0 obserwujących
12 notek
26k odsłon
  1100   0

Poseł Celiński zidentyfikował zaprzańców: to 92% Polaków

"To jest zaprzaństwo, kiedy ma się wreszcie własne państwo i zero zaufania do własnego państwa i jego instytucji" - oświadczył poseł Andrzej Celiński na posiedzeniu Sejmu 19.1.2011, zbierając oklaski posłów i pochwały mediów. Ale czy zasłużenie? Przecież zerowego zaufania do własnego państwa nikt nie deklaruje, więc oskarżenie trafia w próżnię. Może więc panu posłowi chodziło raczej o tych, co to mają wreszcie własne państwo, lecz równocześnie małe lub bardzo małe zaufanie do jego instytucji, jak posłowie opozycji?

Wskazanie i policzenie zaprzańców ma duże znaczenie praktyczne. Czy aby wreszcie móc cośkolwiek zrobić z Polską, wystarczy jedynie "skasować PiS", o co w telewizji publicznej zaapelował kilka dni temu wicemarszałek Sejmu z ramienia partii rządzącej? Wbrew bowiem wcześniejszym zapewnieniom, odejście śp. Prezydenta okazało się niewystarczające. Ale może zaprzańców jest więcej i nie wystarczy "skasowanie" (pro publico bono, oczywiście) samej tylko opozycji sejmowej, by wreszcie móc cośkolwiek zrobić z Polską? Jak wielu właściwie jest owych zaprzańców, z trybuny sejmowej napiętnowanych przez posła Celińskiego - tych więc, którzy mają małe zaufanie do polskiego państwa i jego instytucji lub nie mają go wcale, których jako zaprzańców, czyli zdrajców, należałoby usunąć z przestrzeni publicznej? Jak duży (czy może raczej: jak mały) jest margines życia społecznego, na którym egzystują?

Odpowiedź daje jedno z dotychczas najdokładniejszych, najstaranniej przygotowanych i opracowanych badań warunków życia i postaw Polaków, niecałe dwa lata temu przeprowadzone pod kierunkiem profesorów Janusza Czapińskiego i Tomasza Panka. Od badań, zlecanych doraźnie przez media, różni je znacznie większa skala (próba losowa liczyła przeszło 26 tys. osób), profesjonalizm ankieterów (pracownicy GUS) i ranga zespołu uczonych, który je przygotował i opracował. Wyniki, z którymi zapoznaje publikacja pt. "Diagnoza społeczna 2009. Warunki i jakość życia Polaków", zasługują na miano najbardziej reprezentatywnych dla postaw naszego społeczeństwa, jeśli porównać je z wynikami wszystkich innych dotychczas przeprowadzonych badań polskiej opinii publicznej. Wnioski szokują: po upływie 1/3 kadencji obecny parlament cieszył się zaufaniem zaledwie 7,9% polskiego społeczeństwa.

Duży rozmiar próby losowej, kwalifikacje ankieterów i wiedza grupy uczonych, biorących udział w przedsięwzięciu "Diagnoza społeczna 2009", wykluczają pomyłkę i każą spytać o intencje opiniotwórczych mediów, publikujących często drastycznie zawyżone dane o stopniu zaufania polskiego społeczeństwa do posłów i naszego parlamentu.

Powtórzę, bo rzecz jest naprawdę alarmująca: stopień zaufania polskiego społeczeństwa do Sejmu, jednej z najważniejszych instytucji Rzeczpospolitej i fundamentu jej demokracji, kształtuje się na poziomie poniżej 8%. Z innych badań wynika, że prestiż zawodu posła jest niższy niż sprzątaczki, sprzedawcy sklepowego i robotnika niewykwalifikowanego (zob. np. "Prestiż zawodów" CBOS, str. 2). O jednym i drugim piszę w czasie teraźniejszym wątpiąc, by wydarzenia ostatnich dwóch lat notowania Sejmu i polskich parlamentarzystów poprawiły.

Przytoczone wyniki badań opinii publicznej, dowodzące katastrofalnego stanu polskiego parlamentaryzmu, przynoszą Polsce wstyd nieporównanie większy niż swego czasu tak rozpamiętywane zagraniczne publikacje, szkalujące Polskę i ośmieszające śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego i jego brata; nieporównanie większy więc powinien być ich oddźwięk. Czy jednak posłowie sejmu Rzeczpospolitej, a wraz z nimi również inni politycy, zechcieli wreszcie przyjąć do wiadomości, jak bardzo są wyobcowani z polskiego społeczeństwa i jak chory jest nasz system polityczny? Nic na to nie wskazuje. Zamiast tego słyszymy o "bydle" i o niedorośnięciu Polaków do demokracji - a ci, którzy po smoleńskiej katastrofie państwa polskiego zwątpili w jego instytucje, zostali publicznie nazwani zaprzańcami.

Niespełna ośmioprocentowe zaufanie do Sejmu to wotum nieufności polskiego społeczeństwa dla systemu politycznego zmontowanego przy Okrągłym Stole, który ukryty pod pozorami demokracji służy przede wszystkim ochronie obcych interesów w naszym kraju kosztem jego mieszkańców, z korzyścią natomiast dla elit podtrzymujących ów układ. Tak jak chroni interesy Gazpromu i Rosnieftu, jak chroni interesy Moskwy w sprawie katastrofy smoleńskiej, tak jak chroni interesy wielkich koncernów, którym w ciągu trzech ostatnich lat udało się zapewnić sobie warunki eksploatacji polskich złóż węglowodorów porównywalne jedynie z przyjętymi w grupie najbardziej skorumpowanych państw Czarnej Afryki. Kto sądzi, że ludzie tego nie widzą i nie wyciągną przykrych dla starych elit wniosków, puszczając ich przewiny płazem, ten bardzo się myli.

Przy zaufaniu Polaków do Sejmu na poziomie 8% oskarżanie z trybuny tegoż sejmu o zaprzaństwo tych, którzy przestali ufać instytucjom państwa polskiego, jest przejawem pychy elit, ich oderwania od rzeczywistości i zwyczajnej bezczelności. Zwłaszcza wtedy, gdy słowa oskarżenia padają z ust kogoś, kto głęboko dziś chory system parlamentarny III Rzeczpospolitej współtworzył i nad jego dzisiejszym wizerunkiem wraz z sobie podobnymi pracował, z jakże widocznym skutkiem.

"Policzone, zważone, rozdzielone". Posłowie Sejmu Smoleńskiego, jakże możecie nie dostrzegać tego napisu, płonącego nad Waszymi głowami?

Bielszym

 

Lubię to! Skomentuj13 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale