I tylko żeby nie było, że jestem czerwony. Bo dla czerwonych albo różowych i tak jestem czarny jak koszule Mussoliniego. Słów kilka chcę napisać o gorącej propozycji totalnej dekomunizacji przestrzeni publicznej jaką zaproponowało PiS.
Wszyscy doskonale wiedzą, że są w Polsce miejsca, które za patronów mają żołnierzy Armii Czerwonej, bohaterów takich jak Janek Krasicki, Marceli Nowotko, gen. Walter czy inni napompowani przez lata bohaterowie. Dotychczas było tak, że zmian nazw ulic i placów dokonywały rady gmin wybierane przez mieszkańców miast i miasteczek. PiS chce to zmienić. Łatwiej będzie dopaść gen. Świerczewskiego, Feliksa Dzierżyńskiego, czy innego Krasickiego, gdy lokalna komórka PiS doniesie do IPN, który uruchomi odpowiednie procedury i komucha skasuje. I żeby wszystko było jasne o co mi chodzi. To skandal, że są gdziekolwiek w Polsce ulice z komunistycznymi postaciami. Należało je szybko i po ciuchu powycinać. Patrząc na moją rodzinną Nową Hutę zrobiono to dość wcześnie. Ale i tak mamy dużo do stracenia. Przede wszystkim samą nazwę. NH to sztandarowa inwestycja Planu 6-letniego, który odbudowywał Polskę z ruin wojennych. Ktoś za to musiał zapłacić. Mógł to zrobić allbo Marshall, albo Stalin. Zapłacił ten drugi. Zapłacił i wymagał. Dzisiaj gdy czytam wypociny IPN-owców około PiS-owskich to dowiaduję się, że Nowa Huta z natury jest stalinowskim potworkiem, czymś narzuconym, wstrętnym i do zresetowania. Była, jest i będzie. No więc jeśli tak jest, to jestem przekonany, że gdy ustawa wejdzie w życie znajdzie się jakiś element PiS-owski co to najlepiej czuje się w nazwach i zaproponuje zmianę nazwy "Nowa Huta". Co więcej, zaraz potem zawnioskuje, żeby stalinowski czołg IS-2, wyprodukowany w ZSRR, a w będący na stanie Armii Polskiej stworzonej przez Berlinga, zdobywca Kołobrzegu i Berlina, stojący na jednym z nowohuckich osiedli nie wracał już na swoje miejsce z remontu, bo źle mu się kojarzy. Sam wnioskowałem o nadanie imienia Piotra Ożańskiego dla najstarszego placu publicznego w Nowej Hucie. Kim był Ożański nie każdy wie. To młody junak, przodownik pracy, prototyp wajdowskiego "Człowieka z marmuru" - Birkuta, człowiek aktywny, uczynny, dobry i na koniec totalnie wymięty i wypluty przez system komunistyczny. Czy Ożański, który budował tę właśnie część NH, która jest nazwana jego imieniem też nie będzie miał prawa być patronem placu, bo tak uzna aktyw PiS i funkcjonariusz IPN? Pewnie tak.
Dlatego uważam tę ustawę za pomysł zupełnie niepotrzebny. IPN na swoich barkach ma już lustrację. Dzięki temu będzie ona lustracją kulawą. Teraz Instytut będzie musiał poszukiwać ulic, uliczek i placów, aby nadać im wymiaru antykomunistycznego, bo jakiemuś dzieciakowi z PiS, którego ojciec lub dziadek w przeszłości całkiem nieźle funkcjonował w partii, albo aparacie państwa ludowego, to po prostu się nie podoba. Wszelkie zmiany nazw ulic i placów pozostawić należy lokalnej władzy. Władzy wybranej przez ludzi w wolnych wyborach. IPN-u do tego nie mieszajmy.
Nie zapomnę jak w ławach Rady Miasta Krakowa szemrało PiS-owskie towarzystwo, gdy wnioskowałem o Ożańskiego dla placu w osiedlu Willowym w NH, lub, gdy wprost płk Kuklińskiego nazywałem zdrajcą, bo za zdrajcę go uznaję, gdy zebrałem 13 tysięcy podpisów protestacyjnych przeciwko zmianie nazwy Placu Centralnego na Plac Reagana, choć bliskie mi są jego poglądy, gdy popierałem nadanie imienia jednej z ulic krakowskich prezydentowi Skolickiemu (lata 50-60 te XX w.) choć miał swój udział w nagonce na obrońców Krzyża w NH w 1960 r., ale z drugiej strony był dobrym gospodarzem, wiele zainwestował i wiele po sobie pozostawił. Mówili wówczas: - No tak ojciec komuch, ktoś tam komuch, to i na synka przeszło. Oczywiste bzdury. Choć szacunku do ciężkiej pracy ludzi w tamtym czasie nauczono mnie i sam uznałem, że Polsce Ludowej należy się szacunek jako mojej Ojczyźnie. Innej Polski jako człowiek urodzony w 1976 r. nie miałem. A to, że administrowali nią od 1945 r. tacy czy inni komuniści to już inna sprawa. Zawsze mam szacunek do ludzi o szczerych poglądach, nawet jeśli są one czysto komunistyczne. Szanuję je. Nienawidzę postaci, którzy plują i rozliczają okres 1945-1989, a na sumieniu mają dziadków i tatusiów z mamusiami w PZPR, czy w aparacie bezpieczeństwa. To całe tałatajstwo usiadło razem do Okrągłego Stołu, który powinien być publicznie spalony! Na swojej drodze spotkałem mnóstwo ludzi, którzy nie pieją za nowym porządkiem, a szanują wybór swoich rodziców i dziadków za to co robili w PRL. Uważają, że robili pożyteczne rzeczy, wykonywali pożyteczną pracę. To samo twierdzę o moich dziadkach i rodzicach. Nie będę podawał ile IV RP płaci emerytury mojej matce...
Taki już jestem. O poglądach, o tym co czuję i myślę nie bałem się mówić głośno i dobitnie. Nigdy też nie dałem się namowić na zmianę opcji, nawet gdy ta moja leżała na trumiennej desce. Ludzie ideowi tak łatwo i tak po prostu tego nie czynią. Szczególnie ludzie z tej "bajki" ideowej, z której ja pochodzę. Ideowość jest czymś niezniszczalnym, nieśmiertelnym, pokona każdą słabość partyjną i wszelką inną. Pozostaje na całe życie bez względu na życiowe wybory.
Na dekomunizację w formie proponowanej przez młodych gniewnych z PiS jest już za późno. Po prostu. Jarosław Kaczyński z ekipą powinien to wszystko czego domagają się młodzi z PiS uczynić na przełomie 1989/1990. Nie pozwolił mu na to Okrągły Stół i kancelaria Wałęsy. Potem było już pozamiatane. I dzisiaj też jest. Było do Stołu nie zasiadać, do kancelarii "Bolka" nie wchodzić. Jak będzie trzeba stanę przeciwko oszołomskim propozycjom z PiS w sprawach nowohuckich, o których pisałem powyżej dość energicznie. I wygram.


Komentarze
Pokaż komentarze