W Teatrzyk Komisja Hazardowa ma zaszczyt przedstawić sztukę pod tytułem "Ale o co chodzi?". W roli głównej znany i ostatnio bardzo popularny Zbigniew Chlebowski, oklaski!
Zgodnie z dzisiejszą wersją afery oznaczoną w sposób całkowicie przypadkowy i arbitralny liczbami 3.12.070 - żadnej afery nie było. Generalnie na tym możnaby zakończyć opis tej wersji, ale skoro główny aktor, pomijając jury, dzisiejszego przedstawienia opowiadał o tym dwie godziny, to troszkę nie wypada. Z drugiej strony w komentarzach do postów pojawiają się głosy znudzenia komisją i nawoływania by pisać o czym innym. A więc dla znudzonych - Leszek Miller wraca! Dla wrogów komisji którzy dodatkowo nie przepadają za betonowym premierem brak mi alternatywy. Radzcie sobie sami. A jeśli ktoś ma jakiś oryginalny i twórczy pomysł na zimowe, mroźne i długie wieczory bez Millera i obrad Komisji to wnoszę o podzielenie się takowymi z blogosferą. Z góry dziękuję.
Wracając do dzisiejszej wersji afery, to generalnie główny bohater przeżył szok, zdziwienie, a nawet można podejrzewać, że całe zdarzenie to twórczość własna szefa CBA, Kamińskiego Mariusza. Manipulacje, kłamstwa i nikczemności a nawet absurd uknuty za 100 milionów PLN jakie społecznie fundujemy na utrzymanie tej podłej Hydry i agenta Tomka włącznie. Szok uzasadniony tym, że Zbigniew, gwiazda dnia dzisiejszego, mówiąc "na 90 procent Rysiu załatwimy" nie mówił o ustawie hazardowej, a o załatwieniu koncesji dla Golden Play (jednej z firm Rysia Sobiesiaka). A w ogóle to rozmowa żadnym dowodem nie jest i basta.
Akcja na cmentarzu ma większy związek z Kenem Folletem niż Sobiesiakiem i jakimkolwiek ustawodawstwem hazardowym. Kena Folleta oczywiście przesłuchać trzeba i dodatkowo ustalić czy czasem Mariusz Kamiński nie buduje rzeczywistości na trillerach politycznych. A przy okazji szefowi CBA należy podziękować, że nie gustuje w powieściach Stephena Kinga. Wtedy wykreowana afera byłaby prawdziwym horrorem... Chociaż ten pomysł spotkania na cmentarzu... Można domniemywać, że Zbigniew Chlebowski pomysł spotkania zaczerpnął jednak z Kinga. Komisja powinna to ustalić ponad wszelką wątpliwość i prosiłbym o zajęcie się tym problemem. Być może podrzucenie komisji tropu Folleta miało odwrócić jej wzrok od Stephena Kinga. I dlaczego Chlebowskiemu tak bardzo na tym zależy?
A bardziej serio - każdy aktor śledczego serialu ma własną wersję scenariusza. A ilu jeszcze aktorów nie wystąpiło?! Ile wersji przed nami?! I która jest najbliższa prawdy? I czy komisja ma szanse ustalić prawdziwy scenariusz? Zakładając optymistycznie że takowy w ogóle istnieje? Pytanie czysto retoryczne.
Do jutra, albo do następnego świadka :)))
57
BLOG



Komentarze
Pokaż komentarze