z tej okazji, do życia politycznego włączył się nieobecny w ostatnich miesiącach Zbigniew Ziobro. Prawdę mówiąc, przed wakacjami zastanawiałem się nad jego przyszłością w polityce. Scenariusz, który sobie wtedy nakreśliłem, zaczyna się spełniać.

  Po pierwsze, Ziobro, podobnie jak Jarosław Kaczyński, jest człowiekiem, którego najważniejszym lub jednym z najważniejszych celów jest dojście do władzy, dlatego jego rozłąka z życiem politycznym nie mogła trwać zbyt długo. Gdy startował w wyborach do europarlamentu, było dla mnie oczywiste, że na tym nie skończy się jego kariera, że jego ambicje są o wiele większe, nie były one jednak wtedy jasne. Teraz cele, do których dąży, widać jak na tacy – Ziobro chce zostać przewodniczącym dużej partii, lub przynajmniej jedną z najważniejszych w niej postaci i mieć olbrzymi wpływ na kierunek, w jakim ona podąży. W dłuższej perspektywie chce sięgnąć po władze w kraju jako prezydent lub premier.

   W ostatnich porażkach Prawa i Sprawiedliwości właściwie nie uczestniczył, dlatego, w przeciwieństwie do kolegów z ugrupowania, nie jest powszechnie kojarzony z kolejnymi przegranymi, nieustannymi zmianami i ociepleniami wizerunku ani oskarżeniami związanymi z katastrofą smoleńską. Z tego względu reprezentuje „Stary PIS”, ten, który doszedł do władzy parę lat temu. Dlatego moim zdaniem może liczyć na wyższe poparcie niż cała „elita” PIS-u.

   Ponieważ Jarosław Kaczyński, posiadający chyba nazbyt wygórowane ambicje, nie będzie chciał prawdopodobnie dzielić się władzą w partii z nikim, myślę, że czeka nas rozłam. Nie musi on nastąpić w ciągu miesiąca – może w ciągu roku lub dwóch. Ziobro zdobędzie do tego czasu jeszcze więcej poparcia, pociągnie za sobą bardziej reformistyczną część centroprawicy, nie wykluczone, że także część dzisiejszego PJN-u lub nawet Platformy. Za pół roku taka siła polityczna może mieć poparcie rzędu 20%, oczywiście głównie kosztem Pisu. Jeżeli dojdzie do takiego podziału, będzie to prawdopodobnie początek końca ugrupowania Jarosława Kaczyńskiego. Pozostaje jednak pytanie, czy ten odważy się on stracić tyle swych wyborców. Zbigniew Ziobro jest pod tym względem trudniejszą do usunięcia postacią niż Joanna Kluzik-Rostkowska lub inni politycy, którzy przeszli do PJN-u, gdyż jest postacią bardziej rozpoznawalną dla wieloletnich sympatyków partii.

   Ale jest też inna opcja – podział władzy w PIS-ie i wspólne dążenie do uzyskania poparcia jak największej części społeczeństwa. Wątpię jednak, czy prezes Kaczyński jest zdolny do jakichkolwiek ustępstw.

   Jedno jest pewne – w Prawie i Sprawiedliwości znajduje się co najmniej dwóch wspomnianych karierowiczów, dlatego obecna sytuacja, czyli zjednoczony PIS ponoszący porażkę w każdych kolejnych wyborach, nie może mieć moim zdaniem miejsca w przyszłości. Stawiam na pierwszy scenariusz, lecz losy tej partii zależą w tej chwili od nastawienia Zbigniewa Ziobry – odejściem może pogrążyć swoją formację, zaś pozostaniem i reformowaniem – poprowadzić ją do zwycięstwa. 

BernardW
O mnie BernardW

W pięciu słowach: Konserwatysta, Patriota, Wolnorynkowiec, Prawicowiec, Katolik

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (6)

Inne tematy w dziale Polityka