Komisja śledcza rządzi się swoimi prawami. Jej skład to grupa polityków, którzy kierują się racjami politycznymi. Które to racje z grubsza można podsumować jednym słowem - sondaże. Sondaże są ważne, sondaże są drogowskazem wyznaczającym pożądane działania. Sondaże określają kto w kolejce do urzędu jest przed nami, co z kolei pozwala celnie strzelać i nie marnować amunicji na outsider'ów. Dzięki telewizji i gazetom celne trafienia rozlewają się gromkim hukiem po kraju dodatkowo zwiększając swoją siłę odziaływania dzięki sprzężeniu zwrotnemu albo jak ktoś woli, echu. Które z kolei mierzymy sondażami, a tym samym wróciliśmy do początku posta co oznacza że ten karkołomny wstęp mogłem sobie darować ;)
Komisją się nie pasjonuję, ale drobny brak logiki posłom wytknę. Pisałem już o kwestii Marcina Rosóła, którego szacowna, że tak pozwolę sobie skłamać, komisja nie wpisała na listę świadków. Dlaczego jest to brak logiki już wyjaśniam. Komisarz śledczy, albo inaczej - Członek komisji, Bartosz Arłukowicz zadał genialne w swej prostocie pytanie: "gdzie był przeciek?". Odpowiedź jest dość prosta - patrząc na zeznania byłego szefa CBA, rodzina Sobiesiaków dowiedziała sie o akcji Biura od Marcina Rosóła w słynnym, i pewnie już kultowym miejscu, "Pędzącym Króliku". I to właśnie jest punkt wyjścia do dalszych prac - skąd szef gabinetu politycznego Mirosława Drzewieckiego wiedział o całej akcji? Ciąg wydarzeń wskazuje na Mira, ale Komisja powinna zadać to pytanie panu Rosółowi, zgodnie z prostą zasadą po nitce do kłębka. Dlaczego posłowie zaczęli od stworzenia kłębka - zgaduję, że to logika z akapitu pierwszego.
Nie wykluczam że Miro mógł dowiedzieć się o działaniach CBA od Donalda Tuska, ale pewność co do takiego źródła wyrażana przez Mariusza Kamińskiego jest co najmniej dziwna. Dlaczego jako źródło przecieku nie może posłużyć zeznający dziś sekretarz kolegium ds. służb specjalnych Jacek Cichocki? Co więcej - działania Drzewieckiego i Rosóła po rozmowie Mira z Tuskiem 19-go sierpnia dotyczyły wycofania z konkursu na stanowisko w zarządzie/radzie nadzorczej Totalizatora Sportowego pani Magdy Sobiesiak. Może to sugerować, że Donek objechał Drzewieckiego dokładnie za to. "Czyszczona była tylko ta jedna sprawa" - mówił Kamiński na przesłuchaniu. Tymczasem 25 sierpnia, dzień po spotkaniu w "Pędzącym Króliku" Ryszard Sobiesiak wie, że jest podsłuchiwany. A więc wracamy do początku i pytania "gdzie był przeciek?", a tym samym do Marcina Rosóła, ktorego z sobie tylko znanego powodu komisja nie chce przesłuchać.
72
BLOG



Komentarze
Pokaż komentarze (14)