Jak się dzisiaj dowiedziałem, budżet zbudowany w oparciu o mimo wszystko dość optymistyczne założenie 2,5% wzrostu gospodarczego w sytuacji, gdy sytuacja finansowa wielu krajów Europy wisi na krawędzi, jest bezpieczny. Co więcej, budżet budowany z założeniem wydania więcej, niż się posiada, jest wersją „ostrożną”.
Powiem szczerze, że od kilku tygodni byłem pewien odnośnie wersji planu budżetowego wybranego przez rząd. Wariant nazwany recesywnym byłby tak na prawdę samosprawdzającą się przepowiednią, a władzom nie zależy na recesji ani spowolnieniu gospodarczym. Opcja „umiarkowanego spowolnienia” natomiast wiązałaby się z krytyką ze strony opozycji zarzucającej nadmierny optymizm i rozrzutność w wydawaniu pieniędzy podatników. Wariant pośredni jest zaś wariantem stawiającym premiera w roli odpowiedzialnego męża opatrznościowego, ratującego Polskę z opresji kryzysu.
Zastanawiam się tylko, dlaczego nikt nie widzi nic złego w samym fakcie istnienia budżetu, który z góry zakłada deficyt i długi. Czy ktokolwiek rozsądnie myślący planuje wydatki będąc świadomym, że nie stać go na ich realizacje? Na prawdę, zadłużanie kraju nie jest koniecznością, tak jak koniecznością nie jest, na przykład, utrzymywanie wielkiej armii urzędników. No, ale cóż, taki budżet, jaka władza...


Komentarze
Pokaż komentarze