W ramach wiosennych eksploracji nadmotławskiego grodu zboczyłem z Traktu Konnego na cmentarz sowieckich żołnierzy znajdujący się nad Bramą Oliwską (dawniej Plac Zebrań Ludowych). Jest on ładnie, malowniczo położony, we wschodniej wnęce wzgórza na które prowadzi ulica gen. Giełguda. Utrzymany skromnie, ale schludnie. Świeże kwiaty i nawet wciąż palące się znicze (mimo, że daleko od jakiejś rocznicy – chyba, że to od Wielkanocnej Pashy). Trochę socrealistycznych rzeźb, „nowoczesny” krzyż z cytatem z Pisma Świętego (niewyobrażalne w sowieckim państwie urzędowego ateizmu, gdzie „religia nie była prześladowana”i gdzie „ludzie przestali wierzyć w bajki o Bogu”).
Duże wrażenie robią rzędy blaszanych, szarych gwiazd, podobnie jak szare było krótkie życie tych nieszczęstników w Sowieckim raju…
Na tablicach nazwiska poległych, zdarzają się urodzony nawet po 1925 r., ale są i pamiętający Cara-Batiuszkę np. z 1887 roku.
Wspiąłem się na dominującą nad nekropolią górę z dziwacznym kamiennym palem przypominającym indiańskie totemowe drzewa. Kamienny słup zakończony jest przejrzystą kulą ziemską ozdobioną atrybutami sowieckimi – gwiazda, sierp, młot i płot.
Przy ścieżce prowadzącej na górę zauważyłem skupisko puszek popiwnych, potem drugie i trzecie. Butelki po cytrynowym piwopodobieństwie też. „Znaczy młodzież konsumuje również” – pomyślałem. Kilka paczek po papierosach. Słabych. Cienkich lub post-lightów. Choć dziwiła (przyjemnie) mała ilość niedopałków.
No i naszły mnie sprzeczne, ambiwalentne odczucia:
+ „przychodzą ludziska (i młodzież pewnie) na cmentarz , może ze zmarłymi poobcować – to dobrze.
- Ale z piwem, żeby je pić – to źle!”
Raczej nie krewni poległych, ani duchowi spadkobiercy, bo ani flaszek po wódce z importu nie widziałem (zresztą naszych również nie), ani pudełek po papierosach „bez polskich znaków akcyzowych”. Czyli „nasi tu byli” („Seksmisja” – ale nie, butelek po winie jabolowym również nie było).
+ ale widocznie polegli im nie przeszkadzają, a może chcą, lub „chcąc, nie chcąc” pomyślą o pochowanych tutaj, o wojnie, o szczęściu jakim jest niedostrzegalne dla nas życie w pokoju, bez wojny, a nawet bez totalitaryzmów, jakie nasze miasto w poprzednim wieku nadoświadczyło aż nadto… Więc OLBRZYMI PLUS +
- niestety zaśmiecają po sobie ci konsumenci, potencjalni pacyfiści i zachowujący pamięć o ofiarach wojny.. TO BARDZO ŹLE!
(Wyjątkowe przypadki, gdy towarzystwo dostało nagłą wiadomość, że pali się chałupa, kumpla rabują lub tylko biją, żona / żony wszystkie ich naraz rodzą, itp., odrzucam.)
+ jednak skoro wypijający niemałe ilości piwa i piwopodonych napojów, popuszczających zwykle normy przyzwoitości i cywilizacji, nie mają wrogich zamiarów wobec grobów „kacapów, co nas zniewolili, a czasem i wcześniej zrabowali, zgwałcili i spalili”, to znaczy, że rusofobia jaskiniowa powszechna nie jest, jak usiłuje to narzucić antypolska propaganda. A więc : POZYTYW.
Bo przecież pijący w pobliżu cmentarza alkohol i zostawiający po sobie opakowania są bliżej poziomu marginesu niż nawet naszej niskiej przecież średniej i spodziewać się od nich można by było raczej gorszych niż normalnych, cywilizowanych reakcji.
Oczywiście jeśli czarnym pijarowcom z Kremla i okolic potrzebne to będzie, zaraz znajdą się „nieznani sprawcy”, „cmentarni barbarzyńcy”, a w nowomowie „leninowskie poputcziki” i "pożyteczni idioci".
W polskim, jak w każdym innym narodzie znajdzie się pewna liczba osobników, których o człowieczeństwo jest ciężko podejrzewać.
Najlepiej w profilaktyce wprowadzić monitoring całodobowy ważniejszych cmentarzy, aby taką szansę, a w szczególności bezkarność i zachowanie incognito "nieznanych" sprawców uniemożliwić.
Skoro przy tym temacie jestem, to moim zdaniem za dewastacje cmentarzy żołnierzy sowieckich, malowanie czegokolwiek na ich mogiłach, jakokolwiek demolka, itp. należało by „nagradzać” delikwentów krótką 2-dniową wizytą w Moskwie lub innym rosyjskim mieście, ale koniecznie w niezdejmowalnej bluzie z napisem po rosyjsku za co delikwent znalazł się w tym pięknym, bardzo gościnnym kraju. Myślę, że doświadczenia nawet drogi z lotniska, czy dworca do hotelu i z powrotem spowodowały by, że do końca życia raz tak ukarany nie zliżyłby się dobrowolnie do jakiekolwiek cmentarza wojskowego.
Nawet takiego niewielkiego jak ten:

Witek
Komentarze
Pokaż komentarze (38)