Marcin Janasik Marcin Janasik
901
BLOG

Robo-pszczoły, czyli promocja głupoty w TVP

Marcin Janasik Marcin Janasik Technologie Obserwuj notkę 3

Wczorajsze Wiadomości TVP wzniosły się na szczyty komercyjnego pustogłowia. Ważny skądinąd materiał o wymieraniu pszczół zakończono jakże optymistycznym akcentem – nie ważne, że pszczoły mogą przez chemię rolniczą wyginąć, przecież nasz polski młody uczony pracuje właśnie nad projektem robota, który pszczoły ma zastąpić!

Odetchnąłem z ulgą. No bo jakie to piękne – paskudne owady wykończymy swoją chciwością i brakiem wyobraźni, roboty nie będą wlatywać do domów, bzyczeć i żądlić, jakiś super – komputer sterować będzie syntetycznymi robotnicami i wskazywać im jakie kwiatki jeszcze zapylić.

To nic, że to dopiero projekt, że wdrożenie zajmie całe lata, o ile w ogóle na skalę globalną, czy chociaż krajową, kiedykolwiek będzie możliwy do realizacji. Ile będzie kosztował również się nie dowiedzieliśmy, w końcu pszczół potrzeba tylko w Polsce wiele milionów. No i co z kwiatami roślin, których „nie potrzebujemy” - czyli dokładniej – nie wykorzystujemy ich przemysłowo? Co tam zielsko będzie się plenić... Ktoś zrobi sobie patent, ktoś będzie go musiał wykupić, a jak kogoś nie będzie stać - niech sobie kaktusy na rękach hoduje, a nie za rolę bierze.

TVP kolejny raz pokazało swoją miernotę. Nie rozumiem jak taki chłam może w ogóle zostać dopuszczony do emisji w publicznej tv, która powinna przecież ludzi edukować, poszerzać im horyzonty, a nie uspokajać w obliczu globalnej katastrofy ekologicznej futurystycznymi komunałami, jakby widownia składała się z absolwentów podstawówek (bo gimnazjaliści powinni dysponować już wiedzą dotyczącą skutków obecnej polityki chemiczno-rolnej dla środowiska naturalnego i homo "sapiens sapiens" utrzymującego się jakimś cudem od kilku tysięcy lat na szczycie łańcucha pokarmowego.

Zamiast wykorzystać ten temat do postawienia oczywistego wydawałoby się pytania – skoro pestycydy i herbicydy wykańczają jeden z najważniejszych od zarania cywilizacji gatunków żyjących w symbiozie z człowiekiem, skoro są szkodliwe dla ludzkiego zdrowia, przenikając do żywności, a więc i na nasze talerze, skoro postęp medycyny nie nadąża za chorobami generowanymi przez pół-sztuczne jedzenie, które mieszkańca średniowiecza wykończyłoby pewnie po pierwszych kilku posiłkach, może czas na zmiany? Może państwo powinno zainwestować w rolnictwo ekologiczne, w uprawy organiczne, może żywność produkowaną z użyciem pestycydów i herbicydów należałoby wreszcie oznaczyć dokładnie tak, jak paczki papierosów z nikotyną? Może sklepy ze zdrową żywnością nie powinny być przystanią dla intelektualnej i „zdrowotnościowej” elity, ale standardem, dokładnie tak, jak wskazuje ich nazwa (no bo skoro zdrowa, czyli nie skażona żywność jest w kilku – kilkunastu sklepach w większych miastach, to jaka jest w pozostałych?!) ? Może z obiektywnego materiału wyszłoby wreszcie czarno na białym, że na zdrową, czystą, organiczną żywność nie stać prawie nikogo, a cały nasz naród niewolników skazany jest na trującą wegetację przez neoliberalny system, oszukujący nas iluzją pozornego dobrobytu?

Rzecz jasna dziennikarze, których akurat stać na zdrowe, zbilansowane odżywianie nie będą podcinać systemowej gałęzi na której sami siedzą. Naraziliby się pewnie politykom, podobnie jak oni zainteresowanym utrzymaniem obecnych nierówności i eksploatacją nas, mróweczek-zasobów ludzkich, do 67 roku życia – potem jesteśmy przecież tylko ciężarem dla systemu i państwa okradającego nas na co dzień. Wprowadzenie standardów zdrowotnych do produkcji rolnej wygenerowałoby poważny kryzys dla lobby chemicznego i farmaceutycznego (gdyż im mniej stosujemy chemikaliów i im mniej przez nie chorujemy, tym mniej na nas zarabiają producenci leków), podniosłoby koszty produkcji rolnej (każdy kto miał ogródek wie co to znaczy inwazja szkodników), pytanie jednak, czy nasze zdrowie nie jest jednak ważniejsze – i czy zamiast się zbroić do wywoływanych przez polityków i wielki biznes wojen, zamiast biadolić nad kosztami opieki zdrowotnej, nie lepiej przeprowadzić eko-rewolucję na której skorzystalibyśmy w dłuższej perspektywie czasowej wszyscy, o pszczółkach nie wspominając. Nie zapominajmy też o długookresowych kosztach naszej ignorancji – ceny żywności i tak wzrosną, jeżeli na serio weźmiemy się za sztuczne zapylanie, albo nasze menu bardzo, ale to bardzo się ograniczy (najprawdopodobniej do genetycznie modyfikowanych roślin-potworków z laboratoriów Monsanto), jeżeli zrezygnujemy z roślin zapylanych przez te owady.

Odpowiedz sobie na proste pytanie- czy gdy będziesz za 10, 20 lat odpowiadać na pytanie dziecka "a co to była pszczoła?" nie będziesz mieć wyrzutów sumienia, odpowiadając: "a to takie zwierzątko, dość powszechne w XX wieku, wiesz, wykończyliśmy je bo bardziej opłacało nam się je wytruć". Nie dajmy się zmanipulować mediom, z roku na rok będzie coraz mniej kolorowo, zdrowo i naturalnie, przynajmniej poza sztucznym obrazem kreowanym w redakcjach i gabinetach politycznych.  Pytanie brzmi – czy na pewno chcesz w takim świecie żyć? Sprawdzając podczas zakupów informacje o składzie żywności przypomina mi się często "ilość cukru w cukrze" z PRL-owskiej komedii. Ile jest mięsa w "mięsie", soku w "soku", ile E-ileś-tam w prawie wszystkim, co jem... Mam nadzieję, że kiedyś inny PRL-owski relikt, bajka o pszczółce Maji, nie będzie mi się kojarzyć z fantastycznymi Smurfami bardziej, niż z prawdziwym, pożytecznym gatunkiem, który na moich i Twoich oczach odejdzie w zmierzch historii tak jak realny "socjalizm".

Marcin Janasik
 

Jestem politologiem (spec. marketing polityczny), zajmuję się koordynacją kampanii społecznych, projektów edukacyjnych i kulturalnych, organizowaniem protestów, zarządzaniem organizacją, planowaniem strategicznym i PR, prowadzę także wykłady, warsztaty i szkolenia związane z aktywizmem obywatelskim. Od 1997r. działam w ruchu alterglobalistycznym, od tamtego czasu uczestniczyłem w największych protestach polskich i europejskich. W latach 2005-2012 pełniłem funkcję prezesa zarządu Stowarzyszenia "Lepszy Świat" (www.lepszyswiat.org.pl) i koordynowałem największe kampanie tej organizacji ("Solidarni z Tybetem", "Solidarni z Palestyną", "Klimat Teraz", "Lepszy Poznań", "Aktywny Obywatel"). Obecnie pełnię funkcję prezesa zarządu Fundacji Przebudzenie (www.fundacjaprzebudzenie.pl). Pod kątem ideowym określiłbym się jako lewicowy patriota, centrowy "obyczajowo" alterglobalista-niepodległościowiec, ekohumanista i progresywista:) Lepszy Świat - jest możliwy! Życzę przyjemnej lektury i zapraszam do dyskusji:) kontakt: fundacjaprzebudzenie@gmail.com Starsze teksty: www.lepszyswiat.salon24.pl

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (3)

Inne tematy w dziale Technologie