Przetacza się przez Polskę, a zresztą przez cały Świat, dyskusja, czy zabicie Osamy było uzasadnione prawnie i moralnie? Wydaje mi się - wbrew niektórym wypowiedziom osób o wysokim prawniczym przygotowamiu - że prawnie było uzasadnione. Al Kaida wypowiedziała USA wojnę w sposób publiczny. W wojnie, gdy uzbrojeni i umundurowani żołnierze poddają się, bierze się ich do niewoli. Tak postępują państwa respektujące międzynarodowe konwencje. Natomiast nieumundurowanych "cywilów" złapanych z bronią lub podejrzanych o strzelanie - Niemcy np. w 1939 roku rostrzeliwali na miejscu i do dziś im to jakoś nikt nie wytyka. Również z celu zastraszenia (ale czasem pod pretekstem wcześniejszych działań antyniemieckich) w większości zajmowanych miast w Wielkopolsce rostrzeliwali na rynku elitę danego miasta: burmistrz, ksiądz, lekarz, aptekarz itd. i też do dzisiaj jakoś nikt nad tym nie ubolewa i nie domaga się sądu. Podobnie Niemcy zachowywali się pewnie w innych dzielnicach Polski, ale tego nie znam tak dokładnie. Było to nie tylko bezprawne ale też głęboko niemoralne.
W czasie okupacji z konfidentami walczyła AK. Były podziemne wyroki na nich, ale także mogło być inaczej. O tym ogół nie wiedział. Gdy w Częstochowie konfidenta z magistrackiej służby drogowej przez całą noc bito pogrzebaczem, aż wydał listę kilkunastu czy kilkudziesięciu zdenuncjowanych Gestapo osób, ogólnie spotkało się to z aprobatą, ale nie było przy tym radości (ważny był końcowy efekt - uratowania życia wielu osobom) przyjmowano, że to był prymityw, bez poczucia moralności. Natomiast, gdy młodą, inteligentną, wykształconą, kobietę (prawie dziewczynę) zastrzelono w samo południe na głównej ulicy miasta pod samym bokiem posterunku żandarmerii i szkoły lotniczej, za to, że wydała Gestapo całą polską obsadę biura wydawania dowodów osobistych (Kennkart), przyjęto z zadowoleniem i satysfakcją. Liczył się dodatkowo brawurowy wyczyn: jednen egzekutor, jedna kula, zabrany dowód i sprawna ucieczka. Nikt nie roztrząsał tego czy był też wyrok. Wszyscy wiedzieli i wszyscy aprobowali.
Po wojnie, w czasie sowieckiej dyktatury i terroru taki obrazek: wysiadam z tramwaju wieczorem, zmęczony po pracy. Przede mną idzie prosty robotnik w sile wieku, umurosany jak robotnik, ubrany byle jak, jak robotnik. On podchodzi do kiosku "Ruchu" i kupuje gazetę. Ja dochodzę do niego i nagle widzę na jego prostej, pooranej twarzy szeroki uśmiech. Uśmiech taki, jakiego nigdy potem u nikogo już nie widziałem. To nie był sam uśmiech. To była promieniejąca szczęściem i pewnie satysfakcją twarz. Patrzę na gazetę: "Prezydent Bierut umarł".
Czy on miał prawo być taki szczęśliwy? Panowie prawnicy i kaznodzieje... odpowiedzcie!




Komentarze
Pokaż komentarze (7)