“Curiouser and curiouser!” - krzyknęła(by zapewne) Alicja przysłuchując się działalności Komisji hazardowej. "Nuda... Nic się nie dzieje, proszę pana. Nic. Taka, proszę pana... Dialogi niedobre... Bardzo niedobre dialogi są. W ogóle brak akcji jest. Nic się nie dzieje." - dodał(by) inżynier Mamoń. Sejmowy serial jest skomplikowany jak konstrukcja cepa.
Do miłośników sejmowych komisji śledczych się nie zaliczam, ale powiem szczerze - liczyłem na większe emocje i niejasności w całej sprawie. A tu ani zaskakujących zwrotów, ani intrygujących pytań, nawet oryginalnych wypowiedzi i przemyśleń rodem z pierwszej komisji śledczej. Trochę żal, że pieniądze przeznaczone na działalność komisji nie poszły na przyspieszenie prac prokuratury czy inny cel o wyżej zawieszonej poprzeczce kulturalno-oświatowej. Ale przedzierając się przez hałdy śniegu i dziury w jezdniach dociera do mnie, że są rzeczy ważniejsze niż szeroko rozumiane normalne życie. Zamiast przedszkoli becikowe, zamiast Teatru telewizji gadające głowy, zamiast skutecznej prokuratury komisja śledcza.
Póki co batalia toczy się o utopienie lub uratowanie Donalda Tuska. A to oznacza że pytania strony pro- i anty- donkowej zmierzają w określonych kierunkach - bynajmniej nie do wyjaśnienia sprawy. Świadkowie obok ogólnie znanych faktów dorzucają własne opinie i oceny wydarzeń, również zgodne z linią pro i anty. W sumie najbardziej zaskakujący w pracach komisji jest... dobór świadków. I tych, ktorych już przesłuchano i tych których o mało co przesłuchano i tych, których na liście kandydatów do przesłuchania nie ma.
Przyglądając się działalności wierchuszki Platformy Obywatelskiej w ostatnich kilku latach, trudno nie zwrócić uwagi na pana Marcina Rosóła. Tego samego, którego Newsweek oskarżył swego czasu o wyprowadzanie pieniędzy z PO (a który pomimo odgrażania się nie założył przeciwko Newsweekowi sprawy sądowej) i tego samego który spotkał się z Magdą Sobiesiak w "Pędzącym Króliku". Pan Rosół od wielu lat związany jest ściśle z liderami Platformy - Tuskiem, Schetyną i Drzewieckim. Patrząc na jego drogę kariery młody wilk PO ma bardzo mocne wsparcie. A w polityce to oznacza tylko jedno - wie o grupie Sheratona na tyle dużo, że nie ma możliwości odkręcenia mu pleców. Jego spotkanie z córką Sobiesiaka, a wczesniej wizyta w sobiesiakowym hotelu, sugeruje że w tej sprawie jest równie mocno zaangażowany co reszta czołówki PO i ma równie szeroką wiedzę. Co więcej - nie znajduję innego łącznika pomiędzy firmami z branży hazardowej a politykami PO zamieszanymi w aferę. Co do osobistych spotkań businessmanów z politykami to sprawa jest niezwykle dziwną. Dowodzą albo totalnej głupoty albo poczucia całkowitej bezkarności. Możliwość uknucia całej sprawy pod CBA raczej odrzucam, bo niby kto i dlaczego miałby to robić? Grupa Sheratona jeśli pójdzie na dno, to jako całość.
To wszystko pozwala przypuszczać, że kluczyk do rozwiązania sprawy może leżeć w kieszeni Marcina Rosóła. A co jeszcze dziwniejsze - prokuratura już go przesłuchała a komisja nawet nie umieściła go na liście świadków. “Curiouser and curiouser!”
ps. jeśli ktoś ma linki do źródeł i źródełek informacji wiarygodnych o Marcinie Rosóle to będę wdzięczny za ich... ujawnienie :))



Komentarze
Pokaż komentarze