Big Spender Reloaded Big Spender Reloaded
78
BLOG

Ciekawy przypadek Xxxxxxxxx Xxxxx.

Big Spender Reloaded Big Spender Reloaded Polityka Obserwuj notkę 1

Z cyklu ciekawych procesów sądowych które, choć w przenośni, ale podnoszą temperaturę w tych mroźnych okolicznościach  przyrody, przybywa kolejny. W jednym narożniku Xxxxxxxx "Xxxxxxxxx" Xxxxx, znana i popularna blogerka, w drugim narożniku Infor Axel Dziennik, gazeta która swoje ciągłe istnienie zawdzięcza Gazecie Prawnej. Rękawicę rzuciła Xxxxxxxxx wytykając wydawcy Dziennika ujawnienie jej tożsamości, a tym samym naruszając jej dobra osobiste.

To będzie interesujący proces. Po pierwsze, czy dziennikarze zdobywający jakąś informację mają ją zatrzymać dla siebie? Pytanie o tyle ciekawe, że o ujawnienie tajemnicy oskarżeni zostali reporterzy Radia Zet i TVN24 co sprawia, że obydwa procesy należy traktować jako jedną całość. Co więcej, gdyby dzienikarze zatrzymywali kontrowersyjne, a nawet komisjogenne informacje dla siebie, o wielu sprawach nigdy byśmy się nie dowiedzieli. Dla przykładu Watergate, Iran-Contras, śledztwo BBC w sprawie broni masowego rażenia w Iraku, a z naszego zaścianka afery FOZZ, Art-B, Rywingate czy obecna hazardowa. Dla mnie osobiście pozostaje poza dyskusją ujawnianie informacji zdobytych przez dzinnikarzy. Informacji prawdziwych i rzetelnie sprawdzonych, co podkreślam. Co do tajemnicy panstwowej itp - jeśli dane zdobywa dziennikarz, to czy profesjonalne służby wywiadowcze nie są w stanie ich zdobyć? Pytanie czysto retoryczne.

Po drugie. "Smsy szantażujące" (za gazeta.pl) według Xxxxxx Xxxxxx to coś, co nie mieści się w głowie. Tym samym Dziennik "przekroczył wszelkie standardy dziennikarskie". Czym są standardy dziennikarstwa? Coś zbliżonego do rzetelności i do moralności jednocześnie? Jeśli ktoś dysponuje stosowną listą to bardzo proszę o linka. Wracając do "smsów". O ile nie miałbym skrupułów w używaniu metod agenta Tomka w stosunku do polityków czy urzędników szczebli wszelakich, o tyle w tym przypadku próba przejęcia kontroli (nie znajduje innego interesu w postępowaniu Dziennika) nad popularną, a pewnie i w małym światku blogosfery politycznej, opiniotwórczą blogerką nosi znamiona ograniczenia wolności słowa. Pewnie ktoś mi zaraz zarzuci, że strzelam z armaty do wróbli - cóż, Dziennik zaczął pierwszy - ale istnieje uzasadnione ryzyko, że gazeta próbowała szantażem zmusić Katarynę do współpracy. Bo co mogli chcieć innego? W liście otwartym do obrońcow Kataryny Robert Krasowski, naczelny Dziennika, pisze wprost, że tak wygląda prawdziwe dziennikarstwo. "Tak się namawia ludzi do przekazywania informacji" - cytując fragment listu - delikatnie mówiąc obraźliwego. Podobny cytat pojawia się w "Ojcu Chrzestnym" - "Luca Brasi przyłożył pistolet do jego głowy, a mój ojciec zapewnił go, że albo jego mózg albo jego podpis znajdzie się na kontrakcie".

Po trzecie. Kwestia anonimowości w Internecie. Kwestia conajmniej dwuznaczna. Z jednej strony Internet jest odmianą Hyde Parku (który ponoć w wersji offline'owej egzystuje w Warszawie) a więc anonimowość jest z definicji zapewniona i nie podlega dyskusji. Z drugiej strony ja, avatar, piszę o konkretnych osobach, które w taki czy inny sposób mogę mniej czy bardziej świadomie pomówić. I w sposób realny wpływam na ich wizerunek. O ile w przypadku mojej osoby wpływ jest syboliczny a nawet żaden, o tyle w przypadku blogerów takich jak Kataryna możemy mówić o realnym zagrożeniu na gruncie PR - a więc dla wielu profesji kluczowym. Co z kolei prowadzi do pytania w jaki sposób wyznaczyć blogerów "wpływowych"? Liczba kliknięć, komentarzy, trackbacków? Co więcej, zakładając że z jakiejś dziwnej przyczyny stałbym sie równie popularny i wpływowy jak Kataryna, czy to oznacza że mam ujawnić swoje dane w świecie realnym narażając siebie i swoją rodzinę na odwetowe działania osób lub grup które w moim blogu się przewinęły? Mam czekać na sms od Roberta Krasowskiego z "propozycją nie do odrzucenia" - czyli dzinnikarskim majstersztykiem? Im dłużej nad tym pomyśleć, tym bardziej staję sie jasne, że proces będzie bardzo ciekawym wydarzeniem.

Co do mnie, uważam że Internet powinien pozostać Hyde Parkiem. Bez cenzury, ale na przykład z obowiązkiem prostowania nieprawdziwych informacji na blogach, a w przypadku odmowy blogera jakieś konsekwencje wirtualne, które na pewno uda się wspólnie dopracować. To tylko luźna propozycja, ale generalnie problem jest do rozwiązania na poziomie avatarów. Co do procesu - sąd ma problem. Na wyrok czekam z niecierpliwością.
 

Pół o politykach, pół serio, pół o wszelkich innych aspektach cywilizacji i życia na Marsie. Suma połówek stanowi całość, ale może jej być więcej. W założeniu całość treści ma przewyższać całość ilości w stosunku 7:1 lub odwrotnym. Ilość staram się wypełnić treścią aby nikt nie wstawił tam własnych treści, co, jak wiadomo, może być niebezpieczne. Opis i blog będzie ewoluował rewolucyjnie. Zapraszam!

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Polityka